Już w poprzedniej kadencji Donald Tusk dał się poznać jako gracz sprawnie reagujący na chwilowe bodźce. Przydatne w danym momencie kłamstwa i obietnice (euro, autostrady,itd.) łatwo mu przychodziły, bo nawet chwili nie zamierzał poświęcać na refleksję, jak te obietnice można zrealizować. Liczyło się tu i teraz. Wiedza ta nie jest tajemną.
Tymczasem wielu łatwo dało się wpuścić w kanał dyskusji o przedłużeniu wieku emerytalnego. Dywagacje nad demografią, nad sytuacją za dwadzieścia lat, snucie odległej wizji przyszłej Polski to przejaw naiwności publicystów i części polityków, którzy w szczerości swej potraktowali temat poważnie. Nie o to tu chodzi.
Nie, nie mam na myśli odwrócenia kota ogonem, czyli poglądu, że przy starzejącym się społeczeństwie nie będzie kto miał pracować. Przecież co piąty Polak nie pracuje BO NIE MOŻE SIĘ ZATRUDNIĆ!!!
Nie chodzi mi też o to, że przesunięcie wieku emerytalnego to mniej wypłat dla emerytów. Przesuwając wiek do stu lat moglibyśmy mieć bardzo sprawny i dochodowy system. Nie, nie! Tak wysoko nasze kierownictwo nie mierzy jeszcze.
Skromnemu Tuskowi chodzi – jak wspomniałem na początku – o tu i teraz. Bo niby czemu w tym jednym przypadku miałby postąpić jak mąż stanu?? Razem ze spryciarzem Rostowskim wykombinowali, że przesuwając wiek emerytalny o dwa lata, mają dwa lata oddechu budżetowego. To okres kiedy nowi emeryci przestaną się pojawiać, a starsi będą odchodzić w inny wymiar. Technicznym szczegółem jest rozszerzenie tych dwu lat bez nowych wydatków na okres trzech czy czterech.
Dziura budżetowa będzie pod kontrolą. Dla wiernych urzędników pieniążki się znajdą. Wybory następne może da się wygrać. I to wszystko.
Wizje Polski to sami sobie miejcie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)