Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin
604
BLOG

W kinie. Filmy 2013. cz. 1

Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin Kultura Obserwuj notkę 18



Nie mam ambicji recenzowania widzianych ostatnio filmów ale podzielić się niezbyt co prawda głębokimi ale jednak przemyśleniami mogę. Od razu ostrzegam mogę zdradzać fabuły, demaskować zagadki i podawać dane mordercy (zawsze to kamerdyner), a ponieważ nie ma przymusu czytania to sami wiecie, ostrzegałem. 

Atlas chmur (Cloud Atlas)
Nie chwaląc się stwierdzam, że byłem chyba jednym z nielicznych widzów którzy nie tylko obejrzeli film ale także znali książkę na podstawie której powstał. Pojawiające się głosy, iż film jest chaotyczny i trudny do złożenia w całość wynika z faktu nieznajomości książki. Powieść Mitchella jest znacznie bardziej chaotyczna i pokręcona, a specyfika języka i ortografii użytej w tłumaczeniu utrudnia czytanie, krótko mówiąc książka jest słaba. Film braci Wachowskich jest jednym z nielicznych jakie znam który są bardziej czytelne i lepiej opowiedziane od swojego literackiego pierwowzoru. A to naprawdę niezłe osiągnięcie. Za to film jest znacznie bardziej niż powieść nadęty przez bełkot tłumaczący sens dzieła. Ponieważ filmy powstają głównie dla młodych, wykształconych z dużych miast więc wszystko musi być im wytłumaczone dużymi literami z kolorowymi obrazkami. Generalnie podobny jest do ambitnych opowiadań z pisma pt Strażnica.
Ocena: Jak nie musisz bo żona chce zobaczyć, poczekaj jak będzie w telewizji, zaoszczędzone pieniądze wydaj na pizzę.

Życie Pi (Life of Pi)
Fajny film, naprawdę. Gdyby nie 15 minut bredzenia o Bogu i tym jak ta cała opowieść ma nas do niego zbliżyć byłby naprawdę świetny. Na szczęście jeśli wyłączycie się w czasie filmu na ww. 15 minut cała reszta jest warta swojej ceny. Opowieść o biednym tygrysie walczącym z bezwzględnym drapieżnikiem na łodzi na środku oceanu jest plastyczna i po filmowemu piękna. Można oddać się całkowicie urodzie obrazu i lekkości opowieści wysnuwającej się niczym słowa z ust Buddy. Pytanie postawione na końcu czy to prawdziwa opowieść czy może tylko alegoria jest bez sensu. Każda interpretacja poza tą którą widzimy powoduje, że cała historia staje się nierealistyczna i nieciekawa.
Ocena: Zobaczyć, najlepiej w kinie, pominąć ględzenie o Bogu na początku i spotkanie z Japończykami na końcu. Dobrze wydane pieniądze.

Argo
Oczywiście nikt mi nie uwierzy, że typowałem Argo do Oskara za najlepszy film, ale cóż takie życie. Film w starym dobrym stylu, można sobie przypomnieć jak wyglądało kino gdy nie było skierowane do młodych, wykształconych z wielkich miast. Kawał prawdziwej filmowej opowieści z jajami. Człowiek z CIA (Affleck) ma wywieźć z Iranu Chomeiniego grupkę uciekinierów z zajętej amerykańskiej ambasady. Ukrywają się w rezydencji ambasadora Kanady. Affleck wymyśla więc kanadyjski film będący popłuczynami po Gwiezdnych Wojnach który ma być kręcony w Iranie. Jak ktoś nie lubi znać zakończenia niech nie czyta, że w końcu się udaje. Odlatują. Trochę drażnią Irańczycy którzy jak jeden mąż są brodatymi sadystami, ale cóż takie życie.
Ocena: Obejrzeć, koniecznie, żadnych wykrętów, wart każdej złotówki wydanej na bilet.

Django
Łatwo się pisze o Django, tarantinowskie klimaty, tarantinowski styl, tarantinowska masakra itd. Opowieść o niewolniku uwalnianym przez niemieckiego łowcę głów peregrynujacych po amerykańskim południu za znającą niemiecki niewolnicą nazywającą się Brunhilda von Schafft (żoną ww. uwolnionego niewolnika) wyjaśnia wszystko. W międzyczasie widowiskowo giną wszystkie złe charaktery. Potem mamy epicką tarantinowską masakrę i wywrotkę sztucznej krwi. Ogląda się to naprawdę fajnie. Nie tak jak Bękarty wojny które wysnuwały się z ekranu jak drut kolczasty z d…
Ocena: Do kina nie warto, poczekajmy na DVD i obejrzyjmy z kolegami przy piwie. Piwo pasuje do mówiących po niemiecku niewolników z południa o imieniu Brunhilda.

Wróg numer 1 (Zero Dark Thirty)
 Mroczna opowieść o polowaniu na Bin Ladena, kompletnie i całkowicie nieprawdziwa choć z dopiskiem, że oparta na prawdziwych wydarzeniach. Jeśli w amerykańskim filmie przekonują, że wytrwałością i odwagą wykazała się wyłącznie mikra ruda lesbijka to znaczy, że tak naprawdę sprawą zajmowało się dwustu agentów każdy o posturze małego King Konga. Najbardziej podobały mi się sceny z samej akcji i psychologiczna przewaga żołnierzy amerykańskich. Jak chcieli kogoś ukatrupić wystarczyło szeptać zza rogu „Achmed, Achmed”, ponieważ każdy w Pakistanie nazywa się Achmed, to co taki człowiek miał robić, ciekawość zwyciężała, Achmed wychylał się i po chwili miał dodatkowe otwory w ciele. 
Ocena: Nie warto, chyba że z DVD, bez kolegów, bo szkoda ich.

Lincoln
Doskonały produkcyjniak. I nie mówię tego złośliwie. Jeśli chcemy zrobić film dla młodzieży by zobaczyli człowieka którego mają bezwzględnie szanować i podziwiać to Lincoln jest jak wzór metra. Dokładnie odwrotnie niż europejskie produkcje w których każdy wielki musi być sprowadzony do pokracznego konusa, dłubiącego w nosie i zdradzającego żony i kochanki a w przerwie przy pomocy homoseksualnego prawnika dokonującego wielkich rzeczy choć tak naprawdę na to nie zasłużył.
Ocena: Warto, żeby zobaczyć jak się dba o swoje dziedzictwo. W domu, na bilet szkoda pieniędzy.

Niemożliwe (Lo imposible)
Rzecz dzieje się w Tajlandii, ona, on i trójka dzieci. Nadchodzi tsunami, rozdziela ją i jego, ona jest ranna, potem się spotykają i bardzo to przeżywają. Film nudny i przewidywalny. Wielka tragedia dziejąca się dookoła nic nas nie obchodzi, bo przecież się spotkali. Klapa i grzybnia. Emocji w filmie tyle co w panoramie firm.
Ocena: Nie warto, nigdzie. Strata pieniędzy i czasu.

W następnej notce:
Lot (Flight)
Dziennik pozytywnego myślenia(Silver Linings Playbook)
(Upside Down)
Słowa (The Words)
Hobbit i może coś jeszcze
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Kultura