Pani minister Julia Pitera znów zapragnęła przypomnieć światu o sobie. W związku z tym przedstawiła publicznie twór o szwejkowskiej nazwie: projekt założeń do projektu ustawy o niektórych sposobach unikania konfliktu interesu. Zgodnie z tym projektem założeń do projektu ustawy sposobem na unikanie konfliktu interesu jest wymóg składania oświadczeń przez wszystkich urzędników (rządowych, samorządowych, wojskowych, sądowych, policyjnych itd).
Dotychczas obowiązek ten dotyczył osób uprawnionych do wydawania decyzji, czyli ok 450 tys osób; śmiałe założenia postulują wzrost przynajmniej do 750 tys osób. Dlaczego bowiem sekretarka w urzędzie ma mieć lepiej od obsługiwanego przez nią dyrektora ? Sekretarka też należy do grupy wrażliwej na korupcję (np. decyduje o dostępie do ucha szefa), dobrze wiec by jej majątek i źródła dochodów jej męża były też przedmiotem analizy CBA.
Nie warto się zastanawiać, czy CBA jest w stanie sprawdzić owe oświadczenia. Dotychczasowa kilkuletnia historia oświadczeń majątkowych nie wskazuje bezpośredniego związku takowych ze wzrostem skuteczności wykrywania korupcji. Wyłapano szereg uchybień formalnych, ukarano osoby, które spóźniły się dzień lub dwa ze złożeniem oświadczeń, czy wpisały coś błędnie do rubryk...Owe kary i wyłapane uchybienia nie stanowiły w zdecydowanej większości podstaw do wszczęcia postępowania w sprawie korupcji. Nadal w tym naszym kraju administracja może wnikliwie sprawdzać źródła dochodu emeryta występującego o zasiłek na leki; lecz nie jest w stanie sprawdzić jak bezrobotny hydraulik z podwarszawskiego miasta dorobił się willi z ogródkiem.
Zakres oświadczeniowej kontroli prewencyjnej można rozciągać w nieskończoność. Dlaczego tylko urzędnik ma być podatny na korupcję, a nie np. lekarz uprawniony do wypisywania recept refundowanych przez NFZ czy zwolnień z pracy...? Tylko z tego rozciągnięcia nic istotnego, w zakresie ograniczenia korupcji wynikać nie musi. Analiza 750 tys oświadczeń, czy 1,5 mln oświadczeń, jest w takim samym stopniu abstraktem.
Cóż każdy zawód ma swoje dobre i złe strony. Urzędnik ma ustawowe gwarancje stabilności zawodowej, może w zamian rezygnować z ochrony swej prywatności. Pocieszyć się też można, że składany przed wyborami projekt założeń do projektu ustawy, ma nikłe szanse zmienić się w obowiązujące prawo.
Przeciwko jednemu fragmentowi projektu założeń do projektu ustawy wypada jednak od razu zaprotestować. Otóż w myśli o szukania sposobu na unikanie konfliktów interesu planuje się wprowadzenie generalnego zakazu uczestnictwa urzędników w statutowych władzach stowarzyszeń. Ten projekt zakazu jest niebezpieczny przez utrwalenie niedobrego stereotypu. Urzędnik w myśl kodeksu postępowania administracyjnego nie może być sędzią we własnej sprawie; są określone zasady wyłączenie urzędnika ze spraw powodujących konflikt interesu. Wbrew powielanemu stereotypowi stowarzyszenia, nawet mające prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, nie są „maszynkami do robienia pieniędzy” na potrzeby swoich działaczy. Jest to jeden z tych wrogich poglądów prowadzących w rezultacie do niszczenia jakości kapitału społecznego, zasobu uznawanego za najważniejszy czynnik rozwojowy państwa.
Osobiście więc mam w tej sprawie opinię radykalnie różną od pani Pitery. Uważam, że nie można przyjąć do pracy na stanowisko urzędnika administracji publicznej osoby bez doświadczenia społecznej pracy w stowarzyszeniem. A także, że obowiązkiem moralnym dobrego urzędnika jest poświęcenie swojego wolnego czasu na takową działalność społeczną.
Kto bowiem ma inicjować i prowadzić różnorodne formy społecznej pracy, jak nie osoby z wyższym wykształceniem, dawniej nazywane inteligencją a dziś budżetówką? Życie każdej miejscowości jest lepsze i ciekawsze, gdy w społeczności trafią się maniacy organizujący się wokół idei kultywowania miejscowej tradycji, opiekujący się lokalnym zabytkiem czy ciekawostką przyrodniczą, poświęcający swój czas prywatny na czytanie książek chorym dzieciom w szpitalu, czy organizujący doroczny turniej rzutu podkową...Kto ma to robić ? Emeryci, studenci, przedsiębiorcy prywatni....Im więcej chętnych społeczników tym lepiej dla tej miejscowości; tylko, że nie znam miasta cierpiącego na nadmiar takich chętnych. Urzędnik jest cennym darem dla każdej organizacji, bo wnosi swoje profesjonalne doświadczenie „wykonawcy” przepisów prawnych. I wzajemnie: lepszym pracownikiem w każdym urzędzie są ludzie, którzy na różnych polach zdobyli doświadczenie w organizowaniu i zarządzaniu zapałem ludzi pracujących społecznie na rzecz swojej wspólnoty.
Stereotyp, że każdy urzędnik jest potencjalnym łapówkarzem, jest bolesny dla obwinianych, lecz niewielkim stopniu szkodzi państwu. W dużo większym stopniu szkodliwe dla ogółu jest rozpowszechniane przekonanie, że społeczna praca urzędników w dobrowolnych stowarzyszeniach, jest formą korupcjogenną.
Wolę więc protestując narazić się na zarzut lżenia naczelnego organu państwa (w osobie pani minister), niż dopuścić - bez słowa sprzeciwu – by ten organ naczelny znieważał naród polski, imputując mu chroniczną nieuczciwość.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)