JESTEŚMY HIPOKRYTAMI – CAŁA PRAWDA BEZ OZDOBNIKÓW
Wyobraźmy sobie zwykłą sytuację: siedzimy, narzekamy na wyścig szczurów, na toksyczną atmosferę, na to jak wszystko nas wyniszcza. I w tym momencie jesteśmy całkowicie szczerzy. A po paru godzinach – gdy pojawi się szansa na awans, na dodatkowy grosz, na jedno „polubienie” – sami bierzemy nadgodziny, rezygnujemy z tego co nam bliskie, a czasem nawet podkopujemy kogoś, byle tylko być dalej.
Mówimy o ekologii, a kupujemy rzeczy, które jeżdżą po całym świecie po to, by nam je dostarczyć. Krzyczymy o wolności, a sami wchodzimy do każdej klatki, byle tylko pasować, byle ktoś nas zauważył. Mamy pełne usta słów o szacunku i wspólnotie – a w praktyce potrafimy wbić nóż w plecy za miejsce w kolejce, za jeden lajk.
To jest nasza prawda. Jesteśmy społeczeństwem hipokryzji do szpiku kości. Wyśmiewamy ten chory system, a jednocześnie biegniemy w nim na pełnych obrotach – napędzamy go własnym życiem, własnym zmęczeniem. A co najgorsze – już nawet tego nie widzimy. Stało się to naszą drugą naturą. Tylko ci, co spadli na sam dół, co stracili wszystko i nie mieli już co ukrywać – widzą to jasno.
Dlaczego tak jest? Bo technologia rośnie z prędkością wykładniczą, a my – ludzie – wciąż ewoluujemy tak samo wolno jak tysiące lat temu. W tę przepaść pada cały nasz świat. Telefon stał się protezą naszego mózgu – nie umiemy już zdecydować co zjeść, dokąd iść, co myśleć – najpierw pytamy algorytmu.
Miało nam to dać wolny czas, spokój, swobodę. A co wyszło? Że pracujemy jeszcze więcej, szybciej, w ciągłym pośpiechu. Sami stajemy się swoimi własnymi szefami i swoimi własnymi katami – karzemy siebie za każdą chwilę bezczynności, bo tak nam wmówili, że bez przerwy musimy być „produktywni”. Pieniądz stał się miarą wszystkiego – chociaż nie kupisz za niego czasu, zdrowia, ani czystej ziemi.
Człowiek myśli, że jest panem świata – a tak naprawdę jest tylko gościem tutaj. Nie jestem większy od natury – jestem jej częścią. I zapomnieliśmy o tym. Walczymy z grawitacją, walczymy z tym co nas otacza, biegniemy na bieżni, którą nikt nam nie włączył – bo nikt nas nie przywiązał. Można z niej po prostu zejść.
Nie chodzi o to, by uciec w las i odciąć się od wszystkiego. Chodzi o to, by przestać grać w cudzą grę. Samotność nie jest porażką – to siła. Tylko w ciszy usłyszysz samego siebie. A prawda nigdy nie krzyczy – prawda szepcze, a usłyszysz ją tylko wtedy, gdy wyłączysz cały ten hałas.
Nie jesteś przygotowywany do jakiegoś wydarzenia w przyszłości – Ty sam jesteś tym wydarzeniem. Przestań czekać na lepsze czasy, na to aż wszystko się ułoży, na to aż ktoś cię doceni. Zacznij żyć teraz. Zbuduj własne dni na własnych fundamentach – bez masek, bez udawania, bez hipokryzji.
A ja na koniec zadam ci jedno pytanie:
Co by się stało, gdybyś świadomie wyłączył wszystkie powiadomienia, odciął się od tego całego szumu na jeden pełny dzień? Czy w tej ciszy odnalazłbyś tę zapomnianą siłę, o której tak długo zapominałeś? Czy może ta cisza cię przerazi – bo uciekasz przed nią od lat?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)