Jolanta Łaba
Jolanta Łaba
Jorlanda Jorlanda
30
BLOG

Medytacje szarodzienne: Wolność od lęku

Jorlanda Jorlanda Osobiste Obserwuj temat Obserwuj notkę 4

Za oknem kolejny świt. Słońce wspina się po dachach miasta, jego promienie wędrują po gałęziach sosny rosnącej pod moim domem. 

Mieszkam na strychu i mam stąd wspaniały widok na niebo.

Poranki malują je ostatnio na błękitne i pomarańczowe barwy. Płachtę błękitu wypełniają odcienie światła, z każdą chwilą zmieniając kolory. Trudno je uchwycić w słowach.

Zima ustąpiła nieco zimnej wiośnie. Świadczy o tym śpiew ptaków.

Od świtu wyśpiewują najpiękniejsze trele, ciesząc się nowym dniem pełnym możliwości. Oznaczają terytoria tym śpiewem. Świsty, gardłowe skrzeki, mocne melodie pełne namiętnej nuty, wyraźnie dedykowane ukrytej trzy drzewa dalej partnerce. Niektóre pieśni mają rytm walki, w końcu konkurenci muszą znać granice.

Stroszą piórka, czyszczą łapki, rozglądają się za pożywieniem, strzegą granic swoich małych królestw czubiąc się z rywalami.

Świat ludzi stanął w miejscu. A ptaki lecą dalej swoimi trasami, wracają do Polski lub szykują się do odlotu w inne strony świata.

Sprawy ludzi wiszą na włosku. A ptaki mają niebo zawieszone u skrzydeł, i same w tej przestrzeni zawieszone, czują się bezpiecznie.

Obserwowałam niegdyś gawrony i ich niezwykłe zachowania. Pełne ufności wobec praw natury i członków swoich stad, w popłochu uciekają przed ludzkim spojrzeniem.

Nigdy nie widziałam, aby gawron pozwolił się obserwować dłużej niż kilka sekund, jeżeli zorientował się, że na niego patrzę.

Ale godzinami siedział na gałęzi wysokiego drzewa, nie przejmując się światem 10 m niżej. Jeżeli tylko był poza zasięgiem ludzkiego wzroku.

Stroszył pióra, przeskakiwał z gałęzi na gałąź. I skrzeczał, krakał wzywając kolegów i potem dziobiąc pieszczotliwie w towarzyskim geście jednego czy drugiego. Wydawał niesamowite dźwięki i chyba to była jakaś pieśń momentami. Był majestatycznie piękny, jego pióra błyszczały i skrzyły się w świetle słońca. Pełen dumy i majestatu w wolności swoich skrzydeł.

Nie wiedział, że zza firanki człowiek patrzy w zachwycie.

Często wędrując rankiem po ulicach wielkich miast obserwowałam ptaki różnych gatunków. Żyją na tym świecie jak królowie. Jakby obok nich stał ktoś, dzięki komu mogą czuć się tak pewnie i żyć w wolności. Potrafią rzucić się w dół z wysokiego dachu i rozłożyć skrzydła dopiero po kilku chwilach, czasami tuż nad ziemią. Ten lot ptaków w dół bez lęku... I zaufanie do swoich skrzydeł, do otaczających je praw natury i grawitacji.

Fascynują mnie do tej pory, bo coś takiego jest w ich oczach... jakby coś wiedziały, czego my ludzie szukamy zbyt długo.

I wreszcie powstał taki wiersz, w którym zamknęłam tę tajemnicę. I wysłałam na konkurs poezji. I zdobył wyróżnienie.

Dziś do mnie wraca ten krótki tekst, napisany nocą niemal 20 lat temu.

Dedykuję go dzisiaj wszystkim, którzy nie potrafią zaufać niebu i swoim skrzydłom, tak jak ptaki.


Bogiem

jest ten kawałek chleba,

który trzymają

w dziobach

gawrony.


Bogiem

jest ten kawałek nieba,

który trzyma

za skrzydła

gawrony.

***

Zaufaj swoim skrzydłom i otaczającej cię przestrzeni nieba.

Miłego dnia!

FLY AWAY, Lenny Kravitz

#miedzyciszaanadzieja

#silniduchem


Jorlanda
O mnie Jorlanda

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości