Wielu już na ten temat pisało, więc krótko.
Sąd Najwyższy uznał, że złamane zostało prawo wyborcze. Wielu blogerów i konstytucjonalistów (w tej kolejności) uważa, że odebranie niektórym komitetom prawa biernego w wyborach jest tak dużym uchybieniem, iż będzie musiało dojść do unieważnienia wyborów. Tymczasem cisza, zamiata się problem pod dywan.
Przypuszczam, że dochodzi do mediacji z JKM, który już powiedział w mediach, że chce dostać więcej czasu w telewizji. Tymczasem nie o niego tu chodzi, ale o demokrację (tu zakląłem szpetnie).
Jeśli polskie urzędy błędnie decydują o kwestiach dla narodu najistotniejszych, to musi być to traktowane jak najcięższe przestępstwo, a sprawa musi być prowadzona z urzędu i wola poszkodowanego nic nie ma do rzeczy. Tym bardziej, że poszkodowanymi są wszyscy Polacy.
Milczeniu PiSu się nie dziwię. Już kilka dni temu funkcyjny dziennikarz TVN Miecugow oświadczył, że tradycyjnie będzie winna ta partia. Bo jeśli się unieważni wybory po wyborach w przypadku wygranej PiS to dojdzie do wojny domowej. Unieważnienie będzie więc z jej winy (nie dziwię się postępowaniu tej partii, co nie znaczy, iż nie oczekuję na jednoznaczną opinię z tej strony).
Jeszcze bardziej wkurza mnie stanowisko wygłoszone m.in. przez Marka Migalskiego (chodzi mi o pewien styl myślenia, nie osobę). Obiecuje on, że nowy parlament naprawi wadliwą ordynację wyborczą. Bezczelność takiego stylu rozumowania wynika z konstatacji, że wadliwą ordynację naprawią parlamentarzyści według niej – a więc bezprawnie - wybrani.
Tym, którzy są gotowi zaakceptować opinię, że skala przestępstwa nie jest katastrofalna, przypomnę przysłowie - „Od rzemyczka do koniczka”. Przypomnę także uchwaloną przez obecną koalicję ustawę ograniczającą dostęp do informacji o działaniach rządu, ustawę o stanie wyjątkowym, ustawę o informacji oświatowej. Przypomnę o skali podsłuchów w POlsce wielkiej szczęśliwości. Wystarczy??


Komentarze
Pokaż komentarze (10)