Wlazłem w pożegnalny blog partyzanta antykomunistycznego, po którym można by sądzić, że ów partyzant wszedł do lasu razem z Hubalem, a potem wymykał się komunie do 1989 roku...
Dopiero tu, w Salonie24, dopadła go komuna i postkomuna, popis i michnikowszczyzna, targowica i żydokomuna. I oto niezłomny partyzant odchodzi w ostępy, by poszukać leśnej krynicy z tryskającą wodą życia, w której H2O jest czysta i skręcona w prawo.
Na odchodnym, żegnany łkaniem prawicowców i prawiczek, rzuca oskarżająco do Jankesów, zwanych niekiedy ze staropolska (przynajmnie ja tak robię...) Gospodarzami: - "Naszych, Prawych, wyrzynaliście za przekleństwa i słowa grube a lewusom pozwalaliście kalać ojczyste gniazdo obrażaniem Orłów Naszych Piastowych i Solidarnościowych jakimiś kaczyzmami, kaczorstwami i innym czortostwem!"
Przeleciałem długachny łańcuch pożegnalnych wpisów, błagań niemal takich, jakie do Dwuimiennego Marszałka Byłego kierował Pisowski Lud zbolały, by pozostal, by nie odchodził... By Nie Dezerterował! By prawictwa na pastwę lewactwa nie zostawiał.
Nieczuł ci on był, niewzruszon jak siennik partyzancki nie przymierzając! I ja wpisać się chciałem, otuchy dodać, chociem lewak bolszewicko-michnikowszczyznowaty (o czem nie wiedziałem, głupek jeden, ale mi parokrotnie to wytknięto w onym Salonie24, więcem przyjął to opornie do serca czerwonego, po lewej stronie bijącego).
Powstrzymałem się jednak, bo jakaś paranoja mi zapachniała w onym biadoleniu. To ja tu od początku czuję się jak jakiś jajogłowy inteligencik, co w zagapieniu zapędził się do prawicowego blo/g/kowiska, i za chwilę obije go otaczający tłum nacjonalistycznych ponuraków - a tu prawoskrętny płacze, że go lewizna zalewa. To może jeszcze trochę pobędę i popatrzę?


Komentarze
Pokaż komentarze (12)