Szkoda, że nikt z walczących o ochronę życia ludzkiego od chwili poczęcia nie próbował określić definicji poczęcia - najlepiej katolickiej. Chodzi przecież o kopulację, która to czynność zupełnie nie jest przez ogół rodaków nazywana "poczęciem", tylko zwana jest w sposób ubogi językowo i gruby najczęściej.
Poczęciem jest więc przewrócenie nastolatki w krzaki i zgwałcenie jej przez bandę zbirów. Jest to oczywiście jedna z wielu możliwych form poczęcia - nienazwanie ich jednak i obrona każdego poczęcia zaczyna sakralizować też te zbrodnicze od początku. Ideologizatorzy dlatego używają tego zamierzchłego, biblijnego języka właśnie po to, by oddalić nas od realności każdej kopulacji - od tej "bożej", w noc poślubną po ołtarzowych przyrzeczeniach "pogrobowych" po najbardziej brutalne, wredne i zbrodnicze gwałty.
Dziwne to, bo taka bezdyskusyjna obrona KAŻDEGO POCZĘCIA czyni z tych skrajności zamysł i dzieło Boga. Takiego Boga ja bym nie chciał ani czcić ani wyznawać!
Ale jedyni słuszni interpretatorzy boskich praw i zamysłów wiedzą przecież lepiej! Giertych i Wierzejski są w tej materii tłumaczami Mądrości Bożej?
Komentarze
Pokaż komentarze (4)