Postęp bywa zacofaniem, gdy w praktyce jako cel stawia sobie konserwowanie idei zeszłych stuleci. Tego dowodem jest polityka naszego państwa wobec mniejszości narodowych. Nawyk by bardziej chronić prawa grupy (mniejszościowej) niż indywidualne prawa obywatelskie, prowadzi w maligny ślepych dróg.
Przepisy prawne dotyczące mniejszości narodowych i etnicznych z trudem wytrzymują analizę logiczną. Zgodnie z nimi nie ma żadnych podstaw by odmówić uznania Ślązaków za mniejszość etniczną (spełnia warunki wymienione w art 2 ust 3 ustawy o mniejszościach z 6.01.2005). W ustawie jest jednak jeden haczyk, ust 4 wymienia zamknięty katalog mniejszości etnicznych. Problem, co jest istotniejsze – spełnienie normatywnych warunków; czy oparte na dowolności uznanie prawodawcy. Jeśli to drugie – ustawa narusza normy Konstytucji i międzynarodowe regulacje chroniące mniejszość. Sam katalog ustawowy budzi też szereg wątpliwości. Dlaczego mniejszość narodowa uznawana jest tylko jeśli utożsamia się z narodem zorganizowanym we własnym państwie (art 2 ust pkt 6) ? Czy to znaczy, że nie byli narodem Słowacy przed 1991 ? Czy Tatarzy staną się narodem dopiero gdy niepodległość ogłosi Tatarstan lub Krym ? Druga rzecz budząca wątpliwości to określenie zasiedzenia: mniejszość jest mniejszością jeśli jej przodkowie zamieszkiwali obecne terytorium Rzeczpospolitej od co najmniej 100 lat...Skomplikowany to szacunek, biorąc pod uwagę, że część mniejszości przedwojennych straciło swoją „małą Ojczyznę” w wyniku przesunięcia granic po 1945 r. Na szczęście nikt się nie upiera by dochodzić genealogii terytorialnej Karaimów lub Ormian; przyjmujemy też ciągłość zasiedlenia przez Rosjan; nawet gdy wiemy, iż większość z nich przybyła po nieszczęsnej rewolucji.
Pół biedy z wymienionymi w ustawie. Ale czy nie tworzymy podwójnych norm prawnych, innych dla „starych”, innych dla „nowych” mniejszości... Czy Grecy przybyli po 1947 r są mniejszością narodową ? Są, ale nie „ustawową”. A Wietnamczycy, Czeczeni, Arabowie...? Może więc ustawę nazwijmy: prawem przywilejów dla wybranych grup narodowych czy etnicznych zamieszkałych na terenie Polski...
Można domniemywać, że ustawowe przywileje wynikają z doktryny wzajemności w stosunkach z innymi państwami. Przyznajemy pewnym narodom prawa licząc, że wzajemnie takie prawa będą przysługiwały Polakom w innych państwach. Tak się jednak składa, że taka doktryna uznawana jest ( słusznie) za anachronizm. Konsekwencją bowiem jest zasada retorsji: jeśli Niemcy biją u siebie Polaków, to u siebie Polacy biją Niemców. Normy prawa międzynarodowego, w tym zwłaszcza prawa unijnego chronią prawa obywatelskie osób z grup mniejszościowych bez względu na stosunki wzajemne państw. Nie po to Białorusin uciekał spod ręki swojego reżimu, by na uchodźctwie odpowiadać za grzechy Łukaszenki. Zasada wzajemności znajduje jednak swoje odzwierciedlenie w traktatach zawartych z sąsiadami: Niemcami, Czechami, Litwą, Słowacją, Ukrainą...i nic nam w rzeczywistości nie daje. Nie udało się ani od Litwy ani od Niemiec na podstawie traktatów uzyskać zwiększenia praw mniejszości polskiej. Niemcy, przy tym, odrzucając argumenty polskie odwołują się do zasady zawartej w naszej ustawie o mniejszościach, podważając twierdzenie o zasiedzeniu Polonii w Niemczech ( zamieszkiwanie ziem niemieckich przez przodków polskich ponad 100 lat).
Na dobrą sprawę korzystnym może być wypowiedzenie przez Polskę może traktatu polsko-niemieckiego z 1991 w części dotyczącej art 20 i art 21 (spraw mniejszości) i w podobnej części traktatu polsko-litewskiego z 1994 r. W obu przypadkach prawa mniejszości i tak chronione byłoby dobrze na podstawie przepisów prawa wspólnotowego UE. Problem Polonii na Litwie i w Niemczech nie rozstrzygano by w relacjach bilateralnych, stałby się przedmiotem regulacji unijnych.
Przejście na płaszczyznę unijnych regulacji pozwala także na wycofanie się z rozwiązań zbyt kosztownych, lub tworzących nadmierne przywileje wybranych grup. Nie istnieje żadna regulacja międzynarodowa narzucająca uprzywilejowanie mniejszości w ordynacji wyborczej. Takowy przywilej jest sprzeczny z zasadami równości i z logiką demokratycznego wyboru. Normalna demokracja wymaga by w parlamencie reprezentowane były różne poglądy polityczne. Utopia postępowa woli zastąpić reprezentacje różnorodnych poglądów parytetami grup społecznych (mężczyźni, kobiety, takie lub inne mniejszości, wierzący, niewierzący, górnicy i ogrodnicy).
Dyskusyjny jest także przywilej dofinansowania szkół mniejszości narodowych. Przyznanie o 20% wyższej subwencji oświatowej dla szkół mniejszościowych narusza zasadę równego dostępu dzieci do publicznej edukacji. Przyjmijmy jako podstawę jednolity standard kształcenia publicznego, dbając jednocześnie, wspierając a nawet dofinansowując (z innych środków niż przewidziane w budżecie państwa na oświatę) wszelkie formy pozwalające rodzinom wychować dzieci w duchu wyznawanych przez siebie tradycji, przy szacunku dla używanego przez nie języka i stosowanych zwyczajów. Dokładnie tak, jak przewidują to obowiązujące konwencje unijne.
Polska, jako państwo, powinna dbać o zachowanie różnorodności swojego dziedzictwa kulturowego . Państwo powinno być gwarantem praw każdego obywatela, by ten mógł być tym czym chce być i miał prawo wyboru własnej drogi w poszukiwaniu szczęścia. Ale tych zasad nie warto zachowywać w formie anachronicznego skansenu, wygodnego przede wszystkim dla utrzymywanych z budżetu zawodowych reprezentantów grup mniejszościowych. Przejdźmy w sprawach narodowości z doktryny odpowiedniej w XIX w., do zasad pasujących współcześnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)