Juliusz L Juliusz L
401
BLOG

Raj wg ACTA vs raj wg internauty

Juliusz L Juliusz L Technologie Obserwuj notkę 0

 W poprzedniej notce napisałem jak wyglądałaby historia świata gdyby czczono od zarania bożka Autora i trzymano się praw autorskich. No to dziś napiszę jak twórcy ACTA, Wielcy Obrońcy Praw Autorskich i wszelkie wpływowe grupy chciałyby by wyglądał świat idealny.


Gdy w idealnym świecie wg ACTA chcemy iść do kina nic się nie zmienia. Jest tak jak dzisiaj. Płacimy koło 20 zł za bilet i oglądamy film*. W świecie tym by słuchać muzyki kupujemy oddzielnie płytę CD, oddzielnie dzwonek na telefon, oddzielnie MP3kę na laptopa, oddzielnie MP3 na telefon i oddzielnie do zestawu samochodowego. Za wszystko płacimy za każdym razem za konkretną kopię. Oczywiście w idealnym świecie utworu możemy słuchać co najwyżej w gronie rodzinnym. Można się spierać, czy odtworzenie kolędy przy 20 osobach  w Wigilię nie powinno być karane, ale właściciele praw są łaskawi. Oby tylko liczba kopii utworu się zgadzała z rachunkiem. Co ważne w świecie tym utworu nie dostajemy na własność. Kupujemy jedynie prawo do odtwarzania konkretnej kopii na danym urządzeniu. Umowa może być jednostronnie zerwana np. gdy nielegalnie podłączymy do zestawu samochodwego transmiter FM z MP3. W idealnym świecie zestaw samochodowy łaczyłby się z serwerem właściciela praw informując o złamaniu prawa i automatycznie kasowałby nielegalną już kopię utworu. Jak się użytkownikowi nie podoba może iść do sądu.

W idealnym świecie możemy też obejrzeć film w domu. Wystarczy tylko włączyć telewizor, połączyć się z serwerem, wpisać nazwę filmu uiścić opłatę za jednorazowe odtworzenie w ciągu 24 godzin, wpisać liczbę osób w pokoju, zrobić szybki przelew i już za 15zł możemy oglądać z dziećmi Króla Lwa. Nie można też od tak grać z bratem na jednym komputerze w jedną grę. Rodzice muszą kupować od razu dwie licencje. Każda po 200 zł ma się rozumieć.

Nie można też odsprzedawać utworów muzycznych, filmów DVD czy książek bez pozwolenia właściciela praw autorskich. Zgodę na transakcję uzyskujemy dzięki własnemu kontu na portalu właścicela praw, który oczywiście pobiera prowizję w wysokości 10%. To chyba naturalne. Oczywiście właścicielem praw nigdy nie jest twórca książki/reżyser filmu/artysta muzyczny. Właścicielem zawsze jest pośrednik np. Warner Music Polska. Zapomnijmy więc o słuchaniu muzyki wenezuelskiej czy obejrzeniu meksykańskiego filmu - “Ten utwór nie jest dostępny w Twoim kraju”. Póki nie dojdze do umowu między pośrednikami i wydania oficjalnej polskiej wersji utwor zakryt.

A co jest najbardziej przerażające? To, że “oficjalny obieg” najczęściej właśnie tak funkcjonuje. I nie ma zamiaru się zmieniać. Ma zamiar się betonować, jak to ładnie zostało wczoraj powiedziane w programie Tomasza Lisa. Utrwalić obecny model dystrybucji. Drogi i niewygodny dla użytkownika. A jest drogo, bo to wina piratów, prawda?

Ja raj wyobrażam sobie troszeczkę inaczej. Wcale nie tak jak jest teraz z piratami. Nie raj muzyki na Megaupload, chomiku czy torrentach. Zobaczcie Państwo, co muszę zrobić jeśli chcę obejrzeć 12 gniewnych ludzi na netbooku. Najprosciej wejść na torrenty i po 15 minutach mieć film gotowy do obejrzenia z darmowymi napisami. A gdybym chciał zapłacić i nie łamać prawa? Trud ogromny. Nie spośób znaleźć “legalnego” playera filmowego w polskim internecie. Netbook nie ma DVD, więc co mi po płycie, nie mówiąc już, że na wysyłkę musiałbym czekać parę dni. Na allegro jest taka płyta za 59zł z wysyłką. Więc uwaga: by legalnie obejrzeć na netbooku film 12 gniewnych ludzi muszę czekać 2-3 dni, zapłacić 59zł (nie łudzę się, że film obejrzałbym więcej niż góra dwa-trzy razy w życiu), posiadać inny komputer z DVD, zgrać film (oczywiście przy pomocy programu specjalistycznego - są darmowe!) na dysk tracąc czas i energię elektryczną, zgrać film na pendrive i obejrzeć na netbooku. Chyba jednak wybrałbym torrrent... Więc krótko o moim wyobrażeniu legalnego raju z poszanowaniem praw autorskich: gdyby tylko istniał torrent legalny, za 3złote. Raz obejrzane i do widzenia. Najlepiej do obejrzenia online ewentualnie offline za 5zł. No, ale to by było takie proste, że jest aż za trudne. Lepiej wprowadzić ACTA, prawda?

* Co ciekawe zaobserwowałem, że im bardziej “prymitywne” kino (choćby było to nowiutkie Dolnośląskie Centrum Filmowe) czyli z małą salą a przede wszystkim operatorem projektora jakość obrazu jest jak żyleta a cena biletu dość niska np.15-18zł. W Multipleksie dostajemy projektor-automat, który kopię wyświetla już po raz 100tny na tych samych ustawieniach, więc nawet napisy są niewyraźne. Kto by się przejmował.
Juliusz L
O mnie Juliusz L

Zainteresowania: urbanistyka, infrastruktura, transport publiczny, e-technologie, ekonomia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie