2 obserwujących
21 notek
9186 odsłon
  153   0

Jozef Kapustka: Rozważania o post-duchampizmie

Anegdoty i mrzonki na temat ścisłych związków służb USA i ZSRR ze środowiskami artystyczno-kulturalnymi krążyły od zawsze, w kuluarach Kongresu USA ukuto nawet „przyciężkawe” nieco powiedzenie o zaangażowanych sekcjach CIA, które działały jak organy Wurlitzera: wystarczyło nacisnąć odpowiedni guzik, a muzyka w dowolnym stylu ẚ la CIA rozbrzmiewała w najodleglejszych zakątkach globu.

CIA i KGB wykorzystywały artystów i ich twórczość jako szczególnie efektywny oręż w wojnie propagandowej: „abstrakcja ekspresjonistyczna”, jeden z głównych gatunków sztuk plastycznych XX wieku, była w całości programem operacyjnym stworzonym i sfinansowanym przez CIA. W ramach strategii tzw. „długiej smyczy” (long leash) nieświadomie uczestniczyli w nim lewicujący artyści tacy jak Pollock, de Kooning, Motherwell, Rothko, sponsorowani i promowani z gestem godnym Medyceuszy przez ponad 20 lat.

Fakt istnienia tajnych przez poufne działań promocyjno-operacyjnych CIA został potwierdzony dopiero w połowie lat 90-ch przez grupę byłych pracowników agencji i – jak się wtedy okazało – decyzję o wprzęgnięciu kultury i sztuki do zimnowojennego arsenału podjęto bardzo wcześnie, bo natychmiast po utworzeniu CIA w 1947 roku. W tym samym roku Departament Stanu zorganizował i opłacił międzynarodowe tournée wystawy „Postęp a sztuka amerykańska” (Advancing American Art), jej celem było zdemaskowanie jako nieprawdziwych sugestii radzieckich o tym, jakoby USA były kulturalną czarną dziurą, natomiast ZSRR jedynym strażnikiem dziedzictwa europejskiego Oświecenia, a nie faktycznie niszczącym wszystko i wszystkich totalitarnym reżimem.

Dolce vita proponentów abstrakcji ekspresjonistycznej i men in black nie trwała długo. Przyczyną tego była pewnego rodzaju schizofreniczna sytuacja, mogąca nawet zdestabilizować gładką jak dotąd dynamikę systemu wyborczego, jaka wytworzyła się między propozycją programową prowadzonych przez CIA w większości byłych komunistów naznaczonych piętnem ery mccartyzmu a filistyńskimi gustami „patriotycznie” nastawionej amerykańskiej publiczności, która niezbyt rozumiała zasadność trwonienia pieniędzy podatnika na różne neandertalskie bazgroły.

Jednak podobnie jak struktury radzieckie, działając z jednej strony na zasadzie „jestem za a nawet przeciw” i operując nowym wtedy ruchem artystycznym jako dowodem na wolność intelektualną, kreatywność i siłę polityki kulturalnej USA (tak odmienną od totalitarnego skansenu ZSRR), a z drugiej mając świadomość problemu, jaki wspomniany już filistynizm stwarzał przecząc wizji kulturowo różnorodnej, bogatej i wyrafinowanej amerykańskiej demokracji, groźnej dla europejskiej hegemonii kulturalnej, CIA występowała z coraz to nowymi inicjatywami.

Enter Kongres Wolności Kultury (Congress for Cultural Freedom). Ten inaugurowany w 1950 roku zatłoczony majdan artystów, intelektualistów, historyków, pisarzy i poetów miał biura w 35 krajach, wydawał ponad 20 tytułów prasowych i – jako odpowiedź na radziecką „ofensywę pokoju” – był całkowicie kontrolowany i finansowany przez CIA. Na jego barkach spoczywało brzemię odpowiedzialności za ekskluzywną cywilizację zachodnią, a w związku ze wzmożoną i ciągle nasilająca się emigracją artystów i intelektualistów, zachodnioeuropejskie i amerykańskie uniwersytety stały się symbolicznym epicentrum konfliktu. CCF promuje europejską kulturę wysoką, neutralnych intelektualistów zachodnich, funduje liczne stypendia artystyczne i asystuje taktycznie w drenażu mózgów na linii Wschód-Zachód. Jednym z głównych opracowywanych mediów jest muzyka klasyczna, ale również Broadwayowskie musicale i jazz, przy czym uczestniczący w programie L. Armstrong, D. Ellington, D. Gillespie i inni Ambasadorowie Dobrej Woli w związku z łamaniem praw człowieka i segregacją rasową na Południu znajdują sie w sytuacji szczególnie delikatnej. Przesłaniem, jakie towarzyszy wzmożonej promocji amerykańskich orkiestr symfonicznych jest wizja „USA – kolebki muzyki klasycznej”, przy czym warto zaznaczyć, że ani CIA ani później CCF pod kierownictwem Nicolasa Nabokova, nie były specjalnie zainteresowane eksperymentalną awangardą w rodzaju Johna Cage’a czy Miltona Babbitta, tylko bardziej konserwatywnym repertuarem, szczególnie tym uważanym przez komunistycznych komisarzy za sterylny i zdegenerowany. W 1952 Congress for Cultural Freedom sponsorował „Festival of 20th Century Mastepieces of Modern Arts” w Paryżu, sowicie opłacając z tej okazji 9 różnych orkiestr w programie koncertowo-operowo-baletowym do muzyki ponad 70 kompozytorów: Brittena, Satie, Schoenberga, Berga, Bouleza, Mahlera, Hindemitha, Debussy’ego, Strawińskiego… Oddźwięk propagandowy tego wydarzenia był tak duży, że jego organizatorzy długo jeszcze zachłystywali się sposobem w jaki zdziałało ono więcej dla polityki zagranicznej USA niż wszystkie przemówienia wszystkich amerykańskich polityków razem wziętych.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale