Przykro przyznać, ale Mistrzostwa zbliżają się do końca. I choć najciekawsze, z punktu widzenia emocji, mecze powinny się dopiero rozegrać, to patrząc na liczby, które zwykły nie kłamać, mamy za sobą już 56 meczów, a do końca, licząc razem z meczem pocieszenia o 3 miejsce, zostało ich tylko 10. Już za pare dni, trzeba będzie wrócić do szarej, piłkarskiej rzeczywistości, w której przynajmniej do września, próżno szukać będzie akcji i zagrań rodem z brazylijskiego mundialu. Ale nie ma co się załamywać. Przed nami jeszcze 10 emocjonujących spotkań, każde o konkretną stawkę, każde z pewnością z dużą ilością emocji. Czym jednak zajmować się może kibic, rozpieszczany od niemal miesiąca codziennymi meczami. Czym pocieszyć żądnych mundialowych emocji fanów piłki kopanej. Brazylijski turniej tak bardzo rozpieścił futbolowych pasjonatów, że już nawet piwo nie smakuje tak samo, kiedy na ekranie telewizora nie słychać charakterystycznego odgłosu piłkarskich trybun.
A przyznać trzeba, że było się czym zachwycać i trudno przyznać rację, komuś, kto na mundial narzeka. I choć nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, to chyba nawet najbardziej pesymistycznie nastawieni kibice, nie przypuszczają, że teraz będzie gorzej. Każdy szanujący się miłośnik futbolu, będzie patrzył na ćwierćfinały z nadzieją, że uraczy jeszcze więcej niż do tej pory. Argumentów za taką tezą mamy co najmniej 4. Pierwszy z nich to piątek – godzina 18 i potencjalnie najlepszy z ćwierćfinałów, w którym zmierzą się główni, w mojej ocenie, faworyci do ostatecznego tryumfu - Niemcy z piłkarzami Francji. I trzeba przyznać, że mimo iż mecz na papierze wydaje się być kandydatem do dreszczowca, to jednak jestem prawie pewny, że zwycięstwo, niekoniecznie bardzo trudne, odniosą Niemcy. Mimo problemów kadrowych ich skład jest o wiele silniejszy niż przeciwników. Poza tym, są niesamowicie głodni sukcesu, którego nie osiągnęli już od 1996 roku (w sumie Francja od 1998). I mimo że sercem będę za Francuzami, to jednak spodziewam się, że Brazylijczycy, po uprzednim pokonaniu Kolumbii (czy ktoś wyobraża sobie inny scenariusz) będą musiały w półfinale zmierzyć się naszymi zachodnimi sąsiadami. Kolejne ćwierćfinały, którymi delektować będziemy się dzień później, również nie powinny nikogo zanudzić, zwłaszcza, że choć na pierwszy rzut oka faworyci są bardziej wyraziści, wydaje się że może być tutaj sporo emocji. W spotkaniu Holendrów z Kostarykanami mogą być dwa scenariusze: rozochoceni Holendrzy rozjadą swoich rywali niczym w pierwszym meczu z Hiszpanią, lub będziemy mieli 0-0 i karne, w których nie podejmę się już prognoz. Holenderskim atutem w ewentualnym konkursie jedenastek będą zapewne świetni, dużo lepsi niż u rywali napastnicy. Za Amerykanami, przemawiać może doświadczenie nabyte już w meczu z Grecją. Ciekawiej jednak, moim zdaniem, a nawet arcyciekawiej może być w spotkaniu Argentyny z Belgią. Mimo, że bukmacherzy stawiają Europejczyków na straconej pozycji, lub przynajmniej nie dają ich wielkich szans, to jednak ja stawiam na nich w ciemno. Czyżby bratobójczy półfinał z 'derbami' Beneluxu ? Jak najbardziej tak, gdyż za Belgami przemawia wszystko począwszy od lepszego personalnie składu (tak, nie pomyliłem się – Belgia dysponuje teoretycznie silniejszym składem niż Argentyńczycy a nawet Holendrzy) a skończywszy na ich dotychczasowej grze w turnieju, która może nie olśniewała kibiców, ale była z pewnością lepsza, niż napędzana jednym Messim drużyna Argentyny. Jednym słowem, jeśli piłkarze z Ameryki Południowej nie zmienią taktyki, to w sobotę będziemy mieli mecz Messi-Belgia. I jeśli Ci drudzy od spotkania z USA zdążyli poustawiać swoje celowniki lepiej niż to miało miejsce w spotkaniu z Jankesami, to marny los czeka Argentyńczyków, a nas kibiców fantastyczny półfinał Holandia-Belgia, na który, muszę przyznać, mam sporą nadzieję. Tak więc już od jutra, zapinamy pasy i jedziemy dalej!




Komentarze
Pokaż komentarze (7)