Otóż pan marszałek Sejmu gnał sobie po Warszawce osiągająć miejscami prędkość 140 km/h. Jest to ewidentne złamanie przepisów, bo, jak mnie pamięć nie myli, w Warszawie prędkość jest ograniczona do 50 km/h, czyli pan marszałek jechał niemal 3 razy szybciej
I cóż, i nic! Otóż czytam sobie na Omlecie, że niejaki Schetynescu nic w tym nie widzi zdrożnego, bo marszałek jechał na spotkanie PO, a w dodatku prowadzili borowiki.
Zatem zamiast iluś punktów karnych mamy usprawiedliwienie. Rozumiem, że teraz każdy pirat drogowy będzie usprawiedliwiony z przekroczenia szybkości, jeżeli tylko powie, że śpieszył się na spotkanie PO. A że praktycznie zawsze gdzieś jakieś spotkanie PO się odbywa, to nie skłamie. Ostatecznie, może powiedzieć w Rzeszowie o 11, że chciał zdążyć na spotkanie w Szczecinie o 17. Czy i wtedy policja będzie taka łaskawa? Już nawet nie chodzi mi o to, że przekroczył prędkość.
Chodzi o rzecz fundamentalną: ewidentnie członek PO złamał przepisy i naruszył prawo. I ewidentnie PO nawet nie myśli o zwróceniu choćby uwagi, tylko usprawiedliwia czyn.
Gdyby to się zdarzyło członkowi PiS za poprzedniej władzy, to media od rana do wieczora przez dwa tygodnie wydziwiałyby, jak to PiSowiec łamie prawo. Tu jakoś nic nie widzą. Po co takie ITI ma widzieć? Wszak dostali, co chcieli od pani bufetowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)