Podejrzany o wielokrotne łapówkarstwo Jacek K. rozsyła swoim reporterom na posyłki esemesy zawiadamiające ich o tym jakie tematy powinni poruszyć. Wiadomości te otrzymują wyłącznie wówczas, gdy wydarzenie, którego nagłośnienia oczekuje Jacek K. przysparza mu medialnego rozgłosu zgodnego z obraną strategią propagandową– jednostki tłamszonej przez machinę państwa.
W zeszłym tygodniu wezwany zostałem, jako świadek na rozprawę toczącą się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Sprawa prowadzona jest z powództwa Jacka K. przeciw Jackowi Kurskiemu za użycie przez tego ostatniego określenia „Sopot miastem bezprawia”. Mimo, że spory Jacków K. należą do łakomych medialnie kąsków tym razem na sali sądowej nie pojawił się żaden z dziennikarzy chociażby trójmiejskich mediów. Wydało mi się to dziwne. Przecież kilka tygodni wcześniej w ogólnopolskiej prasie i telewizji pojawiły się obszerne relacje z procesu, jaki z kolei Jacek Kurski wytoczył Jackowi K. za sugestie, że europoseł w sposób niezgodny z prawem nabył leśniczówkę. Praktycznie każdy spór między tymi panami był obszernie relacjonowany przez dziennikarzy. Tym razem cisza.
W trakcie procesu, na którym zeznawałem Wysoki Sąd oraz pełnomocnicy Jacka K. choć sprawa dotyczyła zupełnie czegoś innego próbowali przekonać mnie do tego, bym odpowiadał szczegółowo na pytania dotyczące propozycji korupcyjnej, jaką złożył mi Jacek K. Zmierzali do ujawnienia przeze mnie tajemnicy śledztwa oraz tajemnic handlowych. W kontekście zbliżającego się skierowania przez prokuraturę do sądu aktu oskarżenia przeciw Jackowi K. byłoby to świetną okazją do sporządzania przez tego ostatniego kolejnych wniosków dowodowych blokujących prokuraturze taką możliwość. Nie zgodziłem się na udzielanie jakichkolwiek odpowiedzi mających bezpośredni związek z prowadzonym śledztwem przeciwko Jackowi K. Sąd z tego tytułu nałożył na mnie grzywnę w wysokości 300 złotych. Od tej decyzji już się odwołuję.
Jeszcze nie zdążyłem opuścić budynku sądu, a w lokalnym radiu już pojawiła się informacja, że zostałem ukarany grzywną w wysokości 300 złotych za odmowę składania zeznań. Za chwilę informację tą opublikowała niezastąpiona GW, potem wzmiankę dał sopocki reporter „Dziennika Bałtyckiego”.
Gorąca linia pomyślałem, ale co tam przywykłem już do specyficznej roli mediów w Trójmieście, gdzie niektórzy „dziennikarze” działają na esemesa bądź na kiwnięcie palcem podejrzewanego o łapówkarstwo polityka mimo, że wielokrotnie ich okłamywał i nimi manipulował.
Przypomniawszy sobie, że chcąc odwołać się od decyzji o ukaraniu mnie grzywną muszę znać sygnaturę akt sprawy wróciłem do budynku sądu i spisałem z wokandy jej numer (IC 262/09). Wtedy natrafiłem na listę świadków, którzy tego dnia wraz ze mną zostali wezwani na tą samą rozprawę.
Szybko wyjaśniło się dlaczego tym razem dziennikarze dostali esemesa o ukaraniu grzywną Julkego, a nie otrzymali wcześniej wiadomości zapraszającej ich do gromadnego stawienia się w gdańskim sądzie, by mogli zrelacjonować społeczeństwu, jak Jacek K. rozprawia się ze znienawidzonym PIS-owcem, który miał nazwać Sopot „miastem bezprawia”.
Dlaczego? Prócz innych osób brutalnie potraktowanych działaniami Jacka K. zeznawało tego dnia na rozprawie małżeństwo Państwa Mering, które wygrało z prezydentem Sopotu proces za nielegalne wyeksmitowanie ich z miejskiego lokalu. Za bezprawne decyzje Jacka K. gmina będzie musiała prawomocnym wyrokiem sądu zapłacić 9 milionów złotych odszkodowania. Opisałem tą sprawę w poprzedniej notce pod tytułem „Gdzie jesteście dziennikarze śledczy” (julke.salon24.pl/182522,gdzie-jestescie-dziennikarze-sledczy)
Bezprawne działanie Jacka K., krzywda, jaką wyrządził tym ludziom, zatrucie im życia na wiele lat nie pasuje do budowanego od dwóch lat wizerunku samorządowca zaszczutego przez organy ścigania własnego Państwa. Okazuje się bowiem, że ten wybitny, ścigany przez własną bezduszną Ojczyznę samorządowiec, wpinający w swe klapy papieskie medale, chroniony między innymi przez ex-autorytet kościoła odpowiedzialny za defraudację pieniędzy w „aferze Stella Maris”, to po prostu zły człowiek mający za nic przestrzeganie prawa własności i poszanowanie ludzi, którym bez skrupułów odebrał możliwość zebrania owoców ich własnej, wieloletniej pracy. To człowiek utyskujący w propagandowym wizerunku własnej osoby na bezduszność Państwa, a jednocześnie za pomocą sprawowanego urzędu z tej bezduszności i bezwzględności korzystający w sposób wyjątkowo perfidny bez zwracania uwagi na krzywdę, jaką wyrządza swoimi działaniami zwykłym, Bogu ducha winnym ludziom i ich rodzinom.
Tym sposobem wiadomością dnia z procesu Jacek Kurski kontra Jacek K. stało się nie to, że bezprawne decyzje prezydenta Sopotu i skrzywdzenie przez niego zwykłych ludzi doprowadziło do konieczności zapłaty przez miasto Sopot odszkodowania w wysokości 9 milionów złotych. Newsem został sms Jacka K. o tym, że Sławomir Julke odmówił składania zeznań i otrzymał z tego tytułu grzywnę w wysokości 300 PLN.


Komentarze
Pokaż komentarze