Oto nasz prezydent orzekł, że nie ratyfikuje Traktatu Reformującego, póki Irlandia nie zmieni zdania. Napisał o tym niemiecki tygodnik, bodajże Stern, ale się upierać nie będę.
Zaraz się rozległ wrzask POwalonych na umyśle, że co sobie Kaczka wyobraża i jak ona może. I w ogóle, to za jaja powiesić, a przynajmniej z urzędu wywalić. Oj, jak POpaprańcy dziś widziwiali. Takiego koncertu głupoty dawno nie czytałem.
Ponieważ do POgiętych trzeba wprost, to się pytam:
1. dlaczego niemiecki prezydent też tego Traktatu nie podpisał? Ale o tym polskojęzyczne me(r)dia zapomniały powiedzieć?
2. po co w ogóle ma podpisywać. Atramentu szkoda. Traktat Reformujący muszą zgodnie przyjąć wszystkie państwa Unii. Skoro Irlandia powiedziała nie, to ten Traktat jest tylko kupą papieru nadającą się do najbliższej niszczarki. Nie ma jednomyślności i już. Po co ratyfikować coś, co już jest kupą ścinek?
3. Don Aldo już bredził cosik, że tak nie można. Do jego POwalonego intelektu nie może dojść prosty fakt: nie ma co ratyfikować. Już nie ma Traktatu. I żadne wołania POpaprańców czy Renatek Rudeckich-Kalinowskich tego nie zmienią.
4. Można to wymusić siłą. Ale wtedy Unia w imię demokracji zaprzeczy demokracji. Warunki gry były jasne: mają zaakceptować wszystkie państwa. Koniec, kropka, szlus. Wszelkie wybiegi, by obejść głos Irlandii, to zagrywki szulera, co zmienia reguły gry w trakcie gry.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)