Nie jest odkrywczym stwierdzenie, że przegraliśmy. Boleśnie i nieodwołalnie. Porażka jest tym boleśniejsza, że przegraliśmy z ludźmi pokroju Tuska, Sikorskiego czy Palikota. Ludźmi rozpaczliwie płaskimi i nijakimi. Nasi współrodacy wybrali teflon, łaskotanie w stopki i na końcu kobietę z brodą. Daleki jestem od brechtowskiej utraty zaufania do narodu ale równie mi daleko do przyjmowania bez dyskusji tej właśnie „woli suwerena”.
Co się właściwie stało? W sferze formalnej zdecydowana większość narodu (70%) odrzuciła naszą wizję Polski i jej przyszłości – w pewnym sensie odrzucając też będącą jej fundamentem przeszłość. Zamiast Polski suwerennej opartej na swojej tradycji i kulturze wybrano zgodę na roztapianie się w postpolitycznej magmie małych i klientelistycznie nastawionych państw krążących niczym stada komarów wokół lamp pt. Niemcy czy Rosja. W sferze świadomości wybrano „postnowoczesność”, będącą prowincjonalną wersją wizji postępu którego celem jest zniszczenie tego co tradycyjne i swojskie. Będziemy więc mieli homoseksualne małżeństwa (?), zniknie pojecie mamy i taty, dzieci będą się uczyć o szczęśliwej rodzinie Roba, Toma i ich dziecka. Historia napisana zostanie od nowa, a hołd pruski i unię lubelską ujrzymy w wersji feministycznej lub granderowej. Odkrywanie Nowego Świata już na zawsze nasze dzieci będą kojarzyć z podstępnym, imperialnym i wstecznym działaniem watykańskiej mafii, a Karol Wielki zostanie zrównany z królem Ntare V Ndizeye. Nową religią stanie się lewacka poprawność polityczna.
Takiego wyboru dokonali Polacy.
Wskazywanie jako winnego medialnej nagonki trzech wielkich telewizji to droga donikąd. Skoro Polacy w to wierzą i się nie buntują to znaczy, że albo uznajemy ich za mało inteligentnych jak na nasz projekt i wtedy rzeczywiście poszukajmy sobie innego narodu albo uznajemy, że takiego wyboru dokonali i właśnie to jest ich wizja świata.
Każdy kto oglądał Lisa lub Gugałę widział kim są i co sobą reprezentują. Jeśli przy tej wiedzy wybrali ich wizję świata to znaczy, że i 50 „naszych”telewizji i 100 „naszych” gazet tego nie zmieni.
Polacy są inni niż w naszej wizji. Przekonanie, że wiara w silną, suwerenną „wyprostowaną” Polskę może przekonać większość upadło. To nie oko Saurona każe im głosować na PO, to my jesteśmy dla nich Orkami dybiącymi na ich spokojne Shire.
Przegraliśmy na własne życzenie, nie umiejąc przekonać większości. Nasz projekt został odrzucony, szukanie winnych poza nami samymi to zwykłe oszukiwanie się. Podobnie jak oczekiwanie na cios kryzysu i gospodarczy, finansowy kolaps. Jeśli szansy wypatrujemy w wyprowadzeniu ludzi na ulice to rzeczywiście zasłużyliśmy na klęskę.
Jedyną drogą do zwycięstwa jest cierpliwe budowanie instytucji i zaufania. Właśnie ten dzień jest dobry do tego by zacząć nasz „długi marsz”, ja ze swojej strony robię pierwszy krok, czyli zapisuje się do PIS, przynajmniej nikt mi nie zarzuci że robię to koniunkturalnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)