81 obserwujących
118 notek
560k odsłon
  5658   17

"Strollowana rewolucja", czyli Rafał Ziemkiewicz objaśnia świat

Wiemy, że świat oszalał. Ci, którzy tego nie zauważyli, najwyraźniej oszaleli razem z nim. Zrezygnowani, godzimy się z myślą, że świat oszalał, ale chcielibyśmy, żeby w tym szaleństwie jednak była "metoda". Żeby znaleźć sens, wyjaśnienie, jakąś wewnętrzną logikę lub chociaż logikę braku logiki. To nie jest proste. Potrzebny jest do tego sprawny, wnikliwy, wrażliwy analityk z wyobraźnią.

Takim właśnie analitykiem jest autor książki, której premiera odbywa się w tych dniach - Rafał Ziemkiewicz. Diagnoza zawarta jest już w tytule: "Strollowana rewolucja". W świecie Zachodu trwa rewolucja, ale różni się od wszystkich poprzednich. Na czy polega ta rewolucja? Kto i co za nią stoi? Czego dotyczy? I kto i jak ją strollował? Dokąd to wszystko zmierza?

Do mówienia o tych zjawiskach potrzebna jest jeszcze jedna cecha: odwaga. Autor pisze: "By poznać sekrety rewolucji, nie trzeba włamywać się do żadnych sejfów ani kryć za kotarą podziemnej loży masońskiej, w której spotykają się jacyś zamaskowani bilderbergowie. Wystarczy chłodne oko, umiejętność kojarzenia przyczyny ze skutkiem i zdrowy rozsądek, nie przypadkiem tak usilnie zwalczany dziś przez zachodnią popkulturę i edukację." Tak - potrzebna jest odwaga, bo metody stosowane przez autora budzą w wielu grozę i oburzenie. Zdrowy rozsądek w naszym świecie jest w zasadzie już zakazany. Zdrowy rozsądek kształtuje bowiem poglądy, których nie wolno wwozić np. do Wielkiej Brytanii, o czym Ziemkiewicz przekonał się zaledwie przed tygodniem, gdy zatrzymano go na lotnisku Heathrow i odesłano do Warszawy. Przyczyną były donosy na to, co pisze i mówi. Swoją drogą, antywolnościowi urzędnicy brytyjscy mają dobre wyczucie czasu, czyli tzw. "timing". Ich skandaliczne potraktowanie autora okazało się idealnie wycelowaną w czasie reklamą jego książki - medialna wrzawa wokół tego zdarzenia uświadamia nam, że polscy czytelnicy mają swobodny dostęp do myśli autora, które obywatelom Zjednoczonego Królestwa są zakazane.

Ziemkiewicza określa się zazwyczaj mianem publicysty i pisarza "kontrowersyjnego". To taki eufemistyczny slang wobec autora, który ma wielu wrogów. Faktycznie - dożyliśmy smutnych czasów, gdy umiejętność kojarzenia przyczyny ze skutkiem czyni człowieka "kontrowersyjnym". Stąd ataki na pisarza. Prawda na temat szaleństwa świata jest znienawidzona. Stąd absurdalne, ale stale powtarzane oskarżanie Ziemkiewicza o rasizm, antysemityzm, homofobię, mizoginię, islamofobię itd. Klasyczny współcześnie zestaw oszczerstw wyprowadzanych pokrętnie z wypowiedzi wyrwanych z kontekstu, wręcz fejkowych lub interpretowanych ze maksymalnie złą wolą. Odpowiednik oskarżeń z minionych epok o czary, zatruwanie studni czy dodawanie krwi do macy. A wszystko dlatego, że Ziemkiewicz jest niebezpieczny, bo potrafi zrozumieć świat i logicznie go tłumaczyć na tyle, na ile świat poddaje się logice. To jest tematem jego najnowszej książki. A tego robić nie wolno! I jeszcze mówić o tym na co dzień w mediach społecznościowych (autor jest bardzo aktywny na Twitterze i YouTube). Ziemkiewicz to człowiek-instytucja. Felietonista, pisarz, dziennikarz, bloger, youtuber (rektor "Akademii Zdrowego Rozsądku") nie boi się tego, przed czym inni uciekają lub do czego nie są zdolni: syntetycznego podejścia, całościowego wyjaśniania globalnych zjawisk. W tym przede wszystkim tych, których strzeże polityczna poprawność i już samo poddawanie ich analizie może być przedmiotem oskarżeń o tzw. "mowę nienawiści". Jego najnowsza książka jest zbudowana na potrzebie bezkompromisowego zrozumienia rzeczywistości. I to jest właśnie groźne wykroczenie (ta bezkompromisowość), które powoduje wrogość, a nawet wściekłość u wielu. Recenzenci z zasady boją się pisać życzliwe recenzje jego książek. Więcej: boją się pisać jakiekolwiek recenzje książek Ziemkiewicza. "Kultura unieważniania" (cancel culture) od dawna ostrzy sobie na Ziemkiewicza zęby. Nie ma tolerancji dla prawdy na tematy, które on często porusza. Najbezpieczniej jest milczeć. Całe szczęście, czytelnicy książek mają na jego temat całkiem inne zdanie i książki rozchodzą się tak jak na to zasługują. Czyli znakomicie.

"Odnotujmy, bo jest to bardzo istotna różnica pomiędzy rewolucjami klasycznymi, a tą obecną. Tą siłą, która tym razem miała „ruszyć z posad bryłę świata” i zrealizować odwieczne marzenia wszelkiego rodzaju dynamitardów, nie są, jak w rewolucji jakobinów czy bolszewików, ludzie, którym brakuje chleba, ani, jak w rewolucji nazistów, ludzie, których upokorzono i odarto z dumy – ale ludzie, którzy się bardzo nudzą. Niby głodu w sensie fizycznym nie cierpią, cieszą się „bezpieczeństwem socjalnym” na skalę nigdy w dziejach niewyobrażalną, ale nie dano im poczucia sensu. A głód sensu nie jest wcale słabszy niż głód fizyczny czy pożądanie dóbr materialnych." - diagnozuje autor. Po czym pogłębia temat.

Lubię to! Skomentuj130 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura