Wolność słowa to takie dosyć abstrakcyjne pojęcie. Teoretycznie ma ono znaczyć, że każdy może wypowiedzieć to, co mu na sercu leży. Choć by to w odbiorze innych wyglądało na głupie i bez sensu. Ja na przykład mogę twierdzić, wbrew wszelkim danym, że Księżyc jest zrobiony z sera. Jest to głupie, dane wskazują zupełnie co innego, no, ale skoro wolność słowa, to wolność słowa, zatem mam prawo pleść androny.
W obecnej demokracji nad wolnością słowa (jak i przez wieki) stoi "poprawność polityczna".
Każdy się zgodzi, w teorii, że dwa zdania logiczne są właściwe tożsame:
- ponieważ zaistniało X, to podjęłem decyzję Y,
- ponieważ zaistniało X, to podjęłem decyzję ~Y
Sprawdźmy w praktyce:
- ponieważ Obama jest czarny, to zagłosowałem na niego
- ponieważ Obama jest czarny, to nie zagłosowałem na niego
lub z innej bajki
- ponieważ mam swoje poglądy, popieram legalizacji związków homosi,
- ponieważ mam swoje poglądy, nie popieram legalizacji związków homosi
I cóż się dzieje? Jeżeli sformuuję opcję 1) to cały "postępowy" Zachód i Ameryka będzie wręcz szczęśliwa, bo oto trafił się ktoś, kto rozumie tzw. postęp.
Wybieramy punkt 2 i od razu mamy oskarżenia o rasizm, ciemnogród i wszelkie możliwe zboczenia. Podczas, gdy, z punktu widzenia liogiki oba zdania się niczym nie różnią, bo to ja określam, co tio jest Y, a co ~Y. Mogę więc za Y uznać mężczyznę, za ~Y kobietę, mogę na odwrót. To niczego nie zmienia. Nawet tranwestyta nic nie pomoże, bo to ani mężczyzna, ani kobieta.
I tak poprawność poliityczna wypiera z mózgów ludzi myślenie. Bo jest demokracja. A więc decyduje większość. A że durniów więcej, jak mądrych, więc wygrywają poglądy głupie.
qed


Komentarze
Pokaż komentarze