0 obserwujących
1 notka
275 odsłon
247 odsłon

Nie ma litości, jest matematyka

Wykop Skomentuj4

Nie ma litości, jest matematyka

Jako uczy nas antropologia pierwotne społeczeństwa nie znały praktycznie liczb. I tak pytanie o liczbę posiadanych dzieci mogło u zapytanych rodziców spowodować frustrację, jak wszystko co jest dla człowieka niezrozumiałe a dotyczy najbliższych. Brak liczb nie oznaczał, że owi rodzice nie poznawali swoich dzieci. Nawet mogli wiedzieć, że jest ich na przykład tyle samo co palców u rąk, ale to już jest liczenie. Liczyć można całkiem sprawnie i bez liczb. Można na przykład wymawiać kolejne słowa znanej modlitwy przy wychodzeniu stada owiec na pastwisko i zapamiętać ostatnie z nich. A następnie powtórzyć operację podczas powrotu stada do zagrody. Zatrzymanie się na tym samym słowie oznacza, że wróciło ich tyle ile wyszło. I wcale nie trzeba do tego słowa na określenie liczby owiec.

 Wraz z rozwojem społeczeństw komplikowały się wzajemne relacje. W organizmach liczących tysiące jednostek pojawiają się nowe wyzwania. Jak regulować zobowiązania wobec wspólnoty, reprezentowanej na przykład przez świątynię? Bardziej szczegółowo rzecz ujmując:jaka powinna być ilość zboża z pola oddana świątyni? Do rozwiązania takich problemów trzeba wypracować wiele nowych technik. Trzeba umieć definiować jednostki miary oraz ich wzorce (pola powierzchni, objętości, masy), nauczyć się mierzyć powierzchnię pola, określać ilość miar zboża z jednostki pola (tu już bardzo przydatnym wynalazkiem jest liczba). Trzeba to gdzieś spisywać, sumować, rozdzielać (przyrządzać bilanse). Wytyczanie rowów melioracyjnych, wznoszenie większych budowli, murów wokół miasta, domaga się sztuki geometrii, ale również buchalterii, aby choćby policzyć ile jest potrzeba cegieł, a ile zboża, czosnku innych wiktuałów dla zaopatrzenia robotników. Określenia dni roku (na potrzeby rolnictwa) to astronomia, która znów żywi się geometrią i liczbą. Coraz większe armie wymagają coraz więcej liczb i to nie jest tyko kwestia określenia liczby żołnierzy ale nade wszystko logistyki armii. Świat wielkich cywilizacji starożytnych jest już mocno pokryty liczbami. Pojawia się odrębna grupa zawodowa - skrybowie, którzy znają trudną wówczas, sztukę pisania ale również receptury geometryczne i numeryczne.  Rozwija się technika liczenia i wymierzania. Pojawiają się pierwsze liczydła, system pozycyjny zapisu liczb, przyrządy geodezyjne i astronomiczne. W końcu Greccy tworzą z geometrii wysoce abstrakcyjną i efektywną sztukę matematyki, której kanon zamknięty jest w "Elementach" Euklidesa. To otwiera przed ludzką cywilizacją zupełnie nowe możliwości.

I tak toczy się nam historia powoli obrastając w nowe zasiewy liczb. Zdarzają się i owszem lokalne dołki, tak jak to miało miejsce w okresie wczesnego Średniowiecza na terenach zachodniego cesarstwa Rzymu. Ale to tylko krótka (w skali historii) przerwa, by potem koło historii znów zaczęło się nakręcać liczbą. Dzieło Greków najpierw przechwytują i zaczynają rozwijać Arabowie, lecz ci się wkrótce zacinają. Ich świat pokrywa się obficie liczbami, ale rozwój metod matematycznych (i innych nauk) przeżywa kryzys. Potem do gry wchodzi Europa, w drugiej połowie Średniowiecza, co daje napęd dla epoki Odrodzenia, w czasie którego fizyka oddziela się od filozofii i teologii i wchodzi w trójkąt małżeński z matematyką i techniką. W efekcie po Galileuszu widzimy wysp przyrządów pomiarowych - ulepszonych starych (jak na przykład waga) i nowych takich jak barometr, termometr, elektroskop. Wraz z tym przychodzi armia mierniczych, która mierzy, mierzy i jeszcze raz mierzy, co oznacza, że świat pokrywa się jeszcze większą liczbą liczb. Renesans przeżywają nauki teoretyczne, które mają charakter matematyczny. Wszystko to w końcu tchnie nowego  ducha w technikę, która dostarczy nowych przyrządów pomiarowych i laboratoryjnych, które napędzą naukę i zrodzą nowe fale liczb, a koło historii zacznie toczyć się coraz szybciej. Rozwija się również technika liczenia. Mamy pomocne w liczeniu logarytmy, nowe algorytmy (np. rozwiązywania równań), szybko rozwija się teoria samej matematyki. Na przełomie XVII i XVIII wieku sformułowane zostały podstawy rachunku całkowego i różniczkowego.  Dzięki temu rachunkowi statyczny świat greckiej nauki nabrał ruchu. Przy tym Rewolucja Francuska to drobne zaburzenie w historii.

A potem już poleciało. Mechanika Klasyczna pierwsza prawdziwie współczesna (czyli na wskroś matematyczna) teoria fizyczna. W połowie XIX wieku elektrodynamika klasyczna (jeszcze bardziej matematyczna). A 70 lat później mamy już powszechnie dostępny prąd (choć nie w takiej skali jak dziś), radio, żarówkę, silnik elektryczny, a za kolejne 70 lat odłączenie prądu od naszych miast i wsi oznacza Koniec Cywilizacji; apokalipsę na miarę tej opisanej w Biblii. A wszystko to wymaga wielkich strumieni liczb przetwarzanych z użyciem coraz skuteczniejszych teorii matematycznych i technik liczenia. W XX wieku pojawia się arcymatematyczna teoria kwantów, a wraz z nią nowa technika, która silnie wpływa na nasze życie.  

Aż w końcu pojawia się ON - prawdziwy demon liczb >>>KOMPUTER<<<. Pierwsze egzemplarze z przełomu lat 40tych i 50tych dwudziestego wieku to prawdziwe kolosy, wymagające dużej mocy, liczące powoli (jak na współczesne standardy) i wymagające specjalnego przygotowania (jak dawni skrybowie), tych którzy będą mieli prawo wejść do ich klimatyzowanych świątyń by je obsłużyć. Ale cywilizacja drugiej połowy XX wieku chłonie liczby łapczywiej niż ropę czy cokolwiek innego. Więc komputer przechodzi ekspresową ewolucję. Po 60 latach jest już mały, poręczny łatwy w użyciu i bardzo szybki. Wkrada się wszędzie, do domu, telefonu, do samochodu, do szpitalnego sprzętu, do telewizora i radia. Gdyby ktoś zabrał nam wszystkie komputery nasza cywilizacja ległaby w gruzach; po niespełna stu latach od jego narodzin! </p>

Komputer to prawdziwa orgia liczb. Dzięki niemu liczby mogą wypełnić nasze otoczenie nawet bez udziału pracowitych rzesz ludzi obliczających w pocie czoła kolumny liczb według coraz bardziej złożonych algorytmów, jakie dostarcza nam matematyka. Toteż liczby wlewają się w nasze życie falą przekraczającą wszelkie wyobrażenie. Zaczynają na nas oddziaływać na nowe niespotykane wcześniej sposoby. Ultra tania i szybka, globalna komunikacja (napędzana liczbami i matematyką i fizyką) zmienia nasze życie w zupełnie nieoczekiwany sposób. Przykładem Big Data Analysis. Wielkie strumienie liczb spływają przez telekomunikacyjne łącza z komputerów, smartfonów setek milionów ludzi oraz z innych masowych źródeł danych. Żaden człowiek nie jest w stanie tego przeanalizować, ale komputer owszem. Matematyczni agenci (programy, a nie ludzie) buszujący we trzewiach komputerów analizują te strumienie ekstrahując informację, a człowiek coraz częściej nie jest w stanie zrozumieć całego tego procesu. I według wskazań tychże agentów, w coraz szerszym zakresie organizujemy nasze życie. Czy jesteś tego świadom? Matematyka rządzi i to w sposób coraz bardziej dosłowny. Big Data Analysis jak każde potężne narzędzie, szczególnie nowe, odsłania również swoje ciemne oblicze. Dziś już może uczynić krzywdę milionom ludzi i to bez żadnego wystrzału, ani żadnej fizycznej rany. Możesz o tym przeczytać w książce Cathy O'Neil: Broń Matematycznej Zagłady, PWN Warszawa.

Czy jesteśmy w stanie powstrzymać ten zalew liczb? Nie, a dlaczego nie; to napiszę w następnym tekście. Musimy jednak nauczyć się nad nim panować, zanim wyrządzi nam szkody, które doprowadzą do poważnych nieszczęść, choćby takich jak wojna czy rewolucja.

I tu ogarniają mnie poważne wątpliwości. Czy mamy ludzi zdolnych do zarządzania społeczeństwem przykrytym szczelną, coraz grubszą warstwą liczb?

Patrzę na CV naszych głównych polityków (rządowych): Są wśród nich ekonomiści, ze dwóch czy trzech inżynierów, ale nadto prawnicy, socjolodzy, etnografowie, politolodzy, lekarze, sportowcy, administratorzy, historycy (przede wszystkim historycy) i inni poeci. Matematyka znalazłem jednego, fizyk mi się nie napatoczył. Jak taki skład może prowadzić prawie 40 mln kraj w dobie inwazji liczb? Tego nie rozumiem. Daleki jestem od snucia wizji świata rządzonego wyłącznie przez matematyków, fizyków informatyków i innych ścisłowców. Ale jak na potrzeby chwili jest ich zdecydowanie za mało. Za bardzo patrzymy w przeszłość (może to efekty przewagi historyków) za mało dostrzegamy wzbierającą falę zmian.

Patrzę na naszą szkołę, gdzie program matematyki chudnie z reformy na reformę i kiedy człowiek już myśli: oto osiągnęliśmy dno, kolejna fala historyków na czołowych stanowiskach państwa (niezależnie od partii) udowadnia, że to jeszcze nie dno. I ludzie przygotowani w tej szkole wejdą w świat, w którym rządzą liczby - powodzenia!

Patrzę na moich studentów i z roku na rok obniżam wymagania by dać im szansę na ukończenie studiów. I oni mają być kadrą zarządzającą i inżynierską przyszłej zalanej liczbami Polski, powodzenia!

Dostaję dramatyczne zapytanie: Czy masz jakichś fajnych absolwentów (fajnych = kumających świat liczb), damy 10tys lub więcej na start. Odsyłam ich w kierunku Chin lub Indii, tam są tacy. Moi nieliczni już dawno są zagospodarowani.

Mamy szkoły sportowe by rozwijać talenty sportowe, dwujęzyczne by rozwijać talenty językowe, muzyczne dla tych co chcą muzyki, a gdzie szkoły matematyczne, fizyczne, informatyczne? Zapytałem kiedyś dyrekcję jednej z lepszych szkół gimnazjalnych dlaczego robią trzy klasy dwujęzyczne. Może jedna mogłaby być mat-fiz? Otóż - kuratorium na to nie pozwala!!! Podobno chodzi o równość szans. Zauważcie szkoła sportowa, językowa, muzyczna nie podważa równości szans. Ale matematyczna tak! Czyżby rządzący historycy i inni poeci czuli jednak potęgę matematyki? Ale czy na pewno takie równanie szans to dobra decyzja dla przyszłości kraju?   

Patrzę na rzeszę rodziców, którzy ze zrozumieniem kiwają głową nad niemocą swoich pociech opanowania i tak już dramatycznie okrojonego programu matematyki. No, wiadomo nikt nie lubi matematyki a Pani z matematyki się czepia. Nie martw się dziecino -  mamusia pójdzie do Pani.  A usprawiedliwione dziecko olewa matmę i ma więcej czasu na buszowanie po sieci. Modnie jest nie lubić matematyki. Trochę zaczynamy przypominać ludzi żyjących nad morzem, wypływających co dzień na połowy ryb i mówiących: nienawidzę morza - smutny jest nasz los. 

Coś ciężko jest mi być optymistą

Patrzę na moje dzieci. Przynajmniej im mogę coś dać, lekki wycisk z matmy. We współczesnej Polsce, ba Europie to już wielki kapitał. Bo wiem, że: nie ma litości, jest matematyka. 

    

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo