Klasyczne sformułowanie: „odp...się od generała” osobiście odnoszę, do gen Felicjana Sławoja – Składkowskiego. Człowiek o niewątpliwie wysokiej inteligencji, odważny żołnierz i sumienny urzędnik, zachował się w pamięci zbiorowej w karykaturalnej postaci twórcy sławojek.
Sławojki, wiadomo, rzecz śmierdząca, drewniana budka z serduszkiem w drzwiach i okrągłą dziurą wewnątrz. Niewątpliwie sympatyczniej brzmi ojcostwo innych sukcesów: budowniczych piramid, stadionów czy przynajmniej stadioników – orlików.
Generał Składkowski broni się sam swoim życiem. Kto nie chce ulegać stereotypom, sam może ocenić dorobek byłego premiera II RP. Wykpiwane zaś sławojki mogą i dziś być wzorem myślenia o modernizacji kraju. Modernizacja przedwojennej Polski to nie tylko wielkie inwestycje, choć i tu z zazdrością można dziś mówić o tempie budowy Gdyni, linii kolejowej Śląsk - Porty, tarnowskich Azotów, hut COP, połączenia komunikacyjnego Warszawa-Poznań....To także wielkie dzieło oświaty, w wyniku którego miliony ludzi wydobyto z analfabetyzmu i uczyniono świadomymi obywatelami Rzeczpospolitej. To także bliska doskonałości twórczość legislacyjna, dość tu wspomnieć wprowadzone dekretem Prezydenta kodeksy z lat 30-tych (karny, cywilny, spółek handlowych). I w końcu doceńmy również owe sławojki, uparte zmagania o podniesienie jakości sanitarnej kraju.
Gdyby nie nakazowość, narzucanie szczegółowymi przepisami obowiązków sanitarnych (w tym warunków uboju zwierząt, obowiązku bielenia domów i płotów, składowania odpadów w miejscach wyznaczonych, budowy szamb lub kanalizacji) sama świadomość obywatelska nie wydobyłaby prowincji ze smrodu. Prowincji, bo Warszawa – wiadomo – zachodnia stolica, a stoliczanom nie wypada zwracać uwagi. Wiemy, że nikt nie lubi drobiazgowego wścibstwa rozporządzeń władzy, a jeszcze bardziej egzekwowania tych przepisów przez stójkowego; ale – zgódźmy się – nie wszędzie żyła elita i nie wszędzie do serc trafiały słowa pozytywistycznych ulotek redagowanych przez idealistycznych spółdzielców.
Samorząd jest silny obywatelską świadomością. Ale ową świadomość kształtują bodźce zewnętrzne. Coś jest cool, coś jest obciachowe; przy czymś możemy się dowartościować uroczyście przecinając wstęgę, czymś możemy się pochwalić na zewnątrz... Miasta i miasteczka zmieniają się na naszych oczach, odrestaurowane rynki błyszczą granitem, rosną na nich stylizowane lampy. Jest pięknie na pokaz, lecz życie miejscowe przenosi się do pobliskiej galerii handlowej.
Piękno bowiem nie zawsze jest adresowane do człowieka. Na tych odrestaurowanych rynkach brak ławeczek ustawionych w cieniu drzew, brak ukwieconych klombów aromatyzujących powietrze...A nade wszystko brak rzeczy podstawowych: koszy na śmieci i dostępu do publicznej toalety.
Cóż, Wersal za czasów panowania Bourbonów, też nie miał toalet, a świat się nim zachwycał...
Z drugiej strony, jeżeli statystycznie wzrasta lawinowo ilość pięknie zmodernizowanych placów, rynków, deptaków, a jednocześnie zmniejsza się ilość publicznie dostępnych toalet...to coś tu nie tak. Urągają temu pokazowemu pięknu prowizorycznie, przy okazji masowych imprez, ustawiane plastikowe toj-toje. Przekreśla się ludzki wymiar projektu zapominając o podstawowych potrzebach człowieka.
Niejeden wójt mi to tłumaczył, rozkładając ręce: na modernizację placu otrzyma dofinansowanie z tego czy innego źródła; na budowę a tym bardziej utrzymanie toalety – nie. Więc to nie tylko ambicja władzy lecz i czysty rachunek ekonomiczny obraca się przeciw człowiekowi.
Może więc przydałby się krajowi minister pokroju gen. Składkowskiego szczegółowymi nakazami wymuszający troskę o sprawy sanitarne. Może przydałby się ktoś, kto dla dobra ogólnego narazi się na przydomek nowożytnego twórcy sławojek.
To niby drobiazg. Ale w tym drobiazgu tkwi różnica między rzeczywistym dążeniem do poprawy jakości naszego życia, a dążeniem by owa jakość pięknie w telewizji wyglądała.


Komentarze
Pokaż komentarze