Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin
525
BLOG

Docent Żakowski i aspirujący magistrowie

Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin Polityka Obserwuj notkę 3

 

W Gazecie Wyborczej Krystyna Naszkowska w artykule „Wściekły bezprzykładny atak drożyzny” w stylu PRL-owskich władz tłumaczących się z braku sznurka do snopowiązałek wyjaśniała Jarosławowi Kaczyńskiemu dlaczego panuje drożyzna i dlaczego tak wiele musimy zapłacić za cukier. Tekst jak to w Wyborczej rozmija się z logika i organoleptyczną prawda dostępną na półkach sklepowych. Publicystka GW zaczyna od stwierdzenia: „Dziennikarze TVN poszli tropem prezesa - tyle że do dużego sieciowego sklepu, gdzie zawsze jest taniej. Kupili takie same produkty, w tej samej ilości, ale zapłacili tylko 37 zł. Czyli ich zakupy - w stosunku do tych z roku 2007 w tej sieci - zdrożały o 7 zł. Mamy więc wzrost cen nie o ponad 100 proc. (wyliczenia Kaczyńskiego), tylko o mniej więcej 19 proc. (wyliczenia TVN),” następnie niezrażona własnym przykładem informuje: „Od czerwca zeszłego roku pszenica podrożała na światowych giełdach dwukrotnie, z czego od początku tego roku - już o prawie 40 proc. To skutek fatalnej pogody na wielu kontynentach - susze i powodzie przetrzebiły zbiory. Do tego Unia, która tnie wydatki na Wspólną Politykę Rolną, wkroczyła w ten sezon praktycznie bez zapasów (skup i przechowywanie ziarna kosztują,.” i dalej „Ponadto do akcji wkroczyły fundusze inwestycyjne, dla których surowce żywnościowe, łatwe w transporcie i przechowywaniu - jak zboże, cukier, kakao - są świetnym towarem do spekulowania”, „Rok 2009 był dla polskich ziemniaków wręcz katastrofalny - zbiory o ok. 40 proc. mniejsze niż przeciętne. Mieliśmy w kraju nie tylko powódź za powodzią, ale też podtopienia na ogromnych obszarach. A ziemniaki, jak wiadomo, rosną w ziemi, więc w tej mokrej glebie po prostu zgniły, nie dało się ich wykopać. Dlatego są drogie.”, no i oczywiści cukier, który jak stwierdza pióro Gazety Wyborczej: „Bije wszelkie rekordy. Od maja zeszłego roku cukier trzcinowy zdrożał na światowych giełdach trzykrotnie. A oczekiwano, że będzie tani, dlatego Unia postanowiła ograniczyć produkcję buraków cukrowych, które dawały cukier droższy. Teraz w całej UE brakuje ok. 3-4 mln ton cukru do pokrycia rocznego spożycia. W Polsce brakuje ok. 300 tys. ton. Mieliśmy te brakujące tony sprowadzić z Tajlandii, Australii lub Brazylii, ale tam albo klęski pogodowe, albo przeznaczają cukier na produkcję biopaliwa. Do tego fundusze inwestycyjne ochoczo spekulują jego cenami.” Powód tłumaczenia drożyzny suszami, powodziami i spekulantami przy jak wcześniej stwierdzono zaledwie – w ciągu 4 lat - 19% wzroście cen jest kolejną tajemnicą ulicy Czerskiej.

 Ciekawsze jest jednak dlaczego GW mająca ambicję tłumaczenia świata swoim licznym czytelnikom popełnia tekst obrażający ich inteligencję jakby to co dotyczyło Kaczyńskiego z założenia nie musiało być rzetelne. Tekst z Wyborczej zapadł mi w pamięć. Zacząłem zastanawiać się nad wyborami publicystów GW, Polityki, Wprost. Czy Żakowski, Paradowska, Władyka, Lis, Naszkowska, nie są ludźmi inteligentnymi? Co powoduje że w tematach dotyczących Pis-u czy Kaczyńskiego z łatwością przechodzą na stronę propagandy w stylu Trybuny Ludu. Nie zakładałem z góry złych intencji. Do czasu. Wypadek prezydenta Komorowskiego w japońskiej ambasadzie (bul, nadziejia) sprowokował Jacka Żakowskiego do obrony, żądając natychmiastowego uznania prezydenta za pierwszego Dyslektyka RP pisząc m.in. „Media i niemądre słowa polityków jeszcze to napędzają. Jarosław Kaczyński drwi z prezydenckiego "bulu". W odpowiedzi prezydent drwi z "obiatu" swego adwersarza. Można powiedzieć, że "wart Pac pałaca". Nic to, że Kaczyński nigdy nie napisał „obiatu” co stwierdziła sama Wyborcza, nic to, że Kaczyński nie kpił tylko odpowiadał na pytanie dziennikarzy. Ciekawe zarazem co Kaczyński miałby opowiedzieć wg Żakowskiego żeby nie była to „drwina”. Kończąc Żakowski zwraca się do Komorowskiego „A pana umieścimy w naszym honorowym poczcie między Jackiem Kuroniem i Albertem Einsteinem” 

Śmieszne i żałosne zarazem. Żałosne gdy przeczytamy co tenże Żakowski mówił w 2008 r. w Rzeczpospolitej cyt.:"Jednej z możliwych przesłanek impeachmentu dotknął poseł PO Janusz Palikot, podnosząc kwestię stanu zdrowia Lecha Kaczyńskiego. Krążące w internecie filmiki z prezydenckich wpadek (Irasiad, Borubar, Benhauer) pokazują, że głowa państwa miewa problemy z pamięcią i koncentracją. Młodzież z tego żartuje, ale jeżeli doda się do tego śmieszno-straszne zdarzenia w rodzaju przesłuchania ministra Radosława Sikorskiego w Kancelarii Prezydenta na temat tarczy antyrakietowej, problem staje się poważny." http://wyborcza.pl/dziennikarze/1,96017,5562913,Szesc_dni_z_impeachmentem.html#ixzz1I9q1ucob – nie tylko rękopisy nie płoną, prawda Panie Żakowski?

Przejęzyczenia Lecha Kaczyńskiego mogły być podstawą myśli o impeachmencie, to w co wdeptuje co chwila Komorowski jest tylko powodem do ośmieszającej autora obrony w której zachowanie własnej godności i powagi nie ma żadnego znaczenia. Żakowski udaje, że nie dostrzega (może nie udaje) jak wielka jest różnica pomiędzy przejęzyczeniem Kaczyńskiego a słowotokiem aktualnego prezydenta dotyczącym gazu łupkowego, bigosu, antypodów, korony Himalajów, kobiet, czy wierności żon prezydentów.

Nie próbuję nawet myśleć jak ukrzyżowano by w mediach salonowych Lecha Kaczyńskiego za jedną chociażby wpadkę w stylu Komorowskiego. Czym więc się kierują ludzie uchodzący za autorytety III RP. Poglądami? Nie. Nie zmienialiby poglądów w zależności od tego jaki obiekt polityczny obserwują. Kwestią smaku? Mogą nie lubić, zwyczajnie po ludzku obu Kaczyńskich, bo niscy, ze złą dykcją, źle wypadali w telewizji, buty mieli znoszone (przynajmniej jeden z nich). A może interesem? Swego kręgu koleżeńskiego, politycznego. A może… Może nie o to chodzi.

Może nic wielkiego i ważnego nimi nie kieruje. Tylko niczym w kinie moralnego niepokoju są jak docent tłumaczący doktorantowi meandry uniwersyteckiego życia. Z kim trzymać, co mówić, jaką mimikrę uprawiać by pozostać w kręgu wybrańców. By mieć wpływ, kasę, stypendia. To zwykły podszyty strachem przed odrzuceniem interes własny. Nie mogą inaczej postępować bo już nie potrafią. Kiedyś byli magistrami z zasadami, pewnie wierzyli w to co mówią ale czas i układy (układziki), świadomość kto podpisuje lity płac skutecznie amputował im szacunek do siebie samych. Było to tym łatwiejsze, że nie było do niedawna mediów mogących im to wytknąć i przypomnieć, że przecież kiedyś byli inni.

Gdy popatrzy się na Jacka Żakowskiego jak na zimnego, pozbawionego zasad docenta nie tylko łatwo zrozumieć jego teksty ale także łatwo wyobrazić sobie jakie będą jego kolejne teksty. Ośmieszające i lekceważące gdy notowania Kaczyńskiego spadają i ostre, brutalne gdy notowania rosną. Rzetelność dziennikarska i szacunek dla prawdy będą w pogardzie, tym większej im bliżej do wyborów.

Zmurszałe autorytety III RP powoli się rozsypują, jeszcze roztaczają aurę wielkości, jeszcze ich głos rozchodzi się echem od Wprost przez TVN do Gazety Wyborczej i z powrotem. Są przecież inteligentni, wytresowani w schlebianiu, mają osobisty urok. Tylko co z magistrami? Aspirującymi magistrami. Teksty gazetowych cyngli i TVN-owych odkrywców prawdy budzą smutek. Im niczego nie trzeba tłumaczyć. Nie jest potrzebny cyniczny docent. Sami wiedzą gdzie dzielą konfitury. Nie maja wątpliwości i rozterek tak jak nigdy nie mieli zasad i szacunku do prawdy. O ile zgorzkniały docent budzi współczucie to jakie uczucie budzą ich magistrowie o których nawet nie będzie można powiedzieć, że kiedyś byli inni? 

PS. A może się mylę, może Żakowski jest Wallenrodem w salonowym obozie, w swym tekście wzywa Komorowskiego „Dlatego proszę, panie prezydencie, niech pan przekuje błąd w szansę. Niech się pan podda badaniu na dysleksję. Jeśli wynik będzie pozytywny, proszę go ogłosić. Jeśli pan to zrobi, kilka milionów Polaków poczuje się raźniej.” Dlaczego Wallenrodem? No, a jeśli okaże się, że Komorowski nie jest dyslektykiem?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka