jlv2 jlv2
114
BLOG

O demokracji w Atenach

jlv2 jlv2 Polityka Obserwuj notkę 4

Jak wiadomo, w Atenach dorobili się demokracji. Najpierw takiej, że decydowali ci, co mieli pieniądze, nie bez słuszności, bo skoro mają pieniądze, a skutek decyzji spowoduje, że będą musieli je wydać, to i niech decydują ci, co je faktycznie będą musieli wydać.
Tak Ateny zbudowały Związek Morski. Takie starożytne UE. Sprowadzało się to do tego, że państwa członkowskie musiały wpłacać kasę do tego ich związku, w zamian za co dostawały (lub nie) coś od niego. Idea demokracji padła już wtedy, gdy doszło do buntu miast jońskich w Imperium Perskim. Choć powstańcy nawet Sardes (stolica satrapii) zdobyli, to Ateny z realną pomocą się nie ruszyły, choć były świadome, że Persowie spróbują odzyskać stracone ziemie. No i nie tylko spróbowali, ale i odzyskali.
Pomysł, że decydują ci, co mają pieniądze uznano za głupi, więc wprowadzono jeszcze głupszy. Decydują wszyscy. Wszyscy, to znaczy obywatele Aten (i Attyki). Praw głosu metojkowie (czyli ludność napływowa, żyjąca w Attyce nieraz od pokoleń i płacąca ciężkie podatki) nie mieli.
Siłą rzeczy do głosu doszli demagodzy, którzy "tłumaczyli" ludziom, o co chodzi. Bo i skąd jakiś chłop podateński miał znać szczegóły wielkiej polityki? Tylko jedno pokolenie starczyło, by demagodzy zniszczyli państwo. Działało to nieźle, póki nie było wyraźnego przeciwnika. A ten się znalazł. Był nim Filip II Macedoński. Gość, który za cenę utrzymania się przy władzy musiał sporą część Macedonii oddać po prostu innym. Oddał, bo jak wiadomo, i Herkules d*pa, kiedy ludzi kupa. Tyle, że tymczasowo. Sformował armię w oparciu o bitne chłopstwo macedońskie, tzw. pedzetajrowie (dosł. piesi towarzysze króla). Filip miał w ogóle dużo pomysłów militarnych, ale też miał takiego, co je realizował i wdrażał z żelazną konsekwencją. Był to Parmenion. Był i drugi, Antypater. Do tego ponoć sam Filip specjalnie jeździł, byle zechciał mu służyć. Antypater się zgodził, a lojalności na sprzedaż nie miał. I był straszny jako swoisty "ochroniasz" czy szef "służb" na jego dworze. Słynął z okrucieństwa i <B>bezwzględnego</B> wykonywania rozkazów. Był taki przypadek, że po bitwie z Focyjczykami Filip kazał wszystkich jeńców (młodzież focyjska) utopić na cześć Posejdona. Rozkaz Antypater spełnił. Był jeden, co mimo, że związany, podtapiany bosakami jakoś wypływał. Już marynarze floty macedońskiej głośno mówili, by go zostawić w spokoju, bo widać miły Posejdonowi i przestali go topić. Antypater po prostu wziął łuk od jakiegoś żołnierza i posłał nieszczęsnemu strzałę w plecy. Rozkazy zwykł wykonywać <B>dokładnie</B>. Mając takich ludzi i będąc dobrym wodzem Filip najpierw zajął się odzyskaniem tego, co musiał dać, by utrzymać władzę, ale bynajmniej na tym nie poprzestał. I Związek Morski okazał się niczym. Zanim demokraci w Atenach się nagadali, to okazywało się, że miasto związkowe zostało przez Filipa zdobyte, choć Ateny winny udzielić pomocy. Filip stosował prostą taktykę: jak mu się miasto poddało, to tylko zmieniało zwierzchnika. Jak próbowało się bronić, było równane z ziemią. Ponieważ doświadczalnie się okazało, że na pomoc Związku nie ma co liczyć (demokraci musieli się nagadać), to za niedługo starczyło, że pojawiła się armia Filipa, by miasto się poddawało.
W końcu demokraci w Atenach się połapali, do czego to zmierza, zmontowali wielki sojusz i wydali Filipowi bitwę pod Cheroneą. Filip im po prostu skopał tyłki (na falangę macedońską dopiero Rzymianie znaleźli pomysł), choć to łatwo nie przyszło. Dumni demagodzy uciekali, aż się kurzyło, zaś Demostenes (zwany też Żmiją, z powodu jadowitych przemówień) musiał wysłuchać:
<I>
Niech się tam jakiś Sajan piękną tarczą chwali,
Com ją w krzakach porzucił, gdyśmy uciekali.
Co mi tam - milsze życie. Jedną tu zostawię,
Za złoto drugą piękniejszą sobie wnet sprawię
</I> Podziękowanie za przekład dla Parandowskiego.
Demostenes to zresztą niezły magik. Dostał publicznie w pysk od bodajże Marchiasa (bogacz ateński). Sprawa oczywiście wygrana, za dużo świadków. Dostał w łapę, odpuścił. Taki niezłomny. Jak to demokrata.
Filip mógł zdobyć Ateny. Odpuścił. Chciał mieć Ateny za sobą, jako centrum kultury. Demokraci robili, co mogli, by mu zrobić na złość. Sami uchwalili posągi dla Filipa. Tylko go zabito, w te pędy je zburzyli. Niestety, po Filipie nastał drugi, nie gorszy, a chyba lepszy: Aleksander Macedoński. Ten piorunem uspokoił północnych sąsiadów Macedonii. Potem uderzył na Teby. Starczył jeden szturm pod wodzą Perdikkasa, by Teby padły. Aleksander chciał rzucić postrach na Helladę i to zrobił. Teby zostały zburzone za wyjątkiem świątyń bogów i domu poety Pindara, którego Aleksander cenił. Na Ateny i demokratów padł strach. Ale i Aleksander nie chciał niszczyć Aten. Skończyło się na przystąpieniu Aten do wyprawy na Azję i deklaracji ukarania podżegaczy wojennych. Do tego drugiego rzecz jasna demokraci nie dopuścili (swoich będą karać?). Aleksander ruszył na Azję. Wielkorządcą Macedonii zostawił Antypatra. Ten miał cieńkie poczucie humoru. Zagroził Atenom wojną, jak dalej nie wywiążą się ze zobowiązań i nie poślą floty. Dodał tylko, że jak go zmuszą do wojny, to nie pozostawi w Atenach całych nawet świątyń. Jakoś pohamował go Fokion, strateg ateński, zresztą dobry, bo w swoim czasie dla Persji na zlecenie zdobył Cypr. Znali się, bo obaj równocześnie studiowali u Platona i tam się nawiązała ich przyjaźń. Bezwzględny Antypater miał jednak do Fokiona słabość.  Flota popłynęła, Antypater odpuścił. Tylko Aleksander zmarł i znowu demokraci rozpętali wojnę przeciw Macedonii. Początkowo wydawało się, że Antypater nie da rady. Zamknięto go w Lamii i dostał takie ultimatum od Ateńczyków, że szkoda pisać. Nie wiedzieli biedacy, że ciągnie armia Kraterosa z weteranami Aleksandra. Wydali mu bitwę nad rzeką Ajopos, myśląc, że tej rzeki żadna armia w warunkach bitwy nie przejdzie. Dla weteranów Aleksandra, co przebyli Tygrys w górnym biegu ta rzeczka była kpiną. Przeszli i skopali tyłki. Kogóż to demokraci wysłali na rozmowy pokojowe z Antypatrem? Oczywiście Fokiona. Antypater uległ, nie zburzył Aten, wbrew zapowiedziom, ale demokratom nie podarował. Nie wierzył w żadne zapewnienia. Wyłapał i zabił ich sam. Po co mu demagodzy? Do twierdzy w Munichii wprowadził załogę macedońską. Nakazał zwrot skradzionego złota Harpalosa i kontrybucję. Ostrzegając, że jak Ateńczycy tych pieniędzy nie znajdą, to sprzeda tylu Ateńczyków w niewolę, ile trzeba, by pokryć kwotę. Fokion kilka razy prosił Antypatra o zwłokę. Ten jej udzielał. A Antypater był stary i tak się złożyło, że do Aten przybył Perdikkas wiodąc z sobą "króla" Filipa II Arridajosa (dosł. półgłowek). Demokraci zareagowali natychmiast. Skazali Fokiona na karę śmierci i wyrzucenie zwłok z granicy Attyki. Choć mógł uciec z więzienia, wzorem Sokratesa pozostał. I zginął. Niedługo potem diadochowie mieli inne problemy i nadciągnął syn Antypatra, Kassandros. Ten znał Fokiona, jako wieloletniego przyjaciela jego ojca, ale już go nie było. Po drodze z Aten z poduszczenia demokratów musiał uciekać Arystoteles, co też nie przysporzyło Atenom plusów w oczach Kassandra. Choć Ateny ściągnęły zwloki Fokiona w pochodzie i postawiły mu pomnik, Kassander nie wierzył. Był to koniec demokracji ateńskiej. Kilku demagogów zniszczyło to, co inni  budowali latami.

O demokracji w Republice Rzymskiej następna notka.

jlv2
O mnie jlv2

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka