Prokuratura wszczęła dochodzenie w związku z wrzuceniem za dużej ilości kart do urny w Brukseli, gdzie rekordowo wygrał BK. Problemem jest różnica w kartach wrzuconych i wyjętych, ilościowy błąd. Pytanie - ile było urn, gdzie tę operację przeprowadzono poprawnie?
Nic tu nie da się udowodnić, ale niesmak pozostaje. Niesmak, który w skali społecznej może się przerodzić w groźne reakcje. Obawa o fałszowanie wyborów jest jedną z przyczyn napięcia przedwyborczego wyczuwalnego w narodzie. Dlatego nawoływanie do głosowania z oddaniem głosu nieważnego (a raczej wpuszczanie w świadomość wyborców mozliwości zaistnienia takiej opcji) uważam za niezwykle szkodliwe dla naszej młodej demokracji.
W fazie liczenia głosów wystarczy długopis i dodatkowe krzyżyki uniewżniające głos na nielubianego kandydata, by osiągnąć efekt znacznie wyraźniejszy niż zwycięstwo w dziesiąciu debatach. Nie wiem ile tu nieodpowiedzialności, jak w przypadku nawoływania Tuska do zabierania babci dowodu, a ile pełnych premedytacji przygotowań gruntu do przestepczych działań. Ostatnio w rozmowie z Bugajem nawoływał do takich działań Józef Oleksy (tefałen). Pojawiły się też po raz pierwszy w sondażach opcje odpowiedzi, gdzie obok "będę głosował", "nie będę głosował" jest "oddam glos nieważny". Ten fakt również budzi niepokój.
W ocenie rzetelności wyborów może pomóc statystyka, nie ma w zasadzie przyczyny, by procent glosów ważnych i nieważnych w obu turach mógł się zasadniczo zmienić. Dotyczy to zarówno poszczególnych lokali, obwodów, całego kraju. Ankieterzy również takie dane uzyskają od wyborców w lokalach. Mimo nie złapania za rękę ewentualne fałszerstwo jest możliwe do udowodnienia. Nalezy jednak o tym mówić, by chęć do takich działań ograniczyć oraz jednoznacznie wskazać na złe skutki nawoływania do oddawania nieważnych glosów.
Demokracja jest krucha i sama sie nie obroni. Musimy niestety wypatrywać jej wroga.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)