jaszczur.nowomiejski jaszczur.nowomiejski
257
BLOG

Radosne święto smutnych ludzi

jaszczur.nowomiejski jaszczur.nowomiejski Polityka Obserwuj notkę 0

Opadł już nieco zgiełk po jakże emocjonujących obchodach Narodowego Święta Niepodległości. W tym roku, wzorem lat poprzednich, relacje medialne sprowadzały się do dwóch dogmatów: "Święto Niepodległości jest świętem radosnym i basta!" (na dowód tego w telewizji pokazywano roześmianego prezydenta oraz premiera), oraz "Ultranacjonalistyczna chuliganeria oraz opozycyjni wichrzyciele po raz kolejny zepsuli to radosne święto" (na dowód tego płonąca tęcza i oblężona ambasada Rosji).
Przeciętny odbiorca wiadomości nie jest idiotą i doskonale czuje, że Narodowe Święto Niepodległości ma dużo głębszy wymiar niż tylko te dwa wspomniane, jednak trudno jest mu namacalnie uchwycić to, na czym to święto faktycznie polega lub polegać powinno. Ale po kolei...  

Niestety, za bzdurę można uznać promowany przez media oraz najwyższe władze państwowe model radosnego świętowania rocznicy odzyskania niepodległości. Nie oznacza to, że Święto 11 listopada ma być ponure. Nic z tych rzeczy. Ale unikać trzeba płytkiej wesołości do jakiej wszyscy jesteśmy nawoływani, bo w oczywisty sposób zagłusza ona zadumę i refleksję nad stanem państwa i narodu. Kiedy jest czas na takie rozmyślania jak nie właśnie w Narodowe Święto Niepodległości?
A rozmyślać jest nad czym. Trzeba sobie bowiem uświadomić, że radość z tego, że możemy żyć pod biało-czerwoną flagą, albo uczyć się w szkołach języka polskiego to rzecz zaprzeszła. Dziś wychwalanie wyzwolenia się spod jarzma zaborców 95 lat temu nie ma niestety większego sensu (poza oczywiście kontekstem historycznym),bo na Polskę i Polaków czekają już zgoła inne zagrożenia, których wszyscy powinniśmy być świadomi. Stosunki z Rosją i USA, niezależność gospodarcza i energetyczna, kryzys demograficzny, dalszy model integracji i współpracy europejskiej - to są palące kwestie, które już teraz decydują o modelu polskiej niepodległości. Niestety, nie są one w ogóle w żaden sposób traktowane poważnie przez rządzących. Najprawdopodobniej wynika to z ograniczenia intelektualnego tzw: "klasy politycznej", która zajęta sama sobą nie jest w stanie docenić wagi pewnych spraw. Ponadto, wymienione wyżej kwestie są często poświęcane na ołtarzu bieżących targów politycznych, a wszelkie problemy z nimi związane są natychmiast wmiatane pod gruby dywan propagandy sukcesu. Taki obraz tworzą politycy, taki obraz przekazują media i w końcu w taki obraz wierzy znaczna część społeczeństwa. W takim klimacie trudno o głębsze refleksje nad stanem państwa i jego przyszłością. I niechybnie przyjdzie nam kiedyś za to drogo zapłacić.

Dziś niestety najważniejszym akcentem obchodów Narodowego Święta Niepodległości są zamieszki. I nie dzieje się to przypadkowo - wszelkie burdy do jakich dochodzi z winy tych czy innych elementów, są świetną pożywką dla politycznego i medialnego establishmentu, bo pozwalają dzielić Polaków i obracać ich przeciwko sobie. Latające kamienie i płonąca tęcza to idealny temat zastępczy dla tego, co naprawdę dzieje się w kraju. Co więcej, rząd z premierem na czele może przekonująco oskarżać opozycję o podsycanie takich niepokojów, co zresztą robi, natomiast organizacje opozycyjne mniej lub bardziej skutecznie odżegnują się od inspirowania starć, zwalając winę np: na prowokatorów działających na zlecenie policji (czyli w konsekwencji rządu). Efekt jest taki, że społeczeństwu brzydnie jakakolwiek opozycja, zaś koalicja rządząca jest postrzegana jako ucieleśnienie zdrowego rozsądku i rozjemca zwaśnionego narodu. Mamy tu więc do czynienia z praktyczną realizacją starożytnej maksymy "Dziel i rządź".
Największą winę za eskalujące z roku na rok niepokoje społeczne do jakich dochodzi przy okazji 11 listopada ponoszą media, które koncentrują się na wydarzeniach negatywnych, zupełnie zaś pomijając inne aspekty. Nie dzieje się tak oczywiście przypadkowo. Po pierwsze, informacje o zadymach, jak zresztą o wszystkich nieszczęściach, przyciągają odbiorców. Po drugie, media głównego nurtu są niestety przedłużeniem aparatu propagandowego władzy - bez mediów i ich doniesień o rozróbach nie mogłaby zadziałać wspomniana metoda rządzenia podzielonymi.

Kolejną rzeczą jest sama geneza zamieszek. W każdej, nawet najbardziej pokojowej demonstracji znaleźć mogą się imbecyle, którzy wykorzystają okazję do wszczęcia bijatyki. Kwestię zwykłego chuligaństwa można więc tutaj pominąć. Jednak temat zamieszek w dniu Święta Niepodległości nabiera rumieńców dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że do większych bijatyk dochodzi tak naprawdę dopiero od kilku lat. Jest to więc sprawa całkiem świeża i być może da się na bieżąco zastanowić nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Jest to prawdopodobnie wynik sytuacji w jakiej znajduje się obecnie Polska i Polacy. Po prawie 25 latach jakie minęły od transformacji ustrojowej, rośnie niezadowolenie z kształtu postokrągłostołowego systemu. Starsi czują się oszukani zamianą czerwonych elit na różowe, młodzi zaś nie widzą w takim kraju przyszłości i masowo uciekają za granice. Polakom coraz bardziej doskwiera rozwarstwienie warszawskich elit politycznych i towarzyskich żyjących jakby samym sobie i dla siebie, a ogółem społeczeństwa coraz bardziej grzęznącego w marazmie zielonej rzekomo wyspy.
Do tego obrazu należy jeszcze dodać katastrofę smoleńską, która stała się symbolem dengrengolady i słabości III RP. Nagła i wciąż niewyjaśniona jednoznacznie śmierć elity państwa zbudziła niepokój wśród społeczeństwa potęgowany tym bardziej, im więcej słyszy się o nieudolności śledczych, zniszczonych dowodach i wręcz jawnej niechęci obecnych władz do wyjaśnienia czegokolwiek. Cóż, jeżeli giną najważniejsze osoby w państwie a państwu nie zależy na wyjaśnieniu okoliczności ich śmierci, to jakaż dla przeciętnego obywatela nadzieja, że to samo państwo zadba o interesy zwykłego szaraczka?
W takim klimacie nie trudno o akty przemocy w dniu państwowych świąt bowiem większość z maszerujących stołecznymi ulicami ludzi jest w jakimś stopniu niezadowolona, sfrustrowana czy choćby tylko zaniepokojona. I pewnie większość uważa siebie i swoją grupę za jedynego słusznego depozytariusza idei niepodległości i Polskości w ogóle. Szczęśliwi ludzie zwady nie szukają…

Mając to wszystko na względzie, nie ma się co przejmować rozbitymi szybami czy spaloną tęczą. Martwić się trzeba o to, że pewnego dnia postępujące niezadowolenie społeczne osiągnie swoje apogeum i wówczas dojdzie do prawdziwego rozlewu polskiej krwi. To ryzyko nie zostanie zażegnane tak długo, jak o sprawach polskich nie będzie się dyskutować na poważnie, a nie w oparach samozadowolenia i krótkowzrocznej propagandy sukcesu.

Minister Osiedlowy

Sławomir Żmudziński - radca prawny, kandydat na prezydenta miasta Jastrzębie-Zdrój z ramienia Porozumienia NPW - Nowa Prawica,

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka