I have a dream...
Miałem wczoraj sen, że Palikot w ogóle się nie urodził, bo stał się jedną z wielu ofiar aborcji, przeprowadzanych na nieudanych płodach, zaszczepionych in vitro homoseksualnemu małżeństwu, które paląc legalną trawę, zabawiało się wibratorem i z wymalowaną na czole gwiazdą Dawida, bijąc pokłony, słuchało nawoływań muezina, który śpiewał swoje Allah Akbar, paląc katolicki krzyż i nad takim ogniskiem piekli wspólnie świński łeb, marząc o cudach drugiej Irlandii...
Ło matko!!!
Jaki ja spocony się obudziłem :((((
Szok!!!
Chociaż to może wcale nie byłoby takie złe, jakby go w ogóle nie było...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)