11 obserwujących
110 notek
83k odsłony
  246   1

Niemcy chorobliwie zafiksowani na polskiej demokracji przegapili kiedy utracili swoją

A jeszcze zaledwie kilka dni temu podczas Rady Miasta Gdańsk, na którą został zaproszony prezydent parlamentu Bremy Frank Imhoff podczas swojego przemówienia grzmiał: "Z punktu widzenia demokraty, prezydenta regionalnego parlamentu, lekceważenie europejskich wartości przez polski rząd jest niesamowicie niebezpieczne". W swoim wystąpieniu zamiast skupić się na współpracy obu miast, zajął się krytykowaniem polskiego rządu. Na wystąpienie Niemca zareagowali gdańscy radni Prawa i Sprawiedliwości:
"Skandaliczna wypowiedź prezydenta Parlamentu Bremy Franka Imhoffa podczas sesji Rady Miasta Gdasńsk pouczającego polski rząd...Jako potomek niemieckich katów w takim mieście jak Gdańsk powinien  uszanować historię i nie pouczać innych państw, które takich plam w swojej historii nie mają."

To tylko jeden z wielu przykładów niemieckiej "troski" o nas i naszą demokrację. Chcieliby najchętniej na czele polskiego rządu usadowić po raz kolejny znanego "demokratę", którego niedawno zesłali nam tu z Brukseli, aby było tak , jak było, a jak było wszyscy jeszcze pamiętamy, dlatego ten niemiecki kandydat, mimo że wychodzi ze skóry, a raczej zmienia ją, jak kameleon, nie ma szans na powtórny awans. Niemieccy donatorzy niecierpliwią się coraz bardziej i coraz bardziej bezczelnie próbują na siłę i wbrew woli Polaków go tam wepchnąć.

Jak bardzo Niemcy skupili się na naszej (i węgierskiej) demokracji i jak bardzo przez to zaniedbali swoją własną świadczą ostanie wybory, które odbyły się tydzień temu. W „Der Tagesspiegel” opublikowano tekst dotyczący wyborów parlamentarnych w Niemczech, w którym podkreślono, że wyniki wyborów nie zgadzają się w co najmniej 16 berlińskich okręgach wyborczych! Chodzi o frekwencję przekraczającą 100 proc. W niektórych okręgach wyniosła ona 150 proc.! Takimi wynikami nie może się co prawda poszczycić nawet inny słynny europejski demokrata Putin, z którym Niemcy ostatnio tak się zżyły, ale jak widać wzorce były zaczerpnięte bezpośrednio stamtąd.

W kontekście chaosu wyborczego w Niemczech warto zwrócić uwagę na krytykę, jaka spada ze strony instytucji UE na Polskę i Węgry w związku z rzekomo zagrożoną demokracją w tych krajach. Zwrócił na to uwagę w swoim wpisie na Twitterze belgijski historyk prof. David Engels. "W niektórych dzielnicach Berlina w niedzielnych wyborach oddano 150 proc. głosów. Ale jasne: demokracja jest zagrożona w Polsce i na Węgrzech, oczywiście…" — napisał na Twitterze prof. David Engels. Czy po tym skandalu do samych Niemców w końcu dotrze, że w kwestii demokracji w innych krajach są robieni w przysłowiowego konia przez swoich przywódców i zmuszą ich, aby zajęli się w końcu bardziej swoim krajem i narodem?

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka