Aleksander Hall broniąc swego podejrzewanego o wielokrotną korupcję przyjaciela lekkomyślnie podważa wiarygodność własnego państwa i zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości. W swoich tekstach świadomie pomija dowody przestępstw kompromitujące prezydenta Sopotu. W zamian serwuje czytelnikom niepodpartą żadnymi dowodami papkę mającą świadczyć o politycznym podłożu wybuchu "afery sopockiej".
Przeczytałem dwie publikacje Aleksandra Halla, w których dwoi się on i troi, by podejrzewanego o przyjmowanie łapówek prezydenta Sopotu kreować na ofiarę aparatu państwowej represji. Jednocześnie dezawuuje on i szerokim łukiem omija zebrane przez prokuratorów dowody przestępstw korupcyjnych popełnionych przez Jacka Karnowskiego, prywatnie jego przyjaciela. Hall lekkim piórem chlapie na fundament własnego państwa, jakim jest wymiar sprawiedliwości i obraża ludzi w nim pracujących. Według jego retoryki ludzie służb powołani do ścigania przestępstw to polityczni serwiliści funkcjonujący w spolaryzowanej rzeczywistości rywalizujących między sobą ugrupowań Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Prokurator nadzorujący sprawę jego przyjaciela to w domyśle karierowicz spłacający długi wobec swego rzekomego promotora Zbigniewa Ziobro. Karnowski rzecz naturalna jest w tej układance ofiarą tajemnych sił, które zawarły pakt krwi, by go pogrążyć. Hall bezproblemowo sugeruje, że tylko odważni prokuratorzy prowadzący sprawę Karnowskiego mieliby odwagę ją umorzyć. Jak mniemam skoro nie umorzyli, to według Halla stchórzyli. Hall nie chce zauważać, a precyzyjniej nie chce mimo posiadanej wiedzy informować swoich czytelników o tym, że prokuratorzy powołani z urzędu do ścigania przestępstw mieli obowiązek postawić Karnowskiemu zarzuty. Zwracam uwagę na liczbę mnogą rzeczownika „zarzut”, bo dzisiejsze problemy jego przyjaciela to nie wyłącznie skutek ujawnionego przeze mnie nagrania. Ciąży na nim łącznie 7 zarzutów korupcyjnych i jeden według mnie najbardziej wymowny, bo dotyczący ewidentnego, świadomego kłamstwa. Hall uporczywie omija w swoich tekstach inne istotne informacje m.in. o tym, że osobisty kierowca Karnowskiego, wmontowany w miejski przetarg na zakup samochodu, otrzymał prokuratorskie zarzuty, gdyż według ustaleń śledczych rozpisał konkurs tak, by wygrał go kolega prezydenta. Hall nie rozwodzi się nad tym dlaczego pozbawiony właściwych kompetencji kierowca sopockiego magistratu wyznaczony został do miejskich procedur przetargowych rozpisywanych pod kolegę prezydenta. Hall nie ma też ochoty wspominać, że prokuratorzy ustalili, iż sekretarz miasta podobnie, jak kierowca pisał przetarg pod firmę kolegi Karnowskiego. Hall woli upolityczniać sprawę i przekonywać czytelników do błahości stawianych przez prokuraturę zarzutów sprowadzając je do relacji prezydenta z miejscowym dilerem samochodów. Według niego bowiem „każdy ma prawo dostać zniżkę na samochód”. O tym, że w tle tych zniżek wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych udzielanych Karnowskiemu są niezwykle przychylne decyzje podejmowane przez miasto na rzecz owego dilera Hall wspominać się w swoich tekstach nie trudzi. A te przychylne decyzje to działki dzierżawione dilerowi przez miasto na bardzo korzystnych warunkach, sprzedaż miejskich gruntów z płatnością odroczoną na wieloletnie raty z nadzwyczaj korzystnym oprocentowaniem, czy też wspomniane przetargi rozpisywane w taki sposób, by łatwiej było je wygrać owemu dilerowi. Dla Halla to nie jest korupcja. To według niego upolitycznienie w czystej formie i nagonka na jego niewinnego przyjaciela. Więcej - to spisek ludzi służb, którzy rękami Jacka Karnowskiego kłamali w procedurach przetargowych i podsuwali prokuratorom fikcyjne, nieopłacone faktury po to, by go pogrążyć. Hall, jak rozumiem nie czyta kłamliwych oświadczeń swojego kolegi i nie wyciąga z tego żadnych wniosków. Przypomnę chociażby ten fragment publicznie odczytanego w dość stanowczym tonie zapewnienia Jacka Karnowskiego z dnia 13 lipca 2008 roku tj. dwa dni po upublicznieniu przez „Rzeczpospolitą” nagrania z mieszkaniem na mamę, a na którym według wywodów Halla nie padła korupcyjna propozycja:
„Już po tej rozmowie sprawdziłem, że na około miesiąc wcześniej projekt tej inwestycji został negatywnie zaopiniowany przez miejskiego konserwatora zabytków oraz Wydział Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Sopotu. Po otrzymaniu takich informacji poinformowałem znajomego, że nie ma możliwości realizacji tej inwestycji.
Z perspektywy czasu widzę, że rozmowa ze mną była przeprowadzona jedynie w celu wywarcia przeze mnie nacisku na urzędników, aby podjęli pozytywną decyzję w sprawie, która już wcześniej była zaopiniowana negatywnie.”
Prokuratorzy ustalili, że negatywna opinia, na którą powoływał się w przytoczonym oświadczeniu Karnowski była antydatowaną fałszywką, sporządzoną przez miejską konserwator zabytków dopiero po publikacji "Rzeczpospolitej". Nagrana rozmowa o której pisze Karnowski odbyła się trzy miesiące wcześniej, dlatego też sporządzona fałszywka została antydatowana na luty. Z tego powodu konserwator zabytków usłyszała zarzut składania fałszywych zeznań i poświadczania nieprawdy w dokumentach. Niegdyś wnikliwy Hall nie kwapi się jednak w swoich tekstach o tym wspominać. A skoro tak, to niedorzecznością w jego publicystyce byłoby także informowanie czytelników, że w rzeczywistości konserwator zabytków sporządziła, dwa miesiące przed ujawnienim przeze mnie sprawy, decyzję pozytywną, którą schowano „do szuflady”. Po co chowa się urzędnicze decyzje do szuflady i miesiącami nie wydaje się ich petentom Hall swoim czytelnikom nie tłumaczy. Pewnie nie musi, bo przeciętny polski przedsiębiorca ubiegający się o ich wydanie potrafi sobie sam odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Czytając Halla można dojść do wniosku, że wszystko to, co wydarzyło się w sprawie „afery sopockiej” spreparowali sekciarze z politycznego paktu krwi wymierzonego przeciw Karnowskiemu. Aparat represji niepodległego państwa skierował według Halla swe armaty na jego niewinnego przyjaciela i według niego zaczął to robić już w 2007 roku. Wtedy to miało, jak za czasów bibuły powiać grozą – wspomina Hall opisując sytuację, kiedy to w Trójmieście gruchnęło plotką, że Karnowskiego w przededniu wyborów parlamentarnych miało zatrzymać CBA. Co zrobił wtedy Karnowski? Ukrył się w domu Halla. W pewnym sensie mogę zrozumieć Halla, który pół życia uciekał przed bezpieką, że uznał zachowanie Karnowskiego za zupełnie normalne. Mnie i zapewne ludzi dorastających po 1989 roku zastanawia jednak dlaczego uczciwy człowiek, którym według Halla jest Karnowski, w obliczu jakiejś plotki o jego zatrzymaniu ukrywa się po domach swoich znajomych lub w przyczepach kempingowych na Półwyspie Helskim. Mam przyjaciół, którzy mają życiowe dokonania i nie przypominam sobie, by którykolwiek z nich z powodu jakiejś plotki ukrywał się w moim domu przed CBA, ABW, czy inną polityczną, według Halla służbą. Mimo wszystko intuicja podpowiada Hallowi, że siłą sprawczą kłopotów Karnowskiego jest represyjny aparat państwa, za którym stoi partyjna machina ścinająca głowy tym, przez których dołują sondażowe słupki. Nie przeszkadza mu przy tym fakt, że ów represjonujący jego przyjaciela aparat współtworzy poprzez zasiadanie w rządzie Rzeczpospolitej Polskiej jego żona. Zapewne taki rozdźwięk między publicystyką Halla, a rzeczywistością Hallów nie wynika z konformizmu. Ministerialna pensja wypłacana żonie przez państwowy aparat represjonujący niewinnych ludzi przecież nie uwiera.
Gdyby Aleksander Hall opisując sprawę swojego kumpla Karnowskiego deprecjonował się jako publicysta nie warto byłoby poświęcać temu czasu. Problem w tym, że Hall nie przedstawiając żadnych dowodów deprecjonuje państwo i tych ludzi, którzy pracując w jego instytucjach starają się rzetelnie wykonywać swoją pracę. Robi to wyłącznie dlatego, bo jego przyjaciel i wychowanek wedle ustaleń prokuratury jest podejrzany o zwykłe łapówkarstwo. Z tego powodu suche fakty i twarde dowody korupcji publicyście Hallowi nie w smak, gdyż koncepcja spisku tworzona jego piórem płowiałaby natychmiast po przelaniu jej na papier. Wówczas zamiast chronić swojego kumpla przed "represyjnym" państwem musiałby bronić własnego państwa przed Karnowskim i jemu podobnymi. Z tą koncepcją jednak Hallowi ewidentnie nie po drodze o czym możemy się przekonać studiując jego publikacje. Linki do artykułów zamieszczam poniżej.
http://wyborcza.pl/1,75515,6448750,Hall__Bronie_Jacka_Karnowskiego_przed_panstwem.html
http://www.sopot.naszemiasto.pl/wydarzenia/1001229.html


Komentarze
Pokaż komentarze (76)