3 obserwujących
28 notek
44k odsłony
1705 odsłon

Kryzys migracyjny a polska polityka wobec UE

Wykop Skomentuj9

Medialna histeria, jaka rozpętała się w Polsce wokół kryzysu migracyjnego sprowadza problem uchodźców do dwóch skrajnych stanowisk, które Paweł Dobrowolski celnie okreslił jako alternatywę pomiędzy „żadnych kolorowych islamistów” a „mamy obowiązek pomagać, bo to europejskie” (w domysle: wszystkim, jak leci).

Paradoks polega na tym, że obydwa te stanowiska oparte są na dwóch - zasadniczo błędnych - założeniach. Tak zwolennicy, jak i przeciwnicy przyjmowania uchodźców milcząco przyjmują bowiem, że:

1. Cudzoziemcy masowo pragną się w Polsce osiedlić.

2. Możliwa jest polityka imigracyjna (właściwie: anty-imigracyjna), polegająca na skutecznym zablokowaniu możliwości osiedlania się w Polsce cudzoziemców z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Subsaharyjskiej (przy czym jedna strona sporu takiej polityce gorąco się sprzeciwia, a druga domaga się wdrożenia takiej polityki). Taka polityka nie jest możliwa, co wyjaśniam poniżej.

Póki co, cała migracyjna fala kieruje się do bogatych krajów Zachodu, a nie do ubogich, unijnych peryferii. Tym samym zwolennicy "stanowiska humanitarnego" domagają się przyjmowania ludzi, którzy wcale nie chcą do Polski trafić, a "ksenofoby" chca zamykać granice, których na razie nikt nie napastuje. I choć ta walka z fantomami może wydawać sie zabawna, to przesłania ona całkowicie realne wyzwania, które stawia przed Polską obecna sytuacja.

Okoliczność, że w tej chwili problemu imigracji nie mamy, nie oznacza że nie będziemy mieć go w przyszłości. W miarę wzrostu zamożności, Polska będzie stawać się atrakcyjnym krajem docelowym dla migracji wszelkiego rodzaju i w tym kontekście należy dokonac oceny prawdziwości założenia nr 2: czy kiedy w Polsce migranci zaczną pojawiać się na dużą skalę, to możliwe będzie rozwiązanie problemu poprzez blokadę granic? Moim zdaniem nie, ponieważ taka polityka (na wzór australijski) musiałaby zostać wprowadzona przez całą Unię Europejską, a państwa mające decydujący wpływ na politykę UE zwyczajnie tego nie chcą. Dlaczego - to możemy pozostawić poza zakresem tego tekstu, póki co trzeba spojrzeć na fakty i jasno zdać sobie sprawę, że tak długo jak Francja i Niemcy są gotowe przyjmować imigrantów, tak długo nie będzie w Europie wspólnej polityki uszczelniania granic. A ponieważ UE to m. in. Strefa Schengen, czyli swobodny przepływ osób, to nalezy liczyć się z tym, że uchodźcy/imigranci przenikający do któregkolwiek kraju UE będą mogli docierać do Polski - o ile tylko stanie się dla nich atrakcyjna. Tym samym, jeżeli Polska chce zachować kontrolę nad przyszłąimigracją, nie powinna się łudzić, że może ją zablokować. Pytanie nie brzmi "czy przyjmować" lecz "jak przyjmować", bo przyjmować - prędzej czy później - będziemy, chyba że a) UE jako calość zmieni swoje podejście do imigracji lub b) my wyjdziemy z UE. Obydwie możliwości są na tyle mało prawdopodobne, że nie można na nich budować realistycznych scenariuszy politycznych.

I w tym kontekście należy spojrzeć na obecny kryzys migracyjny. O ile bowiem nie dotyka on nas bezpośrednio, to dotkną nas jego długofalowe skutki. A do tych skutków w pierwszym rzędzie należeć będą nowe zasady regulujące przyjmowanie i przepływ imigrantów w Europie, do tworzenia których Unia - zmotywowana skalą i przebiegiem obecnego kryzysu - właśnie przystępuje. Trzeba pamiętać, że akty prawa unijnego w zakresie kontroli granicznej, azylu i imigracji (art. 77-80 TUE)  tworzone są w większości w ramach zwykłej procedury ustawodawczej. A to oznacza, że wpływ Polski na treść tych rozwiązań będzie bardzo ograniczony, o ile nie uda jej się zbudować szerokiej koalicji państw, popierającej polskie koncepcje. Bez takiej koalicji rozwiązania przyjęte przez inne państwa zostaną nam zwyczajnie narzucone. Pojawiają się w związku z tym trzy pytania:

- czy mamy kandydatów do takiej koalicji?

- czy mamy koncepcję rozwiązań, które chcielibyśmy forsować?

- jaki mamy potencjał negocjacyjny?

W sprawie kwot podziału uchodźców utworzyła sie ad hoc koalicja państw tzw. Grupy Wyszehradzkiej. W obowiązującym od listopada ub. r. lizbońskim systemie głosowania w Radzie UE (system podwójnej większości) grupa ta nie stanowi mniejszości blokującej. Innymi słowy - nic nie zdzialamy w sojuszu z Wegrami, Czechami i Słowacją, nawet gdybyśmy mieli jakąś wspólną koncepcję. A takiej - poza doraźnym sprzeciwem wobec kwot - nie mamy. Stanowisko polskie to w gruncie rzeczy kurczowe trzymanie się dotychczasowego systemu, opartego na Rozporządzeniu Dublińskim i na przekonaniu, że skoro problem nie dotyczył nas do tej pory, to najlepiej nic nie zmieniać (Dublin II i III w praktyce działały w ten sposób, że wniosek o status uchodźcy rozpoznawano tam, gdzie został on złożony, a ponieważ w Polsce wniosków tych było mało, to Polski niewiele to wszystko obchodziło). Jest to stanowisko tragicznie krótkowzroczne gdyż a) zmiany prawne właśnie sie zaczynają i nasz sprzeciw ich nie powstrzyma b) problem nas nie dotyczył, ale w przyszłości będzie nas dotyczyć jak najbardziej.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale