JC-NOSTROMO JC-NOSTROMO
109
BLOG

Atomowy Macron, czyli o korzyściach płynących z używania parasola

JC-NOSTROMO JC-NOSTROMO Polityka Obserwuj notkę 6

Od niemal tygodnia Europa (czytaj Unia Europejska i jej niewybierani liderzy) słania się po ciosie, jak George Foreman w ósmej rundzie walki z Muhammadem Ali w 1974r w Kinszasie. Przyzwyczajeni do pustosłowia politrucy z Brukseli, Berlina i Paryża, nie chcą, bądź nie mogą uwierzyć, że za słowami idą czyny. Prezydent Donald J. Trump dał tym, pożal się Boże, liderom europejskim pokaz ‘real politik” i prawdziwego, silnego przywództwa. Ukraiński prezydent (przez litość nie przywołam nazwiska) pojechał do Waszyngtonu rzekomo podpisać umowę o minerałach, tak naprawdę próbował potraktować prezydenta USA, tak, jak miał zwyczaj traktować polskich polityków (przez litość nie podam nazwisk); czyli z postawą roszczeniową, ze słabo skrywanymi groźbami, że jeśli nie dostanie broni i więcej pieniędzy, to poczujemy wszyscy but Putina na karku; wreszcie z lekceważeniem i pogardą (powiedział przed kamerami suka do wiceprezydenta J.D. Vance’a).

Obserwowałem to spotkanie w gabinecie Owalnym z niemałym zdziwieniem; wykazany przez gospodarza poziom cierpliwości, dobrej woli i politycznej kindersztuby był niezwykły, zważywszy na ognisty temperament POTUSa. Niestety tego samego nie można powiedzieć o przybyłym z wizytą ukraińskim przywódcy: obskurny strój, aroganckie słowa, niezborna gestykulacja i mimika, sprawiały wrażenie odmiennych stanów świadomości polityka z Kijowa. Nie pierwszy zresztą raz. Jednakże to, co uchodzi w towarzystwie Huntera Bidena i jego kompanii, niekoniecznie jest dopuszczalne podczas wizyty w Białym Domu, w obecności prezydenta, wiceprezydenta, sekretarza stanu i obrony USA oraz przy włączonych kamerach i licznie zgromadzonych przedstawicielach prasy.

Jak wszystko, również cierpliwość gospodarza miała swoją granicę. Grzecznie poproszony o opuszczenie Owalnego Gabinetu, Zieleński pobiegł wypłakać się w ramię silnym europejskim przywódcom Londynie i Paryżu. Jeszcze próbował podskakiwać, rzucać buńczuczne zapewnienia, jednak z każdą kolejną rozmową uświadamiał sobie, jak wielki popełnił błąd. Pewnie na przyspieszenie procesu decyzyjnego Napoleona z Kijowa miały wpływ działania Waszyngtonu wstrzymujące pomoc militarną dla Ukrainy. Teraz posypuje głowę popiołem (wiadomo- środa popielcowa) i ustami swego premiera wyraża zgodę na pokorne przyjęcie warunków umowy o minerałach. Umowy, która jest wstępem do podjęcia rozmów pokojowych i zakończenia wojny, której Ukraina w żaden ludzki sposób wygrać nie może.

I tu na scenę wchodzą tuzy europejskiej polityki. Spotkania z Zieleńskim, naprędce zwoływane szczyty, wydawane komunikaty, które rano brzmią zupełnie inaczej niż wieczorem. Ameryka nie jest nam potrzebna, Europa to potęga, która sama wgniecie ludobójcę z Moskwy w ziemię o 10 am. – vs – przy Ameryce stoimy i stać chcemy o godzinie 20.00. Najśmieszniejsze jest to, że prawie wszystkie Macrony, von der Leyeny i Starmery mówią dzisiaj Trumpem, Trumpem sprzed ośmiu lat. Potrzebne są wielkie nakłady na zbrojenia – mówią, nowe fabryki czołgów, rakiet i karabinów mówią, zwiększenie liczebności armii – mówią. A kiedy mówił to obecny prezydent USA podczas poprzedniej swoje kadencji, to zarykiwali się ze śmiechu, szydząc z nielubianego przez liberałów polityka. Niektórzy nawet przystawiali mu palce do pleców, imitując strzał z pistoletu.

Nadymają się, stroszą w bojowe piórka, przerzucają nowymi coraz bardziej absurdalnymi pomysłami i okrzykami wojennymi. Padają coraz to większe kwoty, jakie Unia Europejska zamierza wyłożyć na uzbrojenie dla siebie i Ukrainy. Kontyngenty wojsk wysyłane z Paryża i Londynu rosną w oczach, by następnie rozwiewać się jak dym.

Pani Ursula z Brukseli ogłasza pięciopunktowy plan dozbrajania Europy na setki miliardów euro. Ta sama pani Ursula, która przez lata, jako niemiecka minister obrony narodowej doprowadziła Bundesarmię do niemal całkowitego upadku, odsunięta przez frau Merkel od resortu obrony w atmosferze gigantycznego skandalu i z aferą korupcyjną w tle. Postawiona przez kanclerz Niemiec na czele Komisji Europejskiej, stała się głównym aktorem covidowego przekrętu stulecia dokonanego z mężem, dyrektorem Pfizera. Teraz chce zebrać setki miliardów euro na dozbrajanie Europy. Niektórym zawsze jest mało.

Prezydent Francji (kolejny prawie Napoleon), wobec chwilowej absencji i słabości Niemiec, chaosu wywołanego wyborami w Bundesrepublice postanowił wykreować się na męża opatrznościowego Europy. Coś tam odpysknął Trumpowi podczas wizyty w USA, co libersalony i główne media uznały co najmniej za zwycięstwo rangi Austerlitz. Zwołał szczyt europejski, z którego następnego dnia musiał się tłumaczyć przed pominiętymi państwami bałtyckimi i skandynawskimi. Licytował się z premierem Wlk Brytanii na liczbę żołnierzy, których wyśle na Ukrainę. Najnowszy jednak pomysł tego miłośnika roznegliżowanych mieszkańców Afryki subsaharyjskiej nie jest już śmieszny. Wpadł on, ni mniej nie więcej na koncept, by powstrzymać Rosję przy pomocy odstraszania nuklearnego. Jako jedyny w Unii europejskiej dysponuje on bowiem arsenałem atomowym (co prawda nie wiadomo, w jakim stanie) i właśnie postanowił, że użyje go nastraszenia Putina. Zaproponował pan Macron, że obejmie parasolem atomowym pozostałe kraje europejskie, w tym swych polskich przyjaciół. W ten sposób zmusi Putina do ustąpienia z Ukrainy i na zawsze zniechęci do wszelkich agresywnych kroków wobec swego zachodniego sąsiada i wszystkich państw europejskich. W momencie, kiedy prezydent USA podejmuje gargantuiczne wysiłki, by doprowadzić najpierw do zawieszenia broni, rozejmu, a w ostatecznym rozrachunku do trwałego pokoju, wrzucenie na agendę międzynarodową broni nuklearnej w kontekście gorącej wojny na Ukrainie, to prosty przepis na globalną katastrofę.

Bezmyślny fircyk z Paryża rzuca idiotyczny pomysł, najprawdopodobniej traktując to jako kolejną nic nie znaczącą wrzutkę, a geniusze rządzący Polską podchwytują to jako dobrą monetę i nakręcają spiralę jeszcze głupszych wypowiedzi. Od premiera, który podnieca się obietnicą atomowego parasola nad Polską, przez ministra obrony, aż po marszałka sejmu, który chętnie by widział broń atomową na terenie Polski. Szaleńcy, zdrajcy, czy zwykli idioci? Najprawdopodobniej wszystko razem. Jestem jednak głęboko przekonany, że przeciętny Kowalski ma dziesięć razy więcej rozumu od tych żałosnych figur, które ciągną nas na skraj konfliktu, który może spowodować, że wyparuje jedna trzecia naszych rodaków i prędzej, niż później pogoni w diabły to towarzystwo podżegaczy wojennych w diabły.

W jednym filmów z serii 007, James Bond siada do gry komputerowej „panowanie nad światem”. Gra z demonicznym przestępcą (a z kim innym mógłby grać) dysponując połową arsenału atomowego świata. Druga część potencjału nuklearnego pozostaje w rękach przeciwnika. Sterując joystickami atakują cele wroga, jednak z każdym strzałem adwersarze są rażeni wzrastającą dawką prądu. Wygrywa ten, który pokona wroga na ekranie, a jednocześnie wytrzyma uderzenie elektryczności. Oczywiście nie muszę mówić, kto wygrywa ten pojedynek.

Gdyby można było podłączyć polityków do takich joysticków i za każdą bezmyślną, kłamliwą wypowiedź raczyć odpowiednio silnym wstrząsem, nastałaby wówczas błoga cisza.

I łatwiej byłoby wskazać, kto jest tym demonicznym przestępcą.


JC-NOSTROMO
O mnie JC-NOSTROMO

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka