
"Zamiast dać się wsadzić do autobusów i jak najszybciej wywieźć najpierw na obiad, a potem do kraju, powinni byli jak najrychlej pobiec na miejsce katastrofy. Posługując się swoimi dyplomatycznymi paszportami, mogli być tam jednymi z pierwszych, mogli chronić miejsce katastrofy, fotografować, zabezpieczyć teren w oczekiwaniu na przyjazd polskich służb i przedstawicieli polskich władz. Nie potrafię zrozumieć, jak można nie być politykiem, choć bierze się za to pieniądze, jak można oddawać się żalom i płaczom, jak można jechać na obiad, zamiast wypełniać swój obowiązek. Oni byli tam w pracy, a nie na wczasach i powinni byli, w tej tragicznej sytuacji, nadal pracować dla Rzeczpospolitej, a nie pozwalać sobie na oddawaniu się rozpaczy."
Tak napisał kilka dni temu jeden z czołowych "chcących" swej własnej reelekcji, jaśnie uposażonego dietą w Ojro, europarlamentarzysty.
Ba! Każdy by chciał, tylko jak to zrobić, gdy jego własna partyj(k)a ma akurat zerowe poparcie społeczeństwa...
Odpowiedź wydaje się tak prosta, że aż oczywista - podlizać się miłościwie nam Panującym, pisząc duby smalone na temat jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w historii naszego państwa, by móc pójść w ślady własnej politycznej "matki chrzestnej" i dostać miejsce na liście partii, która ma (jeszcze) wysokie poparcie w tym kraju.
Ciekawe jak zareagują szeregowi członkowie, działacze i sympatycy PJN na wieść, że ich "trójca przenajwiększa" - Kowal, Migalski i Poncyliusz - znajdą się na listach Platformy Obywatelskiej, w następnych wyborach do parlamentu europejskiego???


Komentarze
Pokaż komentarze (6)