JerubBaal JerubBaal
98
BLOG

Pokojowy Nobel również dla Putina

JerubBaal JerubBaal Polityka Obserwuj notkę 0

Pytania o przyszłość Ukrainy i środkowo-wschodniej Europy zaczynają spędzać sen z powiek już nie tylko politykom, ale także przeciętnym zjadaczom chleba i spijaczom wódki. Coraz częściej w autobusie i na ulicy daje się słyszeć, jak zaniepokojeni nieraz ludzie, wymieniają poglądy na temat sytuacji, jakiej jesteśmy świadkami za naszą wschodnią granicą i jej ewentualnemu wpływowi na naszą przyszłość. I jak to mamy w zwyczaju jako Polacy, nienawidzący według światowych mediów już nie tylko Żydów, ale także i Rosjan, nie mamy wątpliwości, że Putin prędzej czy później zaatakuje. I nie ważne czy teza ta pada z ust podchmielonych bezdomnych, czy da się ją słyszeć na korytarzu uniwersytetu, jest ona za każdym razem wypowiadana tak, jakby była pewnikiem, a ton głosu zdradza zazwyczaj niemoc głosiciela nadchodzącej wojny, ponieważ nie ma on żadnego wpływu na fakt zbliżającego się kataklizmu.

Skoro każdy, nie mając bladego pojęcia o sytuacji politycznej, wypowiada się w miejscach publicznych i w telewizji, to i ja mogę, ponieważ ja, przynajmniej oglądam czasem Fakty i wiem co się na świecie dzieje, nie ważne czy „wiedzę” tą, serwuje mi narkoman, gwałciciel, stręczyciel, kryminalista czy dziennikarz.

Tak więc, w dużym skrócie, nie byłbym taki pewny zamiarów prezydenta (czy premiera?) Rusi względem nas i naszych tzw. braci z Ukrainy, Gruzji czy Mongolii, która w sumie też może czuć się zagrożona ze względu na sąsiedztwo z Sowietami. Otóż fakt nr 1 jest taki, że towarzysz Putin dysponuje raczej dość silną, w porównaniu do państw Europy, zwłaszcza tych na wschód od Odry, armią. I nie bardzo wiem dlaczego chcąc zająć w jakimś niewiadomym celu całą Europę, albo jej kawałek, cacka się z Ukraińcami w Donbasie, zamiast rzucić tam całą swoją machinę wojenną i zajechać prawie pod Lublin w dwa tygodnie. Nie od dzisiaj wiadomo, że Ukraina nie jest w NATO i poza jakąś tam umową, którą parafował któryś z pijanych dyktatorów Rusi, w zamian za jakiś gospodarczy profit, nie ma żadnej przesłanki do tego, żeby ktokolwiek wstawiał się za Ukraińcami i bronił jej granic. Z resztą ciężko przypuszczać, żeby nawet ich obecność w NATO coś mogłaby zmienić na tym polu. Bo jak im Ameryka nie pomoże, to co? Będą się z nią sądzić w niezawisłym trybunale wszystkiego sprawiedliwego i honorowego w Hadze albo Mińsku? Faktem jest, nie od dzisiaj, że Rosja może z Ukrainą zrobić cokolwiek i nikt przy zdrowych zmysłach, nie będzie się o nią bił, jeśli nie jest Ukraińcem, a i ci raczej nie są zbyt rozentuzjazmowani zyskując  bilet w jedną stronę w okolicę Doniecka, w ramach poboru i w większości przypadków, wykupują sobie bilet w stronę przeciwną do UE, bez munduru i karabinu. I żadne sankcje ani pitolenie, że sprzedaliśmy jako Europa Ukrainę nie wiele da, ponieważ Ukraina to tak naprawdę prawie Rosja i w przeciwieństwie do nas, którzy przynajmniej na papierze uniezależniliśmy się od Ruskich po jajowatym stole, u nich zawsze rządzili politycy prorosyjscy, lub raczej ruscy agenci, szpiedzy, marionetki, niepotrzebne skreślić. Nasi wschodni sąsiedzi, niezależnie od tego co mówi Kaczyński, Kopacz, czy inni członkowie klubu miłości do Socjalizmu, to kraj, który na mapie sowieckich wpływów, skąpany był w całości w zaczerwienionym jej obszarze oznaczającym zasięg moskiewskich macek. I macki te pozostaną tam niezależnie od Majdanów i rewolucji pomarańczowych, tęczowych i wszystkich innych odcieni, bo tacy po prostu byli i są ludzie, którzy rządzą w największym państwie świata. Co raz podbili, tego nie oddadzą i chyba tylko raz, zdarzyło im się coś oddać i były to republiki radzieckie, które teraz Putin, jako rosyjski mąż stanu, zgodnie z Rosyjską racją stanu, zobligowany jest dla Rosji odzyskać. I właśnie o to i tylko o to w moim przekonaniu temu człowiekowi chodzi. Majdany i inne awantury wywoływane przez służby niemieckie i amerykańskie, mające na celu kradzież Putionowi jego wpływów na Ukrainie, doprowadziły do tego co dzieje się teraz kilkaset kilometrów od Warszawy. I te same służby, a raczej ich mocodawcy, mają, według mnie, większy interes w rozpętaniu wojny niż Władimir Władimirowicz. Każdy Europejski kraj zarobi krocie, na sprzedanej Ukraińcom, Litwinom, Estończykom, Łotyszom i niestety również Polakom broni w przypadku wybuchu wojny. Nie dziwi więc, że już teraz amerykańscy głosiciele pokoju i ładu na świecie, chcą wysłać karabiny Ukraińcom, nawet za tak zwane friko, wiedząc, że wywoła to wojnę i napędzi przemysł zbrojeniowy krajom rozwiniętym. Patrząc w ten sposób na tą sprawę, trudno się więc dziwić ich parciu do wojny, mimo, że w mediach, którymi rządzą, tak bardzo podkreślają, złą, imperialistyczną politykę cara Rosji.

Nie dajmy się zatem omamić. Wina kryzysu nie leży tylko po jednej stronie i stronie tej nie koniecznie na wojnie musi zależeć, mimo, że Nobla nie dostał Putin tylko jego słaby konkurent, który chętnie rozpęta "pokój" w naszej części Europy, jeśli tylko finansjera, która rządzi większością świata zza kulis tak mu rozkaże.

JerubBaal
O mnie JerubBaal

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka