Afrykańskie rewolucje. Nieciekawy temat?
Niejeden czytelnik obruszy się na brak wrażliwości na dramat dziejący się od Tunezji po Syrię. Bo jakżeż można ten temat uznać za nieciekawy? No cóż, można. Ale nie dlatego, że nie budzą grozy i współczucia zdjęcia i relacje z krwawych zajść w państwach rządzonych przez różnych mniejszych i większych Kadafich. Powód jest inny, bardziej bolesny. Ludzie walczący na barykadach, wznoszący okrzyki w imię wolności, ginący za swoje przekonania zostaną… oszukani. Brutalnie i bez skrupułów. Po tym jak zrobią swoje, pogrzebią poległych i opłaczą zaginionych. Dziwnym trafem przywódcami rewolucji zostaną jacyś wiceministrowie spraw wewnętrznych, ambasadorzy porzucający w imię rewolucji placówkę w Paryżu czy Waszyngtonie albo jacyś szefowie prowincjonalnych posterunków policji. Nagle oni objawią się jako zbawcy dający nadzieję umęczonym narodom. MFW i Bank Światowy obiecają miliardy a dadzą miliony. Nowi władcy większość ukradną, resztę przeznaczą na wojsko i policję. Po podzieleniu koncesji na wydobycie ropy, gazu czy innego palladu, kraje te pogrążą się w chaosie i biedzie. Będzie tek samo jak przed rewolucją tylko, że gorzej.
Dlaczego tak to widzę?
Świat zachodu nie ma żadnego pojęcia co tak naprawdę się dzieje, i oczywiście robi najgłupsze rzeczy jakie możne zrobić. Do niedawna gdy w tamtych okolicach dochodziło do ruchawki, nawet jak nie wiedział Paryż, Waszyngton czy Londyn zawsze można było liczyć na Izrael tzn. Mossad czy inny Szin Bet. Teraz i oni okazali się pijanymi dziećmi we mgle. Każdy na własny rachunek pogrąża nadzieje zbuntowanych narodów dając im najgorsze co ma. Jedni użyczyli armii, oczywiście w ramach pomocy humanitarnej, pewnie dlatego, że nic tak nie łączy narodu jak obce wojska. Inni wysłali Wałęsę w głębokim przekonaniu że upaćkane kus-kusem brudasy potrzebują wskazania ichniejszego Michnika. Jeśli ktoś uważa że postawienie w jednym rzędzie niewydarzonej operacji wojskowej w Libii i Wałęsy to przesada, to myli się. Oba te zdarzenia wynikają z tego samego. Z pogardy, nieukrywanego poczucia wyższości a przede wszystkim strachu by te stada zarośniętych Beduinów nie zaczęły szukać miejsca do życia w naszej, dostatniej, rozleniwionej części świata. Ludziom w Egipcie, Tunezji czy Syrii o coś chodzi, a zachód ma do zaoferowania to co zawsze, perkal, paciorki, dobre słowo i AK-47, o przepraszam M-ileś tam. Te rewolucje są nieciekawe, bo nieciekawe jest patrzenie na kolejne zawiedzione nadzieje. Na następne niepotrzebne ofiary. I na kolejny zryw który zakończy się smutą i rozgoryczeniem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)