Nie tak dawno w jednym z jastrzębskich portali można było przeczytać o tym, jak bardzo nasze miasto w siebie nie inwestuje. Mowa była konkretnie o braku promocji Jastrzębia-Zdroju choćby tylko na arenie regionalnej; który to brak promocji szczególnie razi na tle naszych najbliższych sąsiadów. Chodzi o Wodzisław i Żory, które zainwestowały w filmy promocyjne.
Czasy są takie, że trzeba samego siebie chwalić, bo przecież nikt za nas tego nie zrobi. Prawda ta jednak nie dotarła jeszcze do Urzędu Miasta Jastrzębie-Zdrój.
Nasi sąsiedzi inwestują w billboardy reklamujące uroki mieszkania w ich granicach, filmy promocyjne czy kampanie adresowane do potencjalnych inwestorów. W swoim czasie nawet wywiązał się z tego mały spór między Rybnikiem a Raciborzem (jedno miasto reklamowało się na terenie drugiego, co nie wszystkim się podobało). Sprawa błaha, ale był to widomy znak, że reklamowanie miasta ma pewien potencjał.
Tymczasem, Jastrzębie lubi jak jest o nim cicho. Tego miasta chwalić nie trzeba, nie trzeba tu również ściągać inwestorów, dlatego magistrat ogranicza się li tylko do inwestowania w tarcze herbowe do wpinania w klapę marynarki (ukochane przez naszych radnych), długopisy, breloki i inne ozdobniki. Nie trzeba dodawać, że ich nakład nie rzadko wyczerpuje się, zanim w ogóle trafi do zwykłego człowieka.
Oczywiście, miło jest pić poranną kawę z kubka przyozdobionego herbem rodzinnego miasta i robić notatki "oficjalnym" urzędowym długopisem; ale naszych włodarzy stać chyba na coś więcej niż inwestowanie w sztampowe gadżety, które może jeszcze robiły na kimś wrażenie pod koniec lat 90... Chcemy czy nie, długopisy i kubki nie zmienią stanu niewiedzy na temat Jastrzębia-Zdroju. A zmieniać jest co. Przykład pierwszy z brzegu: Porozumienie Jastrzębskie - wydarzenie o randze historycznej i powód do dumy dla świadków tamtych chwil, w oficjalnych przekazach medialnych często jest pomijane, bagatelizowane, czy groteskowo przeinaczane (znany jest przykład spikera radiowego, który ukuł termin "porozumienie w Jaworznie" - czy była to zwykła omyłka, czy owoc ignorancji - nie wiadomo). Nie sądzę by nasi rodacy z odleglejszych zakątków kraju mają świadomość, że jastrzębskie kopalnie tak samo uczestniczyły w karnawale Solidarności i tak samo cierpiały w stanie wojennym, jak inne, bardziej osławione zakłady.
Zapewne władze miasta jako depozytariusze lokalnej historii winne są odpowiednio ją nagłośnić. Dziś jest to dziecinnie proste - takie sprawy załatwia się np.: płatnymi publikacjami w mediach ogólnopolskich. Wystarczy więc trochę pieniędzy, a tych w mieście z nadwyżką budżetową brakować nie powinno, i już czołowe dzienniki mogą donosić „Dziś rocznica podpisania Porozumień Jastrzębskich”. Ale widać, że to chyba nie jest nam potrzebne. Zresztą, dbałość o historię to zaledwie czubek góry lodowej.
Dziwi, że miasto cieszące się wyśmienitą kondycją finansową, szczycące się wysokością zarobków mieszkańców i będące domem dla jednego z najpotężniejszych pracodawców w kraju, nie może sobie pozwolić na promowanie się choćby na forum wojewódzkim. Próżno szukać w regionie nośników reklamy, które zachęcałyby do inwestowania/poszukiwania pracy/zamieszkania/budowy domu/ożenku w naszym mieście. Jastrzębie-Zdrój nie chce ściągać do siebie ludzi - ani przeciętnego Kowalskiego, ani dużego inwestora z sakiewką pełną pieniędzy. Zamiast tego, władze pozwalają się miastu wyludniać i nie robią absolutnie nic by temu przeciwdziałać. Nie krzyczy się: "Chodźcie do nas!". Zamiast tego patrzy się przez palce na nieubłagane koleje losu.
Naiwnością byłoby wierzyć, że nawet wykupienie 30-sekundowego spotu przed głównym wydaniem Wiadomości TVP sprawi, że Jastrzębie nagle stanie się pępkiem świata. Ale jeszcze bardziej naiwna jest wiara, że reklama miastu nie jest do niczego potrzebna.
Mamy w tym roku pięćdziesiąt lat od nadania praw miejskich. Ciekawe jak miasto postanowi uczcić tę rocznicę. Można na przykład, idąc za wzorem z Rybnika, sprosić sobie światowej sławy gwiazdy muzyki, aby zagrały dla mieszkańców (Podobno na ten rok Oświęcim zaklepał już sobie Stinga!). Można też zainwestować w serię publikacji o zasięgu ogólnopolskim, które w najgorszym razie sprawią jedynie to, że ludzie przestaną wierzyć, że Jastrzębie-Zdrój leży nad morzem. Można też, i raczej tylko tego bym się spodziewał po naszych specach od promocji, wydrukować czarno-biały dodatek do czarno-białej gazety Jastrząb i, co już stało się faktem, uruchomić specjalną stronę internetową, na której już dziś można obejrzeć całe 17 zdjęć dokumentujących historię naszego miasta...
Cóż. Może na setną rocznicę będzie godniej...
Minister Osiedlowy
555
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)