Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
179
BLOG

Kapitał w gorsecie

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 1

 Ustawę o zamówieniach publicznych wprowadzono chcąc przeciwdziałać zjawiskom  korupcyjnych w sektorze publicznym. Koszt korupcji przenosi się na ceny i jakość usług, obciąża ogół mieszkańców swoistym „podatkiem korupcyjnym”.

Wszystko to słuszne, tylko dlaczego w takim  razie po wprowadzeniu  procedur zamówień publicznych, nie tylko przedłużyło się przygotowanie inwestycji publicznej, ale dodatkowo wzrosły ich realne ceny, a jakość pozostała na niskim poziomie. Trudniej oszacować, czy dzięki temu zmniejszyła się korupcja. Być może w niektórych wypadkach mieszkańcy obciążeni są podwójnie – kosztem rygoryzmu administracyjnego i kosztem łapówek. 
Sto lat temu, gdy budowano w ramach koncesji kolej Częstochowa – Kielce, od rozpoczęcia procesu koncesyjnego (jesień 1908 r) do przejazdu pierwszego pociągu (jesień 1911 r) minęły trzy lata. Ponuro na tym tle wygląda dwudziestolecie przemierzania się do budowy autostrady A-1 między Piotrkowem a Częstochową. Czyżby w warunkach prymitywizmu technologicznego korupcja carskiej administracji generowała lepsze efekty, niż rygoryzm demokratycznej władzy?
Rygoryzm rodzi się z nieufności, większość kosztownych regulacji dotyczy stałego udowadniania własnej niewinności. Przedsiębiorca przystępujący do przetargu musi przedstawiać różnorodne zaświadczenia potwierdzające, że w ostatnim czasie nikogo nie okradł. Wzajemnie: rozpatrujący oferty urzędnik musi być przygotowany na dowodzenie, że jego subiektywna  opinia nie wpłynęła na wybór. 
Można przyjąć, że rygory nałożone na urzędnika mają pewne uzasadnienie. Ale żądanie  od uczestnika przetargu, by przedstawiał zaświadczenia urzędowe, że nie zalega z podatkami, że nie był karany, że figuruje w rejestrze KRS, jest zbędnym, nieuzasadnionym rzeczywistymi potrzebami podatkiem. To urzędnik rozpatrujący oferty, w przypadku uzasadnionych podejrzeń może sprawdzić wiarygodność strony postępowania.
Nikt nigdy przed nikim nie powinien był zmuszany do stałego dowodzenia, że nie jest wielbłądem.
Modne jest dziś powtarzanie o konieczności inwestowania w kapitał społeczny. Tym uzasadnienia się różne zbędne wydatki publiczne. Tymczasem kapitał społeczny nie rodzi się z dekretacji ani z inwestycji publicznych, lecz z przyjętej zasady domniemania uczciwości. Jeżeli zasadą jest ograniczone do zera zaufanie – musimy ponosić koszt kontroli, potem kontroli kontrolerów i kontroli tych co kontrolują kontrolerów. Rygorystyczne prawo ma swoich beneficjentów w postaci kolejnych instytucji urzędniczych i dochodów kancelarii prawnych. Tylko, czy akurat tacy beneficjenci tworzą rozwój gospodarczy...
Kapitał społecznego zaufania rodzi się z autorytetu prawa i władzy. Brak jednego i drugiego nie nadrobimy produkcją kolejnych, zmieniających się w tempie księżycowym przepisów. Brak uwolnienia z gorsetu rygoryzmu, utrzymanie stanu przeregulowania prawnego, to największy grzech zaniechania rządu pana Tuska. Dlaczego jego, a nie poprzedników? Bo był to pierwszy rząd, który dochodząc do władzy miał pełną świadomość kosztów ekonomicznych i społecznych  przeregulowania, pierwszy rząd, który przyjął za priorytet uwolnienie ludzi z obcęgów przepisów , rząd, który dostrzegł wagę społecznego kapitału. 
Nie spełnienie obietnic materialnych, opóźnienie w budowie dróg, a nawet podwyższenie podatków można tłumaczyć; był bowiem globalny kryzys finansowy. Ale nic, nie tłumaczy dlaczego przedsiębiorca na żądanie jednego urzędu musi kupować zaświadczenie od drugiego urzędu, potwierdzające, że nic nie ukradł w ciągu ostatniego kwartału.     

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka