Dariusz Ged
Nikt mi nie płaci, czyli notki bezwartościowe?
13 obserwujących
106 notek
82k odsłony
912 odsłon

Gdzie jest 5 bilionów? A może gdzie jest rozum antywyborców PiS?

nie ja
nie ja
Wykop Skomentuj24

Oto przykład wyborczych manipulacji, na które łapią się nawet inteligentni moi znajomi na FB (więc dla nich z dedykacją, szczególnie dla kogoś, kto za zwrócenie na to uwagi, "uprywatnił" przede mną swoje posty).

Nie wiem skąd przekonanie, że mem (uznajmy, że ten teks jest zabawny) jest przekaźnikiem prawdy i sensownej wiedzy, ale brak czasu i chęci na weryfikacje danych sprawia, że jeśli coś jest po naszej myśli, a raczej emocji, wrzucamy bezrefleksyjnie na tablicę FB i obrażamy się, gdy ktoś to publicznie zakwestionuje (bo co to za znajomy, który brutalnie budzi nas ze swojego snu?).
Zgodzę się, że jest masa prywatnych spraw znacznie bardziej interesująca, niż szczegóły finansów państwa polskiego, ale popadanie w przekonanie i demonstrowanie go w oparciu o brak wiedzy i świadomości jest po prostu ... słabe.
Postanowiłem więc krótko wytłumaczyć od lat powielany mit odnośnie budżetu państwa, który szkodliwie wykorzystywany jest do manipulowania wyborcami, więc jeśli ktoś nie rozumie, gdzie podziało się 5 bilionów zł to zachęcam do przeczytania.


"PiS ciągle zadłuża kraj"


Prawda i fałsz w jednym.
Zadłużanie kraju polega głównie na emisji obligacji wieloletnich, których zapadalność przypada na określone lata. Wtedy rząd musi odkupić sprzedane obligacje z obiecanym zyskiem, co przypomina oddawanie w ratach rocznych długu rozpisanego na wiele lat. Koszt wykupu obligacji nazywa się kosztem obsługi długu, czyli dla Kowalskiego byłaby to po prostu roczna rata kredytu (spłata kapitału plus odsetki).
Rząd PiS spłaca raty długu poprzednich rządów i jednocześnie emituje kolejne obligacje, czyli jakby zaciągał kolejne pożyczki (rolował dług), by starczyło na ważne wydatki. To nazywa się deficytem budżetowym, czyli ciągłe zadłużanie się, by starczyło między innymi na spłacanie rat kredytu. Oczywiście u Kowalskiego skrytykujemy taką politykę finansową, jednak państwa tak robią powszechnie i to się nawet opłaca. Jaka jest różnica? Przy udanych inwestycjach, rozwoju gospodarczym i racjonalnej polityce odsetki są coraz niższe, podobnie jak przy kredytach indeksowanych do Franka, gdy złotówka rośnie. Niższy procent na obligacjach to niższe raty w kolejnych latach od tej samej kwoty długu. Obecnie jest bardzo niskie oprocentowanie obligacji, czyli koszt obsługi długu bardzo zmalał w stosunku do czasów poprzednich rządów. Są to ogromne pieniądze liczone w miliardach złotych, więc mają znaczący wpływ na kolejny deficyt budżetowy. Ważną sprawą jest porównywanie długu do wskaźnika PKB, czyli tak jakby porównanie wysokości kredytu do naszej pensji. Im mniejszą stanowi wartość procentową, tym mniejszym będzie obciążeniem, chociaż tu powinno się jeszcze brać pod uwagę, ile mamy stałych wydatków, czyli ile pensji pożerają wydatki na przeżycie, a więc ile pozostaje na ewentualną spłatę rat. Banki kowalskiemu zdolność kredytową wyliczają, porównując zarobki i typowe koszty życia, więc porównywanie zadłużenia kraju do jego PKB jest jak najbardziej miarodajne w określaniu wiarygodności kredytowej. Jak się zatem przedstawia dług Polski w tej relacji? Spadł poniżej 50%. Nominalnie licznik długu ciągle pokazuje rosnącą kwotę, ale staje się coraz lżejszy dla naszego kraju i jest niżej oprocentowany, więc bardziej opłacalny.
PiS zadłuża kraj nominalnie, ale realnie oddłuża oficjalnie.

Tu dochodzimy do długu ukrytego, bo ten przedstawiony powyżej jest jawny, czyli oficjalny. Niedawno EU nakazała państwom członkowskim oszacować wszystkie zobowiązania państwa, które składają się na ten dług mniej widoczny dla organizacji "rejtingowych". Chodzi głównie o zobowiązania emerytalne, czyli zadłużanie się kraju u własnych  obywateli, którzy jako pracownicy przymusowo pożyczają gotówkę na obecne wypłaty emerytur. Jest to kwota kilkukrotnie wyższa od zadłużenia w obligacjach, ale też rozłożona na dłuższy okres czasu i z "elastycznym" oprocentowaniem, a nawet całym zobowiązaniem. Emerytury dostajemy przecież po ok. 30 latach pracy, więc jest to jak kredyt na mieszkanie. Kwota wielka, raty dość małe, bo rozłożone prawie do końca życia. Te zobowiązania mogą być anulowane podobnie jak wszystko, co rząd wypłaca. Wystarczy podnieść wiek emerytalny, zaostrzyć wymagania, obniżyć współczynnik obliczania emerytur i z 5 lub 6 bilionów przedstawianych dzisiaj zrobi się jedną ustawą połowa z tego, co rząd ostatecznie odda obywatelom, za bycie ich przymusowym dłużnikiem (finansowanie ZUS). Tu faktycznie PiS zadłużenie zwiększył, przywracając warunki umowy z wierzycielami, którzy wpłacali swoje pieniądze skrupulatnie, a teraz zasługują na ich odzyskanie, skoro dożyli warunków umowy. Specjalnie nie mieszam tu sprawy OFE, bo to temat na oddzielny opis. Tu chciałem wyjaśnić jedynie kłamstwo powiązania długu oficjalnego (ok. 1 bilion) z długiem ukrytym (6 bilionów), który był zawsze, nawet przed decyzją EU nakazującą jego wyliczenie i oficjalne przedstawienie, i sugerowaniem, że na astronomiczną kwotę 5 bilionów PiS zadłużył Polaków w kilka lat.

Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka