Ja wiem Ja wiem
1126
BLOG

Czemu tylko tyle zarabiamy?

Ja wiem Ja wiem Ekonomia Obserwuj temat Obserwuj notkę 35
Wydawałoby się, że od komuny minęło tyle czasu, tyle się zmieniło, tak bardzo zmądrzeliśmy, odzyskaliśmy świadomość praw obywatelskich i zasad ekonomicznych, że każdy zdaje sobie sprawę z tego, skąd biorą się dobra, bogactwo, pieniądz i według jakich reguł są rozdzielane w społeczeństwie. Czy na pewno?

Widząc zaskoczenie wielu komentatorów na widok oczywistych konsekwencji wiadomych zjawisk, stwierdzam że podstawowa wiedza o ekonomii jest na poziomie wiedzy większości obywateli chociażby o procentach. Pomińmy tych, co nie potrafią policzyć 10% z 200, oraz tych, co pomyśleli o trunkach wyskokowych, bo dla nich nie ma ratunku, ale cała masa obywateli nie potrafi przeliczyć procenta od jednej kwoty, jakim jest on w stosunku do innej kwoty. To samo z ekonomią, podatkami, a więc i logicznymi wnioskami odnośnie sensowności pewnych działań, czego świetnym przykładem jest brak powszechnej umiejętności obliczenia opłacalności inwestycji przy znanym współczynniku ryzyka.

To nie jest wszystko. Dodatkowe zamieszanie wprowadzają nieprecyzyjne nazewnictwo, sztuczne definicje i błędny podział zagadnień z ekonomii, przez co nawet wyedukowany absolwenci, nie nabywają właściwych umiejętności, a tylko tajniki sztucznych rytuałów wymyślonych przez prawdziwych macherów. W ten sposób powstaje rzesza ludzi, która zamiast rewidować system i go usprawniać, w wyniku niezrozumienia prawdziwych zjawisk konserwuje go według wyuczonych fałszywych wytycznych.

Spieszę z wyjaśnieniem, by nie zanudzić czytelnika i nie zrazić gołosłownością. Powszechnie stosuje się podział na konsumpcję i inwestycję. Są wzmianki, że ten podział jest bardzo umowny, jednak moim zdaniem jest on nie tylko wątpliwy, ale całkowicie błędny, prowadzący do wypaczenia naturalnych działań. Promuje się, by jak najwięcej inwestować i zwalczać powszechną potrzebę konsumpcji (ponoć ponad miarę), która kojarzona jest z marnotrawieniem, w przeciwieństwie do zysków z inwestycji. Nic bardziej mylnego. Nie ma czegoś takiego, jak podział na konsumpcję i inwestycję. To są tak naprawdę synonimy, albo występujące w jednym ciągu procesy tego samego działania. Próba rozdzielenia ich i przeciwstawienia sobie jest błędem wynikającym z braku zrozumienia, czym jest konsumpcja.
Przedstawię to bardzo obrazowo, czyli na przykładzie człowieka konsumującego posiłek. Pochłanianie dóbr, czyli np. obiadu jest zwykłym zasileniem naszego organizmu. Oczywiście możemy wartość posiłku zmniejszyć lub zwiększyć w zależności od tego, jak chcemy zainwestować posiadane dobra i jakiego zwrotu z inwestycji oczekujemy. Jeśli posiadane dobra są w nadmiarze, a w najbliższej perspektywie jest duże prawdopodobieństwo dużego zwrotu z inwestycji, konsumujemy tyle, ile tylko możemy zagospodarować opłacalnie (sprawnie strawić), czyli by przełożyć zdobytą energię na efektywną pracę i jej owoce ponad wartość zasilenia/skonsumowania/zainwestowania. Mogą też być sytuacje, gdy opłaca nam się zainwestować więcej, niż uzyskamy z tej inwestycji/konsumpcji, jeśli kluczowym będzie np. zabezpieczenie posiadanych dóbr (krótki termin ważności lub inne ryzyko przepadku) i przesunięcie ich w czasie.

Na powyższym przykładzie widzimy, że konsumpcja jest też inwestycją i błędnie w naszej świadomości funkcjonuje jako strata. Także wizyta w spa, w restauracji itd. jest inwestycją, jednak w przeciwieństwie do inwestycji biznesowych, jest inwestycją w siebie, np. w zdrowie, w samopoczucie, w status społeczny itd. Możemy zatem mówić o różnych inwestycjach, które zawsze prowadzą do konsumowania dóbr, które inwestujemy, czyli wykorzystania kapitału do stworzenia jakiejś przewagi w stosunku do alternatywy bez takiej inwestycji. Są bardzo różne inwestycje np. w siebie, w rodzinę, w relacje społeczne, w firmę, w przyszłość i cała sztuka polega na tym, by inwestować tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne, gdzie da nam to największy zwrot. Jako państwo za rządów PO i PSL wiele zainwestowaliśmy w infrastrukturę i pewne dziedziny gospodarki, jednak zaniedbując krytycznie inwestycje w społeczeństwo, a przede wszystkim w kwestii demografii i zaufania społecznego. Program 500+ jest błędnie postrzegany przez wielu jako szkodliwa konsumpcja, podczas gdy jest to nawet nie świetna, ale konieczna inwestycja dla zachowania w przyszłości równowagi zarówno społecznej jak i ekonomicznej (utrzymanie emerytów). Dodatkowo dla rodzin wpisujących się w tą inwestycję demograficzną powstaje efekt jakby radykalnej obniżki podatków, co właśnie sprzyja odbudowaniu ich naturalnej chęci do życia, inwestowania i płodzenia się. Nie jest tajemnicą, że im lepsze są warunki do życia, tym występuje bardziej wzmożona płodność. Tu również błędnie się ocenia, że skoro zachód jest bogaty a populacja maleje, a w biednych regionach świata jest wysyp nowych urodzeń, że ta zasada dobrych warunków do życia nie działa. Właśnie że działa i bardzo dobrze obrazuje, że na zachodzie wcale nie jest tak dobrze. Że styl życia jest tak uciążliwy i nienaturalny, że społeczeństwa zamiast się rozwijać, wymierają. Problemem jest nie tylko stres, presja bogacenia się, czyli przeinwestowywanie w różne modne ścieżki rozwoju, niemal społeczny nakaz oszczędzania na niezbędnych ludzkich inwestycjach, sieć korporacji legalnie działających na szkodę społeczną, ale przede wszystkim niekorzystny model rodziny, który zbyt często nie zaspokaja wzajemnych potrzeb członków rodziny i prowadzi do poważnych problemów życiowych rzutujących na rozwój i zwrot z inwestycji (opisałem tutaj).

Kiedyś słyszałem, że najbardziej powszechnym błędem młodych przedsiębiorców jest przeznaczenie swoich pierwszych zarobionych pieniędzy na dom i samochód. To powoduje, że nie są w stanie dorównać na rynku tym, którzy zainwestowali w nowe technologie i rozwój firmy, więc jest to ich początkiem końca. Teraz wiem, że jest właśnie odwrotnie. Życie przegrywają ci, co zapomnieli o najważniejszej inwestycji w rodzinę, przez co nie mieli oparcia, celu i motywacji, więc po początkowym wrażeniu sukcesu zazwyczaj staczają się na same dno, podczas gdy inni mozolnie i stabilnie budują swoją pozycję w zgodzie ze sobą i doznając szczęścia w życiu, które jest najlepszą miarą sukcesu.

Wypada zatem jeszcze omówić zjawisko przeinwestowania. Ma ono miejsce w sytuacji, gdy się kolokwialnie nażremy świadomie lub nie do tego stopnia, że nie będziemy w stanie normalnie funkcjonować, zatem nie osiągniemy nie tylko zwrotu z inwestycji, ale stracimy swoje dotychczasowe atuty, jak chociażby zdrowie, sprawną i atrakcyjną sylwetkę, czas w którym bez tej felernej inwestycji mogliśmy osiągnąć coś wartościowego. Konsumpcja nie powinna się nam kojarzyć właśnie z wygodnictwem i obżarstwem. Nadmierna i nie trafiona inwestycja jest właśnie właściwym określeniem na takie błędy. Źle zainwestowane środki są zawsze stratą, podczas gdy prawidłowa konsumpcja jest drogą do właściwego trybu życia i rozwoju.

Wracając na koniec do ekonomii, najpowszechniejszym błędem jest odkładanie na własną emeryturę od najmłodszych lat. Oczywiście jest to wymuszone, więc raczej nie mamy tu wielkiego pola manewru, jednak ktoś za to odpowiada i doprowadza do zbiorowego życiowego błędu ekonomicznego Polaków. Na przykładzie emerytur kapitałowych, czyli OFE pokażę, jak działa ten przekręt zapewne wprowadzony w porozumieniu z beneficjentami tej farsy. Młody człowiek rozpoczynający dorosłe życie stoi przed wielkimi inwestycjami w siebie (wykształcenie, zdobycie zawodu, nabranie atrakcyjności fizycznej i psychicznej, uzyskanie mobilności - samochód) oraz w rodzinę (stworzenie relacji partnerskich, zbudowania bezpiecznego miejsca do życia, odchowanie potomstwa). Zazwyczaj nie ma jednak jeszcze zgromadzonych środków na te potrzebne inwestycje, chyba że ma szczęście pochodzić z zamożnej i łaskawej rodziny. Na te potrzeby musi zatem zaciągnąć często kredyt, którego realne oprocentowanie (koszt) wynosi rocznie od 5-20% wartości pożyczki ponad inflację, o ile ma zdolność kredytową i nie jest na tyle w potrzebie, by korzystać z chwilówek. Jednocześnie jest zmuszany do odkładania sobie emerytury, która jest oprocentowana optymistycznie szacując w okolicy inflacji, czyli nie zarabia na tym nic. Każdy pieniądz włożony do OFE w innej sytuacji mógłby zmniejszyć kosztowny kredyt, więc dać znaczne oszczędności w inwestycjach, a więc przełożyć się na ich większą opłacalność. Czytelnicy zapewne zatroskają się o przyszłość i emerytuję młodego człowieka, skoro nie będzie zbierał na emeryturę od początku swojej kariery. Spokojnie, uzbiera jeszcze więcej, jeśli zacznie w odpowiednim momencie. Udane inwestycje w siebie i rodzinę dadzą nadwyżkę, która nie trafi w tym przypadku do banku i prezesów OFE. Z niej już dojrzały obywatel zrobi kolejny użytek, czyli dodatkową inwestycję, która powinna zaowocować wyższymi wpływami do tego stopnia, że w wieku najbardziej efektywnej pracy, czyli pomiędzy 35-50 lat będzie mógł swobodnie uzbierać nawet więcej i bez specjalnych wyrzeczeń zgromadzi odpowiednią wartość zabezpieczającą go na starość. Nie zarobią jednak korporacje żerujące na społeczeństwie, dlatego jest to w Polsce zabronione! Przyczepić się jeszcze można, co z tymi, którym ich własne inwestycje nie wyjdą i nie nabędą zdolności do szybkiego zgromadzenia swojej emerytury? Rozwiązaniem byłoby ubezpieczenie analogiczne do rentowego. Dużo mniejsza składka, więc nie obciążająca przesadnie młodych, a pozwalająca uzupełnić emerytury tym, którym podwinęła się noga i nie sprostali życiowym wyzwaniom.

Zaczynając notkę miałem zamiar wyjaśnić występujące podwyżki na rynku żywnościowym, ale nie zdążyłem do tego dojść, więc przesunę to do kolejnej publikacji.
Ja wiem
O mnie Ja wiem

Piszę tylko, co wiem lub się domyślam. Więcej można przeczytać w książce "Wielki Bum... cyk, cyk - dialogi Geda" zainspirowanej obecnycnymi wydarzeniami na świecie. https://drive.google.com/file/d/1ohAGz8iWa0_i1NfWcQSBxobp2fLbOy8H/view?usp=sharing

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Gospodarka