Zdaje się, że ustawa medialna trafi do kosza. Stało się dzięki nieprzejednanej postawie premiera Donalda Tuska, którego marzeniem niespełnionym od lat jest marginalizacja / likwidacja / prywatyzacja mediów publicznych. Nie mam pojęcia, skąd u pana premiera taka niechęć granicząca z nienawiścią do mediów publicznych. Około ośmiu - dziesięciu lat temu słyszałem rozmowę w Radiu Zet Moniki Olejnik z Donaldem Tuskiem, który wówczas nie śnił, że będzie premierem i już wówczas wzywał do niepłacenia abonamentu. Tę śpiewkę powtarzał jak mantrę przez następne lata. Skutek – spadek płatności abonamentu przez obywateli, a co za tym idzie podcięcie finansowania mediów publicznych. O ile telewizja sobie poradzi – zawsze można ograniczyć produkcje ambitniejsze, zrezygnować z Teatru Telewizji, filmu dokumentalnego, współfinansowania produkcji filmów fabularnych (ciekawe co zostanie wyemitowane podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni – głupawe komedyjki romantyczne made in TVN i wystarczy). Jak pokazuje przykład stacji komercyjnych można puszczać wyłącznie produkcje B - klasowe i się z tego utrzymać. Prawdopodobnie TVP uzyska prawo przerywania audycji reklamami, pozbawiona pomocy publicznej będzie musiała mieć takie same szanse na rynku jak pozostali jego uczestnicy. Gorzej będzie z radiem publicznym. Aczkolwiek można puszczać w ramach programu konfekcję dla uszu z komputera.
Dlatego byłem zdziwiony, że lewica zasiadła do rozmów z PO w sprawie mediów publicznych. Po doświadczeniach jakie miała prof. D. Waniek jako przewodnicząca KRRiT, kiedy zrobiła „nowe otwarcie” w mediach licząc na uczciwość partnerów m.in. z Platformy Obywatelskiej, a ci ostatni już na samym początku złamali warunki konkursu na Prezesa Zarządu TVP i powołała na to stanowisko członka partii Jana Dworaka. Przypominam, że Radzie Nadzorczej przewodniczył wówczas prof. Tadeusz Kowalski, człowiek który pokazał, że można łamać zasady i umowy, a teraz występuje jako obrońca mediów publicznych. Dziwne, że przedstawiciele lewicy zapomnieli o tym zasiadając do stołu rokowań z PO. Przypomnę triumfalistyczną konferencję prasową przedstawicieli PO, PSL i SLD, ze jest wspólny projekt ustawy medialnej. Zastanawiałem się jak długo ta miłość przetrwa. Jeszcze dzień przed głosowaniem poprawek Senatu pan Jerzy Wenderlich był gotów bronić PO własną piersią, przed atakami wredot, które nie rozumiały historycznego porozumienia (nie mówię tu tylko o środowiskach politycznych, ale także środowiskach twórców). Fajnie było w TVN 24 w środę wieczorem, kiedy gwałtowanie musiał zmienić front, a biedak nie był na to przygotowany intelektualnie i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie mógł upajać się słuchaniem własnego głosu, bo to, że nie miał nic do powiedzenia bo u niego to norma, ale tu nawet nie wiedział jak to nic powiedzieć. Rozpoczęło się darcie szat. Zdrajcy krzyczano – lecz do kogo trudno rzec, polityk przecież w ogóle nie zna słowa zdrada jak napisał Jacek Kaczmarski. Zbawcy mediów publicznych Jerzy Szmajdziński i Grzegorz Napieralski grzmieli na premiera. Poseł Kłopotek zrywał koalicję. A PO osiągnęła swój cel. Zmiany mediach publicznych zostały zatrzymane. Powodem zerwania koalicji była postawa premiera, który podobno dopiero w momencie drugiego czytania miał się dowiedzieć o kwocie prawie miliarda złotych przeznaczonych w ustawie na media publiczne i wpadł w złość. Obiecano mu wówczas, że sprawa zostanie załatwiona podczas dalszego procesu legislacyjnego. I została.
Pisząc o zmianach w mediach nie mam na myśli obecnego projektu ustawy, a możliwość powstania szerokiego porozumienia na rzecz powstania nowoczesnych uregulowań prawnych dostosowanych do nowych wyzwań technicznych. Uregulowań, które zapewnią istnienie silnych, niezależnych mediów w dobie cyfryzacji, która czeka nas za trzy lata. W tej chwili nikt z PO nie będzie chciał o tym rozmawiać. W tym zakresie Donald Tusk i jego otoczenie osiągnęli swój cel. Media zostały skazane na powolną agonię. Być może rozpoczęto właśnie proces prywatyzacji. Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, ale jedną z postaci zaangażowanych w powstanie pierwszej ustawy medialnej był były pracownik Telewizji Polskiej S.A. Rafał Grupiński, który wycofał się z prac, kiedy prasa ujawniła, że jest posiadaczem akcji TVN (obecnie się ich już pozbył). Dziwne, że człowiek, który zna media publiczne od podszewki nie uczestniczy w pracach nad ustawą medialną, a kieruje nimi osoba która już raz skompromitowała PO (pierwsze weto Prezydenta RP). Dziwne, ale prawdziwe. A może…
Nie wiem co kieruje premierem w jego nienawiści do mediów publicznych. Pragnę jednak przypomnieć, że łaska mediów komercyjnych na pstrym koniu jeździ. W 2000 roku TVN, a dokładnie Fakty pod wodzą Tomasza Lisa atakowały Aleksandra Kwaśniewskiego, w sposób bezpardonowy. Gdy ten wygrał w pierwszej turze, w Pałacu zjawił się z gratulacjami Mariusz Walter, a Tomasz Lis zniknął najpierw z anteny, a później ze stacji. Ta zasada działa również w drugą stronę. Mam nadzieję, że PO się o tym kiedyś boleśnie przekona.
Druga część epilogu nastąpi po decyzji Prezydenta RP.


Komentarze
Pokaż komentarze