Artur Michałowski z Niezależnej Inicjatywy Mieszkańców mówi o swojej roli w stowarzyszeniu, wizji przyszłości oraz próbach zbudowania społeczeństwa obywatelskiego.
Został Pan w Niezależnej Inicjatywie Mieszkańców Pełnomocnikiem do spraw Organizacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Tytuł brzmi poważnie. Czym będzie się Pan konkretnie zajmował?
Nazwa funkcji brzmi dumnie, ale w praktyce będzie to po prostu szeroko rozumiane wspieranie i zachęcanie jastrzębian do większego udziału w życiu społecznym naszego miasta. To może odbywać się poprzez tworzenie stowarzyszeń, udział w konsultacjach społecznych, przeprowadzanie referendów, i tak dalej. Przede mną dopiero pierwszy najtrudniejszy etap jakim jest zorganizowanie sobie pracy, choćby szczegółowe wypisanie celów i sposobów ich realizacji. Rzecz jest bardzo ważna i trudna, żeby doprowadzić do takiego stanu gdy każdy człowiek zda sobie sprawę, że jego głos jest ważny, że może coś wnieść dla dobra innych ludzi. Jest taki stereotyp mówiący, że jednostka nic nie może. Pozbycie się tego przeświadczenia to proces. My, to znaczy jastrzębianie, jesteśmy dopiero na początku tej drogi.
Chce Pan przez to powiedzieć, że do tworzenia społeczeństwa obywatelskiego dużo nam jeszcze brakuje?
Nam wyraźnie brakuje i to dużo. Przejawia się to chociażby przy wyborach, do których idzie może 50 procent społeczeństwa. W wyborach lokalnych ta frekwencja była jeszcze mniejsza. Spójrzmy na inne organizacje, jak choćby spółdzielnie mieszkaniowe czy spotkania osiedlowe organizowane przez władze miasta. To przecież kompletna tragedia! Na kilka tysięcy mieszkańców osiedla na zebranie przychodzi ze dwadzieścia osób. Nie możemy mówić o społeczeństwie obywatelskim. Nie bierzemy udziału w życiu miasta, osiedla czy nawet swojego bloku. Każdy tak jakby się wstydzi, a może spycha problemy na innych, bo w końcu łatwiej jest nie brać odpowiedzialności za swój los we własnym mieście czy dzielnicy. We wsiach wygląda to lepiej, tam zwykle każdy każdego zna. W mieście ludzie się wycofują, chowają we własnych domach. Może po części chodzi o to, że żyliśmy kiedyś w innym systemie, w którym nakazowo trzeba było się zbierać w określone dni, a teraz po prostu staramy się robić na przekór i uciekamy od siebie?
Czy istnieją narzędzia pozwalające zachęcić mieszkańców do angażowania się w sprawy publiczne? Przykładowo NIM proponuje wprowadzenie budżetów partycypacyjnych dla sołectw i osiedli. Mówi się też o powołanie rady pożytku publicznego. Co Pan sądzi o tych pomysłach?
Rada pożytku publicznego to rzecz zagwarantowana w ustawie i jeżeli powstanie z inicjatywy mieszkańców to automatycznie wszelkie projekty uchwał rady miasta muszą być z nią konsultowane. W wielu miastach mieszkańcy już korzystają z tej możliwości i myślę, że czas aby i w Jastrzębiu zacząć z niej korzystać. Dobrze by było, gdyby lokalne społeczeństwo każdorazowo miało wpływ na kształtowanie uchwał, które przecież ich z resztą dotyczą. Przegłosowany w tym roku budżet partycypacyjny dla sołectw to też dobre rozwiązanie bo niejako zmusza ludzi do pracy na rzecz swojego miejsca zamieszkania. Myślę, że powinno się go wpisać na dobre do statutu miasta. Co ciekawe, ta forma finansowania została pierwszy raz ustanowiona w Brazylii. Okazuje się więc, że dobre wzorce można brać nie tylko z zachodniej Europy.
W swojej pracy nie raz będzie Pan miał do czynienia z naszymi urzędnikami. Jak Pan ocenia jakość ich pracy? Nie raz przecież NIM alarmowała o różnych urzędowych nieprawidłowościach?
Ci ludzie pracują tak jak umieją i tak jak my im pozwalamy. Niezależna Inicjatywa Mieszkańców pokazała, że jeśli urzędnikom wytyka się błędy to zaczynają prostować swoją działalność. Grunt żeby wytykać błędy nie przez złośliwość, ale po to, by nam wszystkim żyło się lepiej w tym mieście. Może z czasem dojdziemy do tego, że zamiast wskazywać błędy będziemy też mogli chwalić sukcesy?
Urzędnicy są otwarci na nowe?
Pamiętam jak kiedyś, podczas zebrania osiedlowego, przekazałem wiceprezydentowi właśnie pomysł wprowadzenia budżetów partycypacyjnych dla osiedli Jastrzębia-Zdroju. Za wzór wziąłem sąsiedni Wodzisław Śląski. Pomysł został przegłosowany jako inicjatywa mieszkańców osiedla Zofiówka. Tylko jedna osoba zagłosowała na nie. Niestety, pomysł nie spotkał się nawet z cieniem zainteresowania. Chcę wierzyć, ze takie zachowania to margines i że władze naszego miasta włączą się w proces budowania społeczeństwa obywatelskiego z którym podzielą się możliwością decydowania o ich własnych sprawach.
Rozmawiał Łukasz Wilczyński


Komentarze
Pokaż komentarze