"Musimy pielęgnować swoją kulturę, musimy pamiętać o swojej historii, musimy pamiętać o swojej tożsamości. Tożsamości ciekawej, niepowtarzalnej, na który złożyły się nasze skomplikowane dzieje"
Lech Kaczyński
W zeszłym tygodniu na pierwszej stronie Gazety Wyborczej pojawił się artykuł dotyczący działań Instytutu Pamięci Narodowej. Jak można się było spodziewać, nie wystawiono w nim pozytywnej oceny tej organizacji. Jedną z „największych zbrodni” okazało się wydanie 500 tysięcy złotych na sprawę rozwikłania śmierci generała Sikorskiego. Zajmował się nią katowicki oddział Instytutu. Zanim postaram się wykazać absurdalność tego typu oskarżeń, chciałbym opowiedzieć o mojej historii w IPN-ie.
W ramach pięcioletnich studiów prawniczych na Wydziale Prawa i Administracji Uś mamy obowiązek odbycia co najmniej trzy tygodniowych praktyk w jednej z instytucji zajmujących się stosowaniem, wykładnią czy tworzeniem prawa. Postanowiłem spróbować dostać się na nie właśnie do katowickiego oddziału IPN, a dokładnie do tamtejszej Komisji do Spraw Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Udało się bez problemu i we wrześniu rozpocząłem swoją pierwszą „prawniczą przygodę”.
Sam na początku nie wiedziałem , jak potoczą się losy moich praktyk. Słyszałem opowieści od starszych adeptów prawa o wielce poważnych zadaniach, jakie wykonywali w czasie swoich praktyk: kserowanie , przenoszenie, spinanie akt, parzenie kawy. Nie brakowało jednak też osób, które miały możliwość nauczyć się w tym czasie sporo pożytecznych rzeczy chociażby formułując pierwsze pisma procesowe. Okazało się, że znalazłem się w drugiej grupie.
Dzień mojej pracy zaczynałem tak jak pracownicy Komisji około w pół do ósmej rano. Pierwszego dnia bardzo się denerwowałem. Nie wiedziałem, co” czai się” w czeluściach komisji. Pomimo swoich obaw zostałem bardzo życzliwie przyjęty przez tamtejszą panią naczelnik oraz pozostałych pracowników Komisji. Ale… od razu dostałem swoje pierwsze zadanie. Otrzymałem akta sprawy dotyczącej morderstwa sprzed prawie siedemdziesięciu lat. Miałem przygotować wzór notatki urzędowej na jej temat. W niewielkiej miejscowości niemieccy żandarmi zamordowali całą żydowską pięcioosobową rodzinę. Znałem problem holokaustu z czytanych książek , oglądanych filmów i z zetknięciem się z obozami koncentracyjnymi. Jednak gdy zapoznawałem się z tymi materiałami , a zwłaszcza z zeznaniami świadków tamtych wydarzeń, musiałem w pewnym sensie stanąć twarzą w twarz z żywym człowiekiem, z tragedią pojedynczego człowieka. Zrozumiałem wtedy jeszcze lepiej, jakie ogromne zło zostało wyrządzone w konkretnym czasie , w konkretnym miejscu przez konkretnych ludzi. Z drugiej strony poczułem się w pewnym sensie potrzebny, potrzebny tym ofiarom tamtych zbrodni. Poznając ich los w pewnym sensie chroniłem pamięć o tamtych wydarzeniach. Z zewnątrz może wydawać się to absurdalne. Ważniejsze, owocniejsze są przecież sprawy bieżące. To jednak tylko pozory. Czy nie jesteśmy w pewnym sensie winni coś ofiarom tamtych zbrodni? Czy powinniśmy zamknąć wiedzę na temat strasznych wydarzeń tylko w martwych statystykach, ogólnych naukowych opracowaniach? Czy próbując dojść do prawdy o pewnych wydarzeniach i wskazania winnych ,nie realizujemy po prostu idei sprawiedliwości? Moim zdaniem odpowiedź na te wszystkie pytania jest twierdząca. Nie sposób również „wycenić” kosztów realizacji wymienionych zadań. Nie można przedkładać na nie chociażby rozwoju infrastruktury sportowej i promocji międzynarodowych imprez piłkarskich. Ocalenie pamięci o ludziach, których dotknęła krzywda, to jedno z najważniejszych zadań z społeczeństwa. Trudno nie odnieść się w tym miejscu do tytułu ostatniej książki Jana Pawła II – „Pamięć i tożsamość” . Jedne pojęcie bardzo ściśle wiąże się z drugim , wzajemnie z siebie wynikają i przekazują nam pełny obraz narodu i społeczeństwa. To one są jego podstawowym budulcem . Zapominając o pewnych wydarzeniach, będziemy tracić również tożsamość.
Podczas wspomnianych praktyk zajmowałem się jeszcze innymi sprawami. Opisywałem teczki z materiałami dotyczącymi hitlerowskich sędziów i prokuratorów, sporządzałem notatki dotyczące prześladowań UB wobec różnych osób, starałem się tworzyć listy ofiar obozów pracy. Czasami te zajęcia stawały się żmudne i monotonne. Jednak nigdy nie miałem wrażenia, że były niepotrzebne. Bardzo cieszę się, że mogłem brać udział w tych praktykach. Teraz pracuję tam jeszcze co piątek jako wolontariusz. Ciągle uczę się nowych rzeczy . Zachęcam do odbycia tam praktyk.
Dążenie do prawdy powinno być tylko ograniczone poszanowaniem godności człowieka. Nikt nie ma prawa wyznaczać jej maksymalnych kosztów. Zwłaszcza gdy dotyczy ona tych, którzy zapłacili za nie najwyższą cenę – życie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)