Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
307
BLOG

Kasa od chorych

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 8

 Być posłem koalicji rządowej to niekomfortowa sytuacja. Trzeba umieć grać rolę pożytecznego idioty, bez dyskusji przegłosowującego projekty swej partyjnej zwierzchności. Pośpiech uzasadniający rezygnacje z dyskusji, tłumaczony jest pilnością. Ale też nikt, nie wyjaśni posłowi, dlaczego nad tą pilnością nie zastanawiano się, gdy przez trzy lata temat leniwie spoczywał w szufladach...Jeszcze jesienią pan Premier Tusk przeprowadzał się do Sejmu, by pilnować pilnych prac nad ustawami zdrowotnymi...Potem rzecz przestała być pilna, do czasu kolejnego objawiania swej pilności.  

Pilność w sprawie naszego zdrowia nie jest najlepszą metodą. Może się skończyć obcięciem zdrowej nogi, zamiast założenia gipsu na złamaną rękę. Każda z ustaw proponowanych przez rząd budzi poważne wątpliwości. Efektem pakietu jest zwiększenie finansowania usług zdrowotnych poprzez poważne obciążenie portfeli chorych i budżetów samorządowych. Wątpliwe są gwarancje, że to zwiększenie obciążeń finansowych przyniesie poprawę jakości. Pruderią jest w tym wypadku rezygnacja ze zwiększenia składki zdrowotnej. Nikt nie lubi większych podatków, ale przerzucenie kosztów bezpośrednio na pacjentów i na samorządy, jest też tym samym co wyższe podatki.
W dochodach własnych samorządów nie przewidywano źródeł na pokrycie utrzymania publicznej służby zdrowia. Przeciwnie, był obowiązującym zakaz dotowania nawet własnych szpitali i przychodni. Wszystkie ZOZ-y miały działać na równych prawach, publiczny płatnik NZF dysponował pieniędzmi ubezpieczonych, by od ZOZ-ów (prywatnych lub publicznych) kupować usługi. Zakaz dotowania tworzył warunki równej konkurencji.
Samorządy w wyniku nowej ustawy nie otrzymują lepszych narzędzi, by gospodarniej kierować szpitalami. Finanse placówek nadal będą zależne, przede wszystkim, od złej czy dobrej woli urzędnika z NFZ. Na samorząd jednak nakłada się obowiązek dotowania szpitali, w takie lub innej formie (oddłużenie, pokrywanie deficytu, dokapitalizowanie spółek). Ponieważ samorządy nie otrzymają na ten cel dodatkowych dochodów, będą mogły wybierać czy ratować szpitale kosztem szkół czy dróg. W efekcie obciążenie to i tak przeniesie się bezpośrednio na podatników, w postaci pogorszenia oferowanych za ich pieniądze usług publicznych.
Sięgnięciem bezpośrednio do kieszeni pacjentów stanie się ulegalnienie szarej strefy usług medycznych. Dotychczas w tej szarej strefie mieściło się szereg spraw: od kupowania leków dla leczonych w szpitalu po kupowanie przyspieszenia zabiegu ratującego życie. Niektóre z takich spraw określaliśmy jako korupcję, inne jako szlachetną pomoc dla biednej, publicznej służby zdrowia. Teraz to wszystko będzie kryło się pod nazwą komercyjnych usług, świadczonych na życzenie pacjenta. Ograniczenie popytu poprzez zamówienia NFZ, przeniesie się na wymuszony zwiększony popyt prywatny. Co bowiem zrobi chory, gdy szpital odmówi zakupu leku niezbędnego w terapii, bo NFZ przekroczył akurat roczny limit refundacji? Jakie ma wtedy wyjście chory: umrzeć narażając państwo na wypłatę zasiłku pogrzebowego; czy walczyć o zdrowie za pieniądze własne lub rodziny....To samo dotyczyć będzie także wykupu usług, by do śmierci nie czekać na badania diagnostyczne....
Wiemy, kto płaci; a kto zyska (cui bono, jak mawiali starożytni)...Odpowiedź na to pytanie ilustruje nam dziesięcioletnie historia wprowadzania rejestru usług medycznych. RUM został, niegdyś, przed dziesięciu laty, wprowadzony na Górny Śląsku, przez Andrzeja Sośnierza. Kontrola przepływu pieniędzy już w pierwszym roku ujawniła milionowe nadużycia przy refundacji leków i rejestrowaniu fikcyjnych zabiegów. Wprowadzenie takiego systemu w całym kraju przyniosło by więc w ciągu dziesięciu lat oszczędności liczone w miliardach, porównywalne z obecnym zadłużeniem publicznej służby zdrowia. 
Dlaczego więc eksperymentem Sośnierza interesowała się poważnie tylko prokuratura, oskarżając inicjatora skutecznej kontroli? Dlaczego dziś próbuje się w sposób sztuczny ustawą narzucić sztywne ceny leków, zamiast mierzyć efektywność refundacji? 
Otóż, śmiem twierdzić, że cała ta „reforma” pisana jest pod dobro określonych beneficjentów: grupy lekarskiej. To oni współdecydując o polityce ministerstwa i refundacjach NFZ, dbają by dopływ prywatnych i publicznych pieniędzy trafiał do wybranych kieszeni. Na trupie publicznej służby zdrowia, ukryty za sloganami etyki Hipokratesa, rozwija się nomenklaturowy kapitalizm, nie mający  nic wspólnego ze sprawiedliwością  podziału niewidzialną ręką rynku. 
Nie prywatyzacja, nie rynek, jest zagrożeniem dla chorych. Prawdziwym wrogiem jest ta sprzymierzona z politykami mafia, żerująca na podstawowych potrzebach ludzi.
I w imię dobra tej mafii, robią z posłów idiotów każąc bez dyskusji przyjmować wątpliwej jakości rozwiązania. Cóż, nie będę im współczuć...Dorośli ludzie sami swój los wybrali.        

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka