Po debatach na Europejskim Forum Gospodarczym w Katowicach prawie pewnym wydaje się kompromis w sprawie finansów samorządowych. Przypomnijmy: chcąc spełnić własne deklaracje o zmniejszeniu deficytu państwa min. Rostowski chciał wymusić ograniczenie deficytu w samorządach. To administracyjne przyduszenie oznaczałoby w praktyce zamrożenie inwestycji samorządowych, a nawet utratę części pomocy unijnej z braku środków na współfinansowanie.
Po protestach prezydentów dużych miast (Dutkiewicza z Wrocławia, Uszoka z Katowic, Adamkiewicza z Gdańska, Grobelnego z Poznania), wspartych przez korporacje samorządowe (Związek Miast Polskich, Unię Metropolii, Związek Powiatów Polskich itd) stanowisko sfer rządowych uległo zmiękczeniu. W obronie samorządowców wystąpił wicepremier Pawlak, minister Bieńkowska oraz doradca Premiera Michał Boni.
Kompromis jest bliski, nie tylko ze względu na przedwyborczą wrażliwość polityków. Nawet Minister Finansów powinien opanować umiejętność liczenia z wyobraźnią. Każda złotówka wydana przez samorząd na budowę drogi powoduje wpływ 25 groszy do budżetu państwa (VAT oraz zwiększenie wpływu CIT i PIT od wykonawcy zlecenia). Jeżeli dodatkowo 70% kosztów tej drogi pokrywa UE, to rachunek dla finansów publicznych jest bliski zeru. Zduszenie wydatków inwestycyjnych nie jest więc dobrą drogą ograniczania deficytu. Jest raczej, tak jak w przypadku OFE, rozpaczliwą próbą łatania „dziury” tworzonej przez – ponad stan określone – wydatki bieżące państwa.
Słuszne jest jednak spostrzeżenie prof. Michała Kuleszy – dobrze się stało, że przedmiotem poważnej dyskusji stał się samorządowy deficyt. Jest to pole także wymagające przeorania.
Możliwość zadłużania samorządów jest pod większą kontrolą niż zadłużanie państwa. To nie tylko ograniczenia wskaźnikowe (60% dochodów), ale wymagane przez banki wskaźniki nadwyżki operacyjnej, wymuszają rozwagę. Samorządy nie mogą długiem finansować wydatków bieżących, nie mogą więc – tak jak rząd – brać kredytu na wypłaty pensji urzędnikom czy zasiłków dla biednych. Mimo tych ograniczeń nie zawsze polityka lokalna prowadzona jest w sposób racjonalny. Nieprzemyślane ambicje inwestycyjne prowadzą do zwiększania kosztu utrzymania i zagospodarowania majątku. Unika się trudnych decyzji ograniczających wydatki bieżące. Ciężarem są spółki komunalne, które swoje wysokie koszty pokrywają wymuszaniem opłat od mieszkańców (monopole lokalne) lub wyciskaniem z budżetu coraz wyższych dotacji. Są miasta, gdzie realny koszt przewozu pasażera autobusem komunalnym jest wyższy niż koszt przejazdu prywatną taksówką osobową.
Demokracja nie jest ustrojem sprzyjającym oszczędności. Racjonalizacja wydatków wymaga trudnych wyborów, a każda władza ma w pamięci perspektywę wyborów. Potrzebne jest więc zespolenie oddolnych chęci z odgórnym narzuceniem określonych rygorów. Dwie sprawy wydają się oczywiste:
trzeba wymusić przedstawiania wpływu każdej podejmowanej inwestycji na przyszłe wydatki budżetowe; owe koszty muszą być ujmowane w wieloletniej prognozie finansowej;
konieczne jest ustandaryzowanie i obliczenie kosztu jednostkowego usług publicznych (od nauczania w szkołach po koszt wydania prawa jazdy); służyć to może zarówno precyzyjniejszemu planowaniu subwencji i dotacji dla samorządów, jak i blokowaniu wzrostu nieuzasadnionych różnic wydatków na takowe usługi.
Gra jest warta świeczki. Koszt kształcenia ucznia w szkole podstawowej w zależności od miejsca, przy porównywalnej jakości merytorycznej, wynosi od 3 tys zł do 8 tys zł miesięcznie. Koszty stosunkowo prostej czynności - wydania dowodu osobistego – różnią się, w zależności od miasta – o ponad 50%. Prowadzone przez Związek Miast Polski porównania ukazują zastanawiającą różnorodność kosztów, będąca świadectwem jakości zarządzania administracją.
Kompromis w sprawie deficytu w budżetach samorządowych jest już bliski. Dobrze by był to rzeczywisty kompromis, a nie jednostronna rejterada rządu (tak jak z górnikami czy policjantami). Dla dobra swoich miast, powiatów czy gmin, władze samorządowe powinny zgodzić się na narzucenie pewnych rygorów.


Komentarze
Pokaż komentarze