jlv2 jlv2
81
BLOG

Diabli mnie biorą, jak czytam Foltyna. To krótko o socjaliźmie.,

jlv2 jlv2 Polityka Obserwuj notkę 11
Tak się składa, że mamy dziś w Europie socjalizm. Przy okazji wyjaśniam, że JLV2 to ta sama osoba, co widoczny czasami JLV1. Ale dopiero zmiana nicku dała mi możliwość założenia bloga. Trudno.
---
Ad rem. Wydawać by się mogło, że socjalizm to wymysł np. XIX wieku. Nic bardziej głupiego. Socjalizmu już próbowali inni i to wielokrotnie. Podobnie z demokracją. Skutki zawsze były takie same. Istnieje ileś tam defincji socjalizmu, lepszych, gorszych. Ja uznaję jedną: socjalizm to dowolna forma rządów, która zakłada, że państwo wie lepiej od obywatela, na co ma wydawać pieniądze. Analogicznie: demokracja to ustrój, gdzie większość zdefiniowana arbitralnie decyduje o wszystkich wbrew ich woli. Tu jest istotne słowo arbitralnie.
Zacznijmy od socjalizmu. Co najmniej trzy państwa w historii go zastosowały. Był to Egipt faraonów tzw. Starego Państwa, mykeńskie państwa greckie (znane z Iliady i Odysei), no i oczywiście, Rzym. Egiptu szczegółowo rozwijać nie chcę, mam za małą wiedzę. Ale fundowanie piramid (czyli w sumie zbędnego wysiłku państwa z gospodarczego punktu widzenia) doprowadziło do upadku Starego Państwa. Choć tak się starało o rzemieślników i wykonawców. Para poszła w gwizdek, ale nie w kotły.

Jak wykopano tabliczki z czasów mykeńskich (Iliada i Odysea), i rozszyfrowano je, okazało się, że palcach jednej ręki trędowatego zresztą, można by tam znaleźć np. utwory poetyckie. To była buchalteria. Ten a ten dostał tyle a tyle ziemi, za co ma płacić tyle, a tyle.  W miarę, jak wykopywano kolejne zaczął się robić obraz biurokracji w stylu unijnym. Rejestrujemy wszystko, notujemy wszystko. A potem się archeologowie dziwili, jak tacy dzicy Dorowie zdobyli wręcz cyklopie mury Myken. Zdobyli, bo mieszkańcy chcieli każdego innego, byle nie tą cholerną biurokrację (=socjalizm). Żadna twierdza się nie utrzyma, gdy nie ma woli obrońców do obrony. A co zyskiwaliby mieszkańcy? Dalsze liczenie każdej kury? Może najeźdźcy będą normalniejsi. I okazało się, że byli.

Rzym to już wręcz klasyczny przykład. Po drugie nam bliższy czasowo i mentalnościowo, więc jest skala porównawcza lepsza do naszych czasów. Co to była Republika Rzymska. Trochę dziwne państwo. Zasadniczo samo nikogo specjalnie nie atakowało. Za to, jak już zostało zaatakowane, to nie popuściło, aż z wrogiem nie zrobiło porządku. O bardzo prostym i oczywistym systemie podatkowym. Płaciło się (jak w większości ówczesnych krajów) pogłówne. Ode łba. Męskiego, rzecz jasna. Do tego dochodziły podatki specjalne, wprowadzane już później (a to od zakupu niewolnika, a to od zakupu nieruchomości, jeszcze parę takich). Bywały też podatki nadzwyczajne w przypadku nadzwyczajnych potrzeb państwa. Jakoś im starczało na utrzymanie administracji i armii. Rzym mało anektował, raczej wolał tworzyć sprzymierzeńców. Głupio tego nie robił, bo "poziomki" były nielegalne. To znaczy, że Rzym miał od diabła sprzymierzeńców, ale sprzymierzony miał tylko jednego sojusznika: Rzym. Niechby jeden z drugim sprzymierzeniec zawarł sojusz między sobą. Kontrakcja Rzymu pewna i to zaraz. A Rzymianie nie na darmo mieli dwa tryby podboju: pierwszy: uznajcie naszą władzę, a weźmiemy tyle tylko, ile musimy, reszta wasza i się rządcie sami. Tryb drugi (symbolizowany świątynią Marsa Ultora (Mściciela)): źle wam było przedtem? To teraz skopiemy wam tyłki i zobaczycie, jak na tym wyjdziecie. Buntów Rzym nie przebaczał. Od razu wzrost podatków. Popatrzmy, ile współczesnych państw przetrwałoby najazd na swój teren obcej armii, która przez ileś lat wygrywa wszystkie bitwy? A to zrobił Hannibal. Ani jednej bitwy na terenie Italii nie przegrał, ale przegrał wojnę. Mało tego, Hannibal dokonał cudu taktycznego. W bitwie pod Kannami słabsza liczebnie armia kartagińska zamknęła w kotle o wiele silniejszą armię rzymską i ją po prostu zniszczyła. Nikt potem tej sztuczki nie powtórzył (dlatego do dziś w każdej uczelni wojskowej uczą się o tej bitwie). Dlaczego? Bo tam było państwo, które pozwalało się obywatelom rządzić samo, swoimi pieniędzmi. Niestety, potem zaczęło być coraz gorzej. Zaczął się socjalizm. Na początku spokojnie: dać weteranom ziemię. Niby dobrze. Będzie weteran siedział, założy rodzinę, będzie miał dzieci, będą kolejni obywatele i żołnierze. Błąd był w założeniu: państwo ma dać. A skoro weteran dostał, a nie zarobił, to mu zwisało: zaraz potem sprzedał i przeniósł się do Rzymu. Zacznijmy od tego, że populiści twierdzili, że tym masom "należy dać", bo przecież coś musża z sobą zrobić. Miłe złego początki. Na początek to było kilkanaście, potem kilkadziesiąt, a już w roku 58 p.n.e. to było jakieś 150-200 tyś. obywateli, którzy dostawali od państwa po 33 kg zboża (w naszych miarach) na łeba płci męskiej. W praktyce, załapując się na to, można było nieźle żyć. 33 kg zboża to to tak 20 kg mąki uwzględniając straty i inne. Fakt, kobiety i dzieci nie dostawały, ale zawsze. Coś tam chłop dorobił i rodzinę wyżywił. Bo przecież się należy. A jak się należy, to chętnych przybywało. Za Augista to już było 320 tysięcy ludzi. Po co zasuwać na roli i się martwić, jak w Rzymie dają za darmo? To wychodziło razem w setkę tysięcy ton zboża rocznie. Trzeba to było przywieźć, rozdystrybuować, dostarczyć. Zaczęła rosnąć ilość urzędów ku temu celowi przeznaczona. Już za Augusta te koszty to były 15% budżetu państwa i dalej rosły. Socjalizm szedł do przodu. Po "epoce 5 dobrych cesarzy" zmieniono zasady. Zamiast zboża, rozdawano chleb. A więc przedtem musiał taki jeden z drugim sam zmielić i wypiec, teraz przyszedł na gotowoe. Aby nie było źle, szło dalej. Taki Septimiusz Sewer rozdawał jeszcze oliwę, a nawet wino. Zjeść mieli co, wypić też - po co pracować? Plaga się rozszerzała, bo i Aleksandria coś takiego wprowadziła, i Bizancjum (wtedy jeszcze nie Konstantynopol), Antiochia też nie była w tyle. Coraz więcej biorców. Ale skąd brać dawców. Skądś się na to forsa musiała wziąć. W II wieku i przedtem bywało w wielu miastach rzymskich, że zamożny obywatel fundował współmieszkańcom np. 2 tygodnie darmowej łaźni (sam wykupił). Oczywiście stał tam właściwy napis informujący, komuż to taką fuchę obywatele zawdzięczają. Dla niegramotnych stał tam niewolnik odczytujący zasługi w tej kwestii swego pana. Nazywało się to liturgia. Bogaci mogli sobie na to pozwolić. Podatki pogłówne, od nieruchomości i trochę jednorazowych ich nie dobijały. A tak po takim manewrze może się do rady miasta mógł dostać w głosowaniu? Oczywiście, to nie tylko łaźnie, to także igrzyska, biblioteki, szkoły - różnie bywało. Potem poszło: powstał za Kokcejusza Nervy specjalny fundusz udzielający pożyczek rolnikom nie na 12% cen rynkowych, ale na 5%. Łatwo się domyślić, czym się to skończyło. Cesarze, chcąc na to wszystko nastarczyć, zamiast tą bandę nierobów ukrzyżować, podnosili podatki. Jeden tu, drugi tam. Denar rzymski, dawniej był cały ze złota. Neron zmniejszył zawartość złota do 90%. Niby nie dużo, ale zawsze. I potem poszło. Trajan obniżył do 85%, Marek Aurelisz do 75%, Septimiusz Sewer do 50%.  W III wieku było to tylko 5% złota, zaś za Klaudiusza II tylko 2% złota. Skutek: upadek systemu monetarnegio. W III wieku inflacja osiągnęła 15000%. W II wieku zboże sprowadzano za 7 drachm, za Klaudiusza II to było 120 tyś. drachm. W przełomie III i IV wieku roczna inflacja to było ok. 20%. Skończyło się tym, co się skońcyć musiało. Najpierw państwo dawne liturgie dobrowolne zamieniło na obowiązkowe, nie patrząc na to, czy ktoś ma z czego zapłacić. Potem ludność widząc niską wartość pieniądza przeszła na wymianę barterową (towar za towar). Ale socjalizm szedł dalej. Dioklecjan wprowadził ustawę o cenach maksymalnych i stało się to, co widzieliśmy w PRL. Zero towarów w sklepach, wszystko u premytników. Jeszcze dołożył płace minimalne. Potem poszło z górki: przypisanie ludzi do zawodów (jak kto był cieślą, to jego syn też musiał być cieślą), Nad tym wszystkim siedziała armia urzędników (kilkukrotnie liczniejsza, niż legiony). Dobrze płatnych i wpierniczających się we wszystko. Na tą kastę szło ponad 25% wydatków cesarstwa za dominatu. Łapówki na poziomie dziennym. Bo po drodze cesarze zafundowali bezpłatne szkolenie, wyzwolenie niewolników i wiele innych socjałów. Skończyło się, jak się skończyć musialo. Zachodnie cesarstwo padło chyba w 476 roku. Zaś wschodnie tak na prawdę niewielie później, bo i co zostało ze zdobyczy Justyniania w roku 1000? Biuroracja i socjalizm wygrał. Niszcząc oba państw.
----
Demokrację zostawię sobie na drugi odciniek.
jlv2
O mnie jlv2

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka