„Nie róbmy polityki” brzmiało niegdyś hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej. Trzeba przyznać, że platformiani spece od PeeRu wykonali wtedy kawał dobrej roboty, wykorzystując fakt, iż przeciętny Polak za sprawą rządów tejże partii rzygał już „polityką”. Słowo to, zostało zatem sprowadzone do totalnego rynsztoka i wywołuje u większości polaków mdłości. Tym sposobem, wódz narodu i jego wierni słudzy w reżimowej telewizji, przyczynili się lub nawet doprowadzili do całkowitego zlaicyzowania społeczeństwa. Na czasie stało się „nieinteresowanie się” „polityką”, a szczyt oryginalności osiągać można było, afiszując się swoim totalnym brakiem zainteresowania, zaangażowania i używając do tego różnych wyszukanych słów, których niekiedy próżno szukać w słownikach języka polskiego.
Jak już zostało powiedziane wiele razy, przez ludzi, delikatnie mówiąc, mądrzejszych ode mnie, kluczem do jakiejś zmiany (jeżeli ktoś uważa rze jest nie potrzebna, to duży bul) w kontekście zaborów które mamy teraz lub które mieliśmy oficjalnie kiedyś, jest odczarowanie społeczeństwa i zainteresowanie go polityką, nie koniecznie tą pisaną w cudzysłowie, uprawianą na Wiejskiej, ale tą na którą można mieć realny wpływ w obrębie swojej wioski/osiedla/miasteczka.
W ostatnich dniach w sieci, zaobserwować można modę związaną z wyśmiewaniem Tuska i wszystkiego co związane z nim i jego „rządem”. Dodając do tego fakt, że telewizja dawno przestała być głównym medium przekazu na rzecz internetu, można powiedzieć, że jest olbrzymia szansa na odczarowanie słowa „polityka” i wyciągnięcie ludzi z ich głupawego przekonania, że nie muszą się interesować bo to syf. Wystarczy, w przystępny sposób, trochę łatwiejszy niż mega-zdania, z najnowszej książki Ziemkiewicza, przekazać ludziom, jej główny przekaz, mówiący, że interesowanie się polityką jest tylko i wyłącznie w ich interesie i jeśli tego nie zrozumieją, to „polityka” zajmie się nimi, a raczej ich portfelami i nie tylko (właściwie to już się zajęła).
Tempo z jakim Zachód, Wschód i w ogóle cały świat, mocarstwa, służby, agenci, masoni, iluminaci i inne trole narzucają nam filozofię samozniszczenia jest zatrważające. Dzień po dniu dowiadujemy się o nowych prawnych zboczeniach, wcielanych grzecznie w życie przez dupolizów w rządzie. Pozbyliśmy się własnej suwerenności w imię jakiegoś planu jakichś czarnych charakterów, chcących kontrolować wszystko i wszystkich, oraz w imię Tuska, który sprzedaje nas za posadę w UE. A ludzie, na wszelki wypadek mają to gdzieś, bo przecież nie mają czasu się interesować. Wolą pogrillować, a specjalistów od myślenia mają w telewizorze.
Polityka, kryjąca się pod tym słowem, lub pod jakimkolwiek innym musi stać się choć trochę modna. Bycie „na czasie”, posiadanie własnego zdania musi być wyznacznikiem „fajności”. Nie jest to, jak choćby dosłownie parę lat temu, problem braku dostępu do informacji społeczeństwa na skutek reżimowej telewizji. Teraz każdy ma dostęp. Pozostaje pokazanie ludziom, podstawienie im przed gęby ich własnego interesu, jakim jest Państwo, jako struktura, której są składnikami i od której są całkowicie zależni.


Komentarze
Pokaż komentarze