Jorlandia
Albo znajdę drogę, albo stworzę jakąś. (Philip Sidney)
5 obserwujących
57 notek
20k odsłon
  192   2

Medytacje szarodzienne o mistrzach ducha

Jolanta Łaba
Jolanta Łaba

Dzisiejsza refleksja narodził się podczas wycierania kurzu na półkach z książkami.

Mam w domu mnóstwo książek. Z racji na to, że zafascynowało mnie religioznawstwo i studia teologiczne, od lat kolekcjonuję różne publikacje na ten temat. Jednak książka to książka. Nadal lubię czytać te tradycyjne na papierze, pachnące drukiem, kurzem i zajmujące za dużo przestrzeni domowej.

Mistrzowie ducha to jeden z ważniejszych wątków tej pasji. Czytałam i nadal czytam, czasami kilka razy biografie i legendy o założycielach religii, ojcach pustyni, świętych i poszukiwaczy odpowiedzi na pytanie o Boga. Poszukując prawdy, w tych historiach niejednokrotnie próbowałam odkryć jakieś ścieżki dla siebie samej.

Która z nich jest najlepsza? I kto może być mistrzem tych moich życiowych wędrówek?

Odkurzanie trwa długo, bo przecież … jak nie otworzyć książki, którą po raz kolejny odkrywam w szafce?

Na jednej z półek mojej biblioteczki stoją razem figurki różnych osób. Budda medytujący pod drzewem przyjechał z jakiejś podróży mojej siostry na Wschód. Drzewo zrobił mój synek na przedszkolnych zajęciach z rozpoznawania drzew. Polski dąb przedszkolaka zastępuje drzewo bodhi. Obok stoją razem święte księgi – koran, Bhagavadgita i komentarze do Tory, Biblii. Są też pisma różnych szkół taoizmu i konfucjonanizmu.

Mistrzowie ducha to też starożytni filozofowie. Od wczesnego liceum zbierałam antologie cytatów i złotych myśli. Mam kilka zeszytów, w których w czasach przedcyfrowych przepisywałam wiersze i fragmenty nauk tych ludzi. Teksty z różnych czasów. Zawierają mądrość i dobre rady. Czasami zagadkowe jak koany zen, innym razem zupełnie niezrozumiałe, jak fragmenty pism hinduizmu na temat rzeczywistości Nienazwanego i Nieuchwytnego Boga.

Budda. On zafascynował mnie odkryciem Czterech Szlachetnych Prawd i Ośmiostopniowej Ścieżki, która stanowi rodzaj antidotum na cierpienie świata. Biografia Siddharty Goutamy (Buddy) jest niezwykła. Najbardziej uderzył mnie w tej historii fakt, iż odizolowany od wpływów świata książę przez niemal trzydzieści lat żył w bańce. Był chroniony przez rodzinę, żył w luksusowym świecie pozbawionym cierpienia, bólu i rozterek egzystencjalnych. Wszystko z powodu przepowiedni mędrca Asity, który po narodzeniu się Siddharthy powiedział, że to dziecko będzie wielkim królem, albo - jeśli doświadczy cierpienia - stanie się wielkim mędrcem.

Książę pewnego dnia przez przypadek poznał chorobę, śmierć i cierpienie, a także starość. Odszedł wtedy z domu, pozostawiając żonę i syna, wyrzekając się bogactwa i władzy. I jako wędrowny pustelnik otoczony garstką uczniów odkrył jedną z najbardziej fascynujących dróg duchowego rozwoju. Zainspirował cały świat.

Budda do dziś mnie zadziwia i czasem wracam do jego nauki spisanej przez uczniów, i praktykowanej na różne sposoby w różnych rejonach świata. Nie praktykuję buddyzmu, mimo że niektóre szkoły np. zen dopuszczają połączenie praktyk medytacyjnych z chrześcijaństwem.

To nie Budda stał się moim mistrzem.

Odkurzam Koran. Mahomet – niezwykły człowiek, pełen charyzmy przywódca, rewolucyjną metodą zjednoczył rozproszone plemiona pod hasłem Jedynego Boga i walki duchowej o świat wypełniony prawem Allaha. Czytając jego biografię byłam poruszona jedną rzeczą – jak ten człowiek, w takiej kulturze wpadł na ideę jednego Boga i jak mu się udało tyle trudnych grup ludzkich do tej idei przekonać?

Wizje spotkań Mahometa z archaniołem Dżibrielem (Gabriel) w jaskiniach góry Hira są niezwykłe. Koran miał zostać zapisany w sercu proroka, kiedy anioł wołając do analfabety: czytaj! - owijał go całunem z zapisaną księgą, naznaczając ciało i duszę człowieka wieczną nauką jedynego Boga. Kiedy Gabriel znikł, Mahomet się obudził i poczuł, że coś wycisnęło pieczęć na jego sercu.

Islam to nie jest moja droga, mimo że wiele komentarzy do Koranu i hadisów przemawia do mnie jako cenne nauki duchowe.

Docieram do małej książeczki „Tao te king”. Do dziś bardzo też porusza mną historia powstania tej jednej z najmniejszych, najkrótszych w historii religii ksiąg duchowej mądrości. Średniowieczna legenda mówi, że Lao Tsy (Laozi)  „Stary Mędrzec” udał się na zachód, na wzgórza Hangu, aby opuścić świat i samotnie przeżyć schyłek życia. Strażnik ostatniego mostu na przełęczy Xiangu zatrzymał go i nie chciał go przepuścić - dopóki Mędrzec nie spisze swych nauk, aby nie zaginęły, gdy ukryje się przed światem. Wtedy Lao tsy w ciągu kilku tygodni zapisał „5000 znaków Laozi”. Mała książeczka „Tao te king” autorstwa Starego Mędrca jest uważana za jedną najważniejszych nauk duchowych na świecie. Urzeka prostotą, ale też jest głęboka i tajemnicza. Tak powstał taoizm. Motyw Drogi, którą należy podążać w określony sposób bardzo mi przypadł do serca.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości