jaszczur.nowomiejski jaszczur.nowomiejski
468
BLOG

Powrót do Turcji

jaszczur.nowomiejski jaszczur.nowomiejski Polityka Obserwuj notkę 0

Do grona miast partnerskich Jastrzębia-Zdroju dołączyła w 2011 roku turecka miejscowość Mahmutlar. Trudno określić jednoznacznie co łączy tę typowo turystyczną miejscowość z górniczym Jastrzębiem. Z pewnością wiedzą to urzędnicy, bo już od paru lat skwapliwie wykorzystują nowo zawiązaną współpracę do składania oficjalnych wizyt.

Jastrzębie gościło w tym roku turecką delegację, która odwiedziła nas w związku z obchodami 50-lecia miasta. Co przewidywał program wizyty oprócz oczywiście "zacieśniania więzi partnerskich" - tego nie wiadomo. Wiadomo tylko, że za pobyt „tureckich przyjaciół” jastrzębski magistrat zapłacił blisko 24 tysiące złotych. Jak to w takich sytuacjach, Turcy pokryli wydatki związane z przelotem a o pobyt i całą resztę (cokolwiek to znaczy) zatroszczyło się Jastrzębie. Można jeszcze od biedy przyznać, że te 24 tysiące to wcale nie są jakieś ogromne pieniądze, jak na nasz miejski dobrostan i wysokie wymogi polityki zagranicznej w jastrzębsko-samorządowym wydaniu.

Problemem nie jest w tym przypadku przyjmowanie gości, ale składanie rewizyt, a taka miała miejsce w dniach od 26 czerwca do 3 lipca tego roku. Pięć osób z jastrzębskiego urzędu miasta wyleciało do Turcji na tygodniowy pobyt, którego główną częścią było uczestnictwo w "Festiwalu Turystyki Mahmutlar" (jak twierdzi rzeczniczka prasowa magistratu – impreza to odpowiednik naszych dni miasta). W skład delegacji wszedł nie byle kto, bo same miejscowe VIP-y: wiceprezydent Krzysztof Baradziej, skarbnik miasta Dariusz Holesz, naczelnik wydziału polityki gospodarczej i promocji Michał Domagała oraz radni Norbert Małolepszy i Damian Gałuszka. Panowie Baradziej, Holesz i Domagała za okres pobytu otrzymali wynagrodzenie, przewidziane dla członków delegacji za ciężką harówę w rozjazdach: było to ponad 3 tys. zł brutto na osobę w przypadku wiceprezydenta i skarbnika, oraz nieco ponad 2 tys. dla naczelnika. Ponadto każdy z piątki otrzymał dietę-kieszonkowe w kwocie 108 dolarów amerykańskich.

Na organizację wyjazdu miasto zapłaciło prywatnej firmie turystycznej kwotę 7650 złotych brutto. Zgodnie z prawem zamówienie złożono z wolnej ręki, z pominięciem procedury przetargowej. Zadaniem biura podróży było głównie zorganizowanie przelotu z Krakowa do Antalyi i z powrotem oraz zapewnienie opieki tłumacza. Jak można się domyślić o resztę (cokolwiek to znaczy) zatroszczyli się już gospodarze.

Podsumowując poszczególne kwoty (pobyt Turków w Jastrzębiu, wyjazd polskiej delegacji oraz wynagrodzenie dla niej), można wyliczyć, że na zacieśnianie więzów przyjaźni polsko-tureckiej wydaliśmy w tym roku grubo ponad 40 tysięcy złotych. Oczywiście relacje dwóch wielkich narodów wymagają rozmachu, zwłaszcza finansowego, dlatego zupełnie na miejscu jest pytanie o to, co też nasze jastrzębskie VIP-y robiły w czasie tej tureckiej eskapady? Zapewne przez bity tydzień panowie nie mogli oderwać się od stołu przy którym (oczywiście w oparach abstynencji) negocjowali ważkie umowy handlowe, dotyczące np.: eksport węgla do Turcji w zamian za piasek z ichniej riviery, który posłuży do naprawy szkód górniczych. Może też podpisali jakąś umowę o wymianie katolickiej młodzieży na muzułmańską? Lokalne media nic niestety nie mówią o sukcesach jastrzębskiej dyplomacji, więc można niestety przypuszczać, że cała eskapada mimo tygodniowego wysiłku sztabu pięciu ludzi spaliła na panewce, nie przynosząc żadnych profitów (prócz kilku pamiątek i opalenizny). I całe 7650 złotych poszło na marne…

Najciekawsza w tym wszystkim jest polityka informacyjna miasta, która wydaje się być, delikatnie mówiąc, niespójna. Oto najpierw rzeczniczka magistratu podaje: Pobyt, wyżywienie i zakwaterowanie zapewnia gospodarz, a więc strona turecka, natomiast goście opłacają wyłącznie przelot. Bilet lotniczy tam i z powrotem dla jednej osoby kosztuje 660 zł. Wizyta potrwa siedem dni, a termin ten wynika z lotów czarterowych, które organizowane są właśnie na tydzień. I tutaj pojawia się problem, bo kwota podana przez rzeczniczkę jest mocno zaniżona. 660 zł pomnożone przez 5 osób to razem 3300 zł - sporo mniej, niż faktyczna kwota zapisana w umowie czyli 7650 złotych. Widać resztę, czyli 4350 złotych pochłonęło wynajęcie tłumacza-przewodnika i zapewnienie szeroko pojętej „opieki” przez firmę realizującą wyjazd. Kwota całkiem spora jak na tego typu usługę zapewnioną przez bądź co bądź niewielkie biuro podróży…

Prawdziwe (miejmy nadzieję) kwoty podaje dopiero Krzysztof Baradziej w odpowiedzi na interpelację niezastąpionego w tropieniu takich wydatków, Janusza Tarasiewicza. Czyli wychodzi na to, że kiedy media pytają rzeczników o wyjazd - jest tanio. Dopiero kiedy trzeba udostępnić informację publiczną – cóż, wtedy nie ma wyjścia i trzeba powiedzieć prawdę…

Pomimo takich problemów naszych włodarzy z liczeniem i prawdomównością, życzymy wszystkim radnym i urzędnikom kolejnych udanych wakacji. Bawcie się dobrze – w końcu to MY stawiamy! 

Minister Osiedlowy 

Sławomir Żmudziński - radca prawny, kandydat na prezydenta miasta Jastrzębie-Zdrój z ramienia Porozumienia NPW - Nowa Prawica,

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka