Sławik zawinił. Tarasiewicza powieszą. Oczywiście nie dosłownie. Uwadze mediów umknęły propozycje dot. kolejnych roszad w składzie komisji rewizyjnej rady miasta. Jest to komisja, do której zadań należy m.in. kontrola działalności prezydenta. Jesienią zeszłego roku do składu komisji dokooptowano dwóch radnych koalicji Andrzeja Matusiaka i Iwonę Rosińską. Wydarzenie komentowane było w mediach jako „pacyfikacja komisji rewizyjnej” i w ocenie społecznej służyć miało zapewnienie koalicji większości podczas niewygodnych dla prezydenta głosowań. Przypomnieć można w tym kontekście sprawę kontroli w ZS 1, TBS Daszek czy pasaży podziemnych.
Ale wracając do aktualnych zmian. Z komisji rewizyjnej odwołany miałby zostać radny Janusz Tarasiewicz. Ale to nie koniec. Odwołana ma zostać też radna Iwona Rosińska. Z kolei powołany do komisji miałby zostać niedawny nabytek Wspólnoty radny Piotr Włodarek z jednoczesną nominacją na wiceprzewodniczącego.
Co jest przyczyną tych zmian?
Nominacja Włodarka wydaje się być naturalną konsekwencją odwołania ze składu komisji radnych Rosińskiej i Tarasiewicza. W związku z tym pojawia się wakat na stanowisku wiceprzewodniczącego. Natomiast decyzja koalicji dot. odwołania radnej Rosińskiej jest już dla mnie pewnym zaskoczeniem. Trudno mi dywagować nad jej przyczyną. Być może przesądziła o tym częsta absencja radnej w trakcie posiedzeń komisji. W powiązaniu z równie częstą absencją radnego Matusiaka koalicja nie miała zatem zdolności przegłosowania ważnych z punktu widzenia interesu prezydenta spraw mimo uprzedniego poszerzenia jej składu. Być może przyczyny są bardziej prozaiczne i praca w komisji kolidowała radnej z innymi obowiązkami.
Natomiast nie jest zaskoczeniem propozycja odwołania z komisji rewizyjnej radnego Janusza Tarasiewicza. Mówiło się o tym już od pewnego czasu, choć bardziej w kontekście odwołania z funkcji wiceprzewodniczącego.
Co mogło być tego przyczyną?
Niewątpliwie Janusz Tarasiewicz jest niewygodnym dla koalicji i samego prezydenta radnym. Radny znany jest ze swojej dociekliwości w badaniu spraw poddanych osądowi komisji rewizyjnej. Na pewno, w odczuciu radnych koalicji, stawia prezydentowi za dużo pytań. Udzielnie na nie odpowiedzi nie zawsze jest dla prezydenta wygodne. Przypomnijmy sobie, że do dnia dzisiejszego prezydent nie udzielił odpowiedzi na ok. 50 pytań postawionych mu w zeszłym roku przez komisję rewizyjną w związku z kontrolą w ZS nr 1. Do dnia dzisiejszego opinia publiczna nie została zapoznana nawet z listą pytań, a zaraz po postawieniu prezydentowi pytań, prace komisji zostały zablokowane metodami politycznymi. Dla przypomnienia jeszcze wcześniej decyzja personalna prezydenta o zwolnieniu dyrektora ZS 1 została zweryfikowana negatywnie wyrokiem WSA i NSA, co daje posmak jak odpowiedzi na te pytania były dla prezydenta niewygodne.
Ale wracając do rzeczy. Co mogło mieć bezpośredni wpływ na decyzję personalną o odwołaniu Janusza Tarasiewicza z komisji rewizyjnej?
Odpowiedzi szukamy w BIP-ie. Tam możemy natknąć się na szereg interpelacji radnego z dnia 31. października. Jedna z nich dotyczy wielokrotnego złamania prawa przy procedowaniu uchwały w sprawie rozpoznania skargi Niezależnej Inicjatywy Mieszkańców. Przypominamy, że skarga NIM dotycząca nienależytego wykonywania obowiązków przez prezydenta była rozpoznawana na wrześniowej sesji rady miasta.
Jakie naruszenia prawa ma na myśli radny składając interpelację?
Po pierwsze skarga nie została przedłożona na posiedzeniu komisji rewizyjnej, właściwej do zbadania i zaopiniowania sposobu rozpoznania merytorycznych zarzutów skargi. Radnym – członkom komisji po prostu przewodniczący rady miasta Tadeusz Sławik nie przedłożył tekstu skargi. W zamian przewodniczący Sławik podpisał i przedłożył pod głosowanie projekt rozpoznania skargi własnego autorstwa. Sam projekt został opracowany przez pracownika magistratu pozostającego w stosunku podrzędności służbowej wobec prezydenta. Pracownik taki podlega wyłączeniu od udziału w sprawie.
Dlaczego Tadeusz Sławik nie przedłożył projektu skargi radnym na komisję rewizyjną?
Sam Sławik, podczas sesji, w odpowiedzi na pytanie Tarasiewicz wyjaśnia, że przesłał skargę prezydentowi w celu zaopiniowania, a ten miał na to 14 dni. Tyle, że statut miasta nie przewiduje takiego terminu. W ogóle nie przewiduje, by skarga miała być opiniowana przez prezydenta. Opinia prezydenta, zgodnie z dalszą wypowiedzią przewodniczącego, miała wpłynąć do niego już po terminie obrad komisji, wobec czego nie miał możliwości przedłożenia skargi na posiedzenie komisji. Tłumaczenie Sławika jest na tyle niespójne, iż musiał on sam zrozumieć, że nie jest funta kłaków warte. Dlatego też kilka godzin później podczas „kapturowego” posiedzenia komisji zwołanej na prędce podczas przerwy w sesji, przewodniczący zmienia diametralnie front. Zapis głosowy z obrad komisji pozwala ustalić, iż Tadeusz Sławik nie czekał jednak na opinię prezydenta. Zainteresowany, co kilka razy w swojej wypowiedzi podkreśla, zwrócił się bowiem o opinię tyle, że prawną. Gdy ją dostał miało być już po obradach komisji rewizyjnej i dlatego sam przygotował projekt uchwały rozpoznającej skargę. Zgodnie z tym projektem skarga była niezasadna. Niezasadność podparta została przecież przez obsługę prawną urzędu sporządzającą opinię. Któż z radnych miałby mieć powody podważać fachowy projekt opiniowany merytorycznie przez zawodowego prawnika? Tym razem tłumaczenia Sławika miałyby sens. Miałby, gdyby były prawdziwe. A nie były. Pan Sławik najwyraźniej tego dnia po raz drugi okłamał radnych.
A z czego to wynika?
Po pierwsze z informacji publicznej udzielonej Niezależnej Inicjatywie Mieszkańców przez sekretarza miasta Grzegorza Dulembę, który informuje, że prezydent nie opiniował skargi, a obsługa prawna nie składała na ręce przewodniczącego opinii prawnej. Po drugie z odpowiedzi na inną interpelacją radnego Tarasiewicza, w której identycznej odpowiedzi udzielił prezydent. W tym przypadku kłamstwo miało rzeczywiście krótkie nogi i sprawa dość szybko wyszła na jaw.
Opisana postawa przewodniczącego Tadeusza Sławika stała się podstawą do ostrej w tonie, wspomnianej już wyżej, interpelacji radnego Janusza Tarasiewicza z 31. października b.r., w której z właściwą sobie stanowczością domaga się wyjaśnień. Dalej sprawy toczą się szybko. W dniu 6. listopada Łukasz Kasza przewodniczący klubu radnych PiS informuje przewodniczącego rady miasta Tadeusza Sławika, że cofa rekomendację dla radnego Tarasiewicza dla członkostwa w komisji rewizyjnej. Pismo takie, wydaje się, że jest tylko zwykłą informacją i nie nikogo nie obliguje do niczego. Jednak nie dla Tadeusza Sławika. Na podstawie tego pisma wnosi on własny projekt uchwały o odwołaniu radnego Tarasiewicza ze składu komisji. W uzasadnienie podaje, iż potrzeba podjęcie uchwały wynika właśnie z cofnięcia rekomendacji klubowej. Logiki w tym osobiście nie widzę żadnej. Być może dlatego, że nie jestem zawodowym politykiem. Gdyby klub PiS chciał odwołać radnego, zapewne przygotowałby sam odpowiedni projekt uchwały, albo we wspomnianym piśmie zawarłby wniosek o jej przygotowanie. Pozostaje to jednak bez większego znaczenia. O dalszych losach radnego Tarasiewicza zdecydują radni w głosowaniu podczas najbliższej sesji. Najpewniej wniosek zostanie przegłosowany. Do twierdzenia takiego uzasadnia układ sił w radzie miasta. Pewną niewiadomą pozostaje natomiast zachowanie radnych klubu PO. Wątpliwości wiążę z faktem, iż również na tej samej sesji ma być poddany wniosek o powołanie czwartego wiceprzewodniczącego rady miasta. Kandydatury pozostają na razie nieznane. Ale z zapisów statutu wynika, iż funkcja powinna przypaść radnemu z PO. Mam obawy, czy w przypadku sprzeciwu PO wobec planu odwołania Tarasiewicza przejdzie wniosek o powołania kandydata PO na wiceprzewodniczącego rady. Być może to, że sprawy będą głosowane na tej samej sesji jest wynikiem jakiegoś zakulisowego porozumienia pomiędzy koalicją, a opozycyjną PO. Przekonamy się o tym w najbliższy czwartek.


Komentarze
Pokaż komentarze