W naszej rzeczywistości zalęgło się zło. Miota ono sceną publiczną w lewo
i prawo. Rzuca politykami jak wiatr jesienny zwiędłymi liśćmi. Tuman wyborców niesie kapryśnymi podmuchami.
To pijar, PR, piar,pi-ar czyli public relations. Krótko mówiąc – budowanie relacji poprzez zarządzanie informacją. Nie ma dnia, by polityk ze zwycięskim chichotem nie pokazał palcem piaru i z szyderstwem powiedział – to pijar. Podaję za wczorajszym blogiem blogera WYWCZASA- J. Kurski właśnie wskazał na taki pijar dodając z obrzydzeniem, ze to pijar socjologiczny. I tak dzień w dzień, godzina po godzinie, politycy wystawiają palce wskazujące i krzyczą - to pijar! A jak pijar to wiadomo co.
Nie ma nowych dróg? – to bezczelny pijar.
Pokastrujmy sobie pedofili –co za obleśne pijarzysko!
Można rzec, że definicję piaru ustalił Nikodem Dyzma mówiąc - trochę picu nie zaszkodzi.
Tymczasem
PR to działanie polegające na takim zarządzaniu informacją, by ta informacja właśnie przynosiła jak największe korzyści temu podmiotowi, który PR stosuje (tak w wielkim skrócie). Tą korzyścią może być uzyskanie poparcia wyborców, zaufanie inwestorów giełdowych, dobre współistnienie z otoczeniem uciążliwego przedsiębiorstwa, wreszcie zadowolenie pracowników w firmie (tzw. PR wewnętrzny). PR wymaga przekazywania informacji prawdziwych na tyle szybko, by brak tychże informacji nie rodził niepotrzebnych napięć. Informacje muszą być prawdziwe bo PR istnieje tylko wtedy, gdy istnieje zaufanie. Ilość informacji też musi być właściwa, nie za duża i nie za mała. By nie zanudzić i mieć jeszcze coś do powiedzenia w przyszłości. Generalnie więcej tu założeń etycznych niż w regulaminie przedszkola. Jedno wszakże trzeba podkreślić. W PR nie ma miejsca na mówienie całej prawdy jak leci. Obowiązuje taktyka, a więc przyjęcie założenia, że to co i jak mówimy jest elementem pewnej gry z otoczeniem. PR potrafi być jak gość, który chwali smak przesolonej zupy marnej gospodyni bo wie, że nie zupa jest korzyścią jakiej od gospodyni oczekuje. Wskazuje więc na doskonały wybór warzyw w polewce, piękną zastawę, o soli raczej nie mówiąc. Chyba, że ta sól jest istotnym problemem. Wtedy powiedzenie o tym da tę korzyść, że gość nie rozchoruje się. Wszystko zależy od celu jaki PR ma osiągnąć.
PR wymaga czasu, zaufania nie da się zbudować szybko.
PR wymaga podmiotowego traktowania odbiorcy/wyborcy.
PR działa z szacunkiem dla postaw i obaw otoczenia, szacunek rodzi zaufanie.
W ramach PR podejmowało się często działania błędne np. każąc Balcerowiczowi szczerzyć zęby gdy mówił o studzeniu gospodarki, wysyłać Cimoszewicza w garniturze i lakierkach na powodziowe wały. W każdym fachu zdarzają się fuszerki.
To co jest najistotniejsze w PR to przekonanie, że rzeczywistość jest wielobarwna. PR może te barwy korygować, nie może jednak tworzyć nowej rzeczywistości. Balcerowicz poprzez działania piarowskie może pokazać bardziej ludzką twarz technokraty, ale uroczym misiem nigdy nie będzie, bo stworzy się fałsz łatwo odczytany. Cimoszewicz nie stanie się jednym
z powodzian paradując w kufajce, ale dla umęczonych wielką wodą ludzi dystans między nimi a dygnitarzem w stroju roboczym będzie mniej bolesny (Tusk lekcję odrobił).
Obecnie w naszej rzeczywistości politycznej z PR nie mamy do czynienia prawie wcale.
Kreowany jest czarno-biały obraz polityki. A nie da się najlepszymi działaniami piarowskim zrobić mniej czarnego, ale nie szarego. Podobnie z białym. A jeśli na białe będziemy mówić czarne to będzie to zwykłe kłamstwo, a nie PR. PO nie jest dobre bo jest PO, a PiS zły bo jest PiSem.
Nie da się budować zaufania, wymuszając poddańcze postawy. Demokracja i wolność osobista to podstawowe wartości w jakich PR może funkcjonować. Tego brak (vide dziennikarski serwilizm).
PR polega na przekazywaniu informacji. A my wiemy, że wiemy coraz mniej. Za mało.
PR bazuje na wartościach. Tymczasem relatywizm tychże nie pozwala nawet na określenie co jest wartością pozytywną. Np. zabójstwo pracownika biura PiS jest złe tak samo jak fałszywy zamach na Niesiołowskiego; legalna manifestacja prawicy jest gorsza od nielegalnej demonstracji lewicy. Otumaniony odbiorca przyjmuje oczekiwaną postawę nie w wyniku racjonalnych przekonań, ale poprzez propagandę bazującą na emocjach lub kłamstwie.
Co więc z tym PR w naszej polityce?
PO właściwie doszło do ściany. Zbudowawszy propagandą rzeczywistość kontrastową piaru nie zastosują, bo będzie to ucieczka. PR wymógłby wyważenie opinii o PiS co zmniejszy siłę oddziaływania na elektorat. A silniki PO pracują pełną mocą, bez rezerw. Propeowscy dziennikarze będą mieli więcej pracy, a efekt będzie coraz słabszy. Chyba, że coś odwróci uwagę społeczeństwa od rządzących, np. jakiś kataklizm od władzy niezależny. (Ostatnio mieliśmy próbkę takich działań - gdy w Warszawie była ładna pogoda TVP info ciągle podawało wiadomości o strasznej zimie zmyślnie mieszając wydarzenia z zagranicy z tym co było w kraju).
PiS paradoksalnie poprzez dotychczasowe słabsze dotarcie do wyborcy jest w sytuacji lepszej. Ma rezerwy. Jego propaganda ma charakter defensywny, czasami martyrologiczny. Silników do mocy jaką mają w PO nie rozgrzeją, bo nie mają mediów, ale dzięki temu dysponują większą możliwością manewru. Każdą nową sytuację mogą wykorzystać piarowo. Już teraz w wypowiedziach prezesa przeważają sądy o problemach a nie ludziach czy o PO, które problemów będzie miało coraz więcej. Mogą więc budować rzeczywistość wielobarwną, gdzie obok prawie doskonałego PiSu jest dobry PJN, czy np. Prawica Rzeczpospolitej (też PR). Również budowa wizerunku partii bardziej koncyliacyjnego i koalicyjnych zdolności jest możliwa bez zaburzenia obrazu prezesa Kaczyńskiego jako wodza, poprzez budowę nowej prawicy
i dostawienie w pierwszym szeregu ludzi mówiących do ludzi.
Poza tym PiS może – paradoksalnie – pozwolić sobie na więcej . Został zohydzony maksymalnie, może być tylko lepiej, a PO jest ciągle przeczystą dziewicą. I nic się nie da z tym zrobić. Mówić o Tusku dobrze będzie coraz trudniej, mówienie krytyczne zniszczy poparcie wyborców. Pi-ar pozwala wyciągnąć siłę z samokrytyki. Propaganda już nie. PO stosując z dużym natężeniem propagandę wpada we własną pułapkę.
Prawica ma dużą szansę na zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach właśnie pod warunkiem wykorzystania PR do budowy zaufania
PR w taktykach politycznych buduje pozytywne relacje z wyborcą. Nie była to dotąd mocna strona prawicy. Ale w demokracji jest konieczna. A dobry polityk, jak bohater Moliera mówiący prozą nie musi nawet myśleć, że stosuje PR. No, ale to wymaga od niego kilku przymiotów charakteru i niekłamanego szacunku dla wyborcy. Bo ciemny lud raz kupi partyjne hasła, a raz nie kupi.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)