17 kwietnia odbyło się posiedzenie Komisji Gospodarki Komunalnej i Przestrzennej rady miasta. Radni i miejscy urzędnicy debatowali nad skargą Prokuratora Rejonowego w Jastrzębiu-Zdroju do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach. Skargą prokurator zaskarżył uchwałę miejscowej rady miasta w przedmiocie regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie gminy.
Dyskusja, którą trudno nazwać debatą, przypominała swoisty „sąd kapturowy” nad prokuratorem. Jej przebieg można prześledzić zresztą na materiale filmowym w „Jasnecie”. Cóż tam widzimy, a przed wszystkim słyszymy?
Najpierw jeden z radnych, były prezydent, obwieszcza, iż skarga nadaje się do „Teleekspresu”. Dalej urzędnik miejski, odpowiedzialny z ramienia prezydenta za opracowanie projektu zaskarżonej uchwały, ironicznie komentuje niektóre fragmenty skargi. Sugeruje, że prokurator, ma „nieruchomość przylegającą do posesji”, cokolwiek by to nie miało znaczyć, „i ma pewne obowiązki z tego wynikające”. Zapewne urzędnik ma na myśli, że prokuratorowi nie chce się tych obowiązków wypełniać. W materiale filmowym słychać rozbawione sytuacją głosy innych dyskutantów, a także widać wesołe twarze niektórych z przedstawicieli samorządowej elity urzędniczej. Całość dyskusji mało przypomina rozmowę ludzi odpowiedzialnych za sprawy miasta. Ale zostawmy na boku elity urzędnicze. Po interwencji Niezależnej Inicjatywy Mieszkańców niestosowność opisanego zachowania zauważył również prezydent, który jednemu ze swoich podwładnych zalecił powściągliwość.
Wrócić należy jednak do wypowiedzi stanowiącej puentę całej dyskusji. Należy wrócić po pierwsze dlatego, iż jest to wypowiedź radnego. W Jastrzębiu tymczasem do dnia dzisiejszego rada miasta nie zadbała o wprowadzenie norm etycznych, które regulowałyby standardy postępowania radnego. Po drugie, wypowiedź poniżej cytowana świadczy o braku elementarnych zasad kultury jej autora. Po trzecie, nie jest to jednostkowy wybryk radnego i najwyraźniej brak społecznego napiętnowania wywołuje u radnego poczucie bezkarności.
A więc o co chodzi?
Puentę tej, bynajmniej mało intelektualnej debaty, stanowi wypowiedź radnego Wiktora Kosiorka przedstawiciela klubu SLD. Celowo wskazuję klub, w którym zrzeszony jest radny, gdyż władze klubowe na naganne postępowanie radnego nie mają w zwyczaju reagować. Najwyraźniej same nie widzą w tym nic gorszącego.
Mając na myśli prokuratora Witold Kosiorek wypowiedział się w te słowa:
„Kodeks karny ten osobnik zna, natomiast ustawy o środowisku i inne to mu się wydaje. Żeby to było pisane jako osoba fizyczna to rozumiem. Natomiast jako osoba prawna, to ten osobnik się zbłaźnił.” Po tej wypowiedzi, niejeden czytelnik może wyrobić sobie wizerunek radnego jako człowieka, co prawda nieco szorstkiego, ale za to jakże mądrego. Bo oto radny posiada fachową wiedzę w wielu dziedzinach, „ustawę o środowisku i inne” ma w małym palcu i po krótkim wysłuchaniu urzędników potrafi w sposób jednoznaczny ocenić, kto spartolił sprawę czyli „się zbłaźnił”. Czy radni przegłosowując projekt uchwały, czy prokurator pisząc skargę?
Niestety życie lubi być przewrotne, bez względu czy się to radnemu podoba czy nie, a upływ czasu weryfikuje kto jest mądry a kto … „się zbłaźnił”. No i cóż. Nadszedł ten moment, który musiał nadejść i Wojewódzki Sąd Administracyjny rozpoznał skargę i wydał wyrok. Stało się to 27. listopada br. Jak brzmiał wyrok? Sąd w większej części uznał argumenty prokuratora rejonowego. Podzielił zasadność skargi, co do zapisów dotyczących „obowiązków” prokuratora.
W tej sytuacji wypada postawić pytanie, na które nie udzielę odpowiedzi. Niech to każdy czytelnik zrobi samodzielnie. A pytanie brzmi: Który osobnik się zbłaźnił? Oczywiście nieprawomocnie, Panie radny.
Jaszczur Nowomiejski


Komentarze
Pokaż komentarze