Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
302
BLOG

Przydatna nieodpowiedzialność klimatyczna

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 4

 Jest to wizja całkowicie absurdalna i niemożliwa do spełniania. Otóż wyobraźmy sobie, że po wyborach w Polsce zaczyna rządzić partia eurosceptyków. Lider tej partii zdecydowanie i arogancko odrzuca wszelkie pakiety klimatyczne UE. Stwierdza po prostu, że ustalenia dotyczące zagrożeń klimatycznych są zbyt wątpliwą przesłanką, by na tym ołtarzu poświęcić przyszłość polskiej gospodarki. A zresztą ludzie go wybrali po to, by dbał o ich dobru tu i teraz, a losem przyszłych pokoleń niech się martwią wizjonerzy.

To ostatnie zdanie byłoby częściowym plagiatem słów obecnie nam panującego premiera. Tak to jest dziś, że łatwiej i bezpieczniej zabrać swoim rodakom szanse zabezpieczenia starości, niż naruszyć dogmaty polityki unijnej. Dlatego też Minister Finansów nie powie o polityce klimatycznej tego samego co o OFE: nie stać nas na jej wdrażanie. Z bólem zębów i wątroby godzić się możemy na ograniczenie o 20% emisji CO2, ale pomysł by zwiększyć ograniczenie do 30% jest zabójczą bronią. Ponieważ polski ślad w psuciu globalnego klimatu jest śladowy, nasze poświęcenie w zabijaniu własnej gospodarki nie poprawi samopoczucia białych niedźwiedzi.
W prezentowanej abstrakcyjnej wizji eurosceptyczny lider odrzuciłby nie tylko obowiązek uzyskania ustalonego w Brukseli wskaźnika „klimatycznego”. Posunąłby się w swej archaicznej arogancji dalej: wprowadziłby zakaz stosowania jakichkolwiek dopłat czy preferencji zniekształcających ceny nośników energii. Historyczne doświadczenie mówi, że każda taka ingerencja prowadziła do niekorzystnych efektów. Wysoka energochłonność naszej gospodarki jest pochodną sztucznego zaniżania cen energii z węgla. Modernizacja nie powinna więc polegać na podobnie sztucznym zaniżaniu cen energii z gazu, słońca czy wiatru, lecz na zwiększaniu efektywności energetycznej.  Sztuczne preferowanie tzw odnawialnych źródeł energii też bowiem prowadzić może do poważnych zakłóceń środowiskowych i społecznych. Popyt na uprawy roślin energetycznych wpływa na ograniczenie produkcji żywności, co odczuwamy dziś w postaci wzrostu jej cen. Niebezpieczne może być zakłócenie przepływu mas powietrza, gdy zwiększamy liczbę farm elektrowni wiatrowych. Nie jest także obojętne dla środowiska życia człowieka sztuczne skupianie promieniowania słonecznego przez wielkie tafle kolektorów. Nie istnieje  rodzaj ingerencji człowieka w naturę, który nie rodzi ubocznych, niekorzystnych skutków. Jeżeli owe skutki są wymierne, jeśli istnieje mechanizm obciążający wytwórcę kosztami ubocznymi jego działalności, to wówczas rynek najlepiej dokonuje weryfikacji. 
Eurosceptyk ma prawo zauważyć, że Polska nie jest skazana na powielanie błędów popełnianych przez wyżej rozwinięte kraje europejskie. Nie mamy także powodów, by w swojej polityce kierować się skruchą i wyrzutami sumienia z powodu grzechu kolonizacji. Nie musimy w imię tego wymyślać nowych powodów by dotować państwa Afryki i Azji. Sami byliśmy krajem skolonizowanym a nasi mieszkańcy byli wykorzystywani jak niewolnicy.
W ślad za tym eurosceptyk wskaże hipokryzję państw, które używają argumentów ekologicznych dla wzmocnienia przewagi swojego przemysłu wyspecjalizowanego w produkcji urządzeń do  pozyskiwania energii z tzw źródeł odnawialnych lub energetyki jądrowej. Udowodni, że różnica cen energii spowoduje wyraźną przewagę konkurencyjną „atomowej” Francji nad „węglową” Polską. Obciążające „klimatyczne” koszty spowodują dla naszego kraju straty wyższe, niż wartość otrzymywanej z UE pomocy w ramach funduszy spójności. Zatem utrata tej pomocy będzie dla naszego kraju mniej bolesna, niż założenie sobie dobrowolnego jarzma na szyję.
Eurosceptyk ma prawo głosić antyeuropejskie  herezje. I choć, być może, nie ma szans na wygraną w wyborach, z jego głosem też należy się liczyć. Polska uzyskałaby nieporównywalnie mniej w Kopenhadze, gdy negocjowano stowarzyszenie z UE, gdyby nie argument zagrożenie „proeuropejskiego” SLD konkurencją „antyeuropejskiej” Samoobrony i LPR-u. Choćby ze względu na to eurosceptycy powinni być hołubieni i dyskretnie popierani przez rządzących.
Niestety, dziś gdy eurosceptyzm jest nie modnym trendem, brak nam mocnych argumentów by zawalczyć o interes polskiej gospodarki.  

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka