Komentuj, obserwuj tematy,
Załóż profil w salon24.pl
Mój profil
Sławomir Julke Sławomir Julke
318
BLOG

Autodekonspiracja "Mewy"

Sławomir Julke Sławomir Julke Polityka Obserwuj notkę 5

 Jacek K. opublikował kolejną informację o prowokacji Julkego, służb specjalnych i redakcji "Rzeczpospolitej", której dziennikarz, mój kolega rozkręcił  "aferę sopocką". za moje pieniądze i na moje zamówienie.  Zdecydowanie bardziej od kolejnych insynuacji skompromitowanego polityka podejrzewanego o zwykłe łapówkarstwo zauroczyła mnie w tym tekście autodekonspiracja tandemu Karnowski - Sterlingow.

Kilka dni temu znany ze współpracy z sopocką władzą dziennikarz GW Marek Sterlingow ustalił:

"Jak się dowiedzieliśmy podczas rozpracowywania Karnowskiego, agenci CBA nadali mu pseudonim "Mewa". Dlaczego taki? Czy chodziło o nawiązanie do herbu Sopotu? - Nie do końca - tłumaczy jeden z funkcjonariuszy. - Inspiracją był Ryszard Krauze. To on go tak nazywał w prywatnych rozmowach."

Jak wiadomo GW  ma świetne kontakty w CBA. Funkcjonariusze tej służby chętnie rozmawiają z najemnikami Michnika i Stasińskiego opłakującymi Pazurę i Sawicką. Nic zatem dziwnego, że Sterlingow pogadał sobie stojąc przed lustrem z "jednym z funkcjonariuszy" i spłodził tekst o "Mewie"

Wczoraj Jacek K. pokłonił się swojemu niezależnemu dziennikarzowi z GW za to, co ujawnił:

"Teraz, po ujawnieniu w Gazecie Wyborczej kryptonimu Sprawy Obiektowej przeciw mnie "Mewa", po przeczytaniu akt sprawy - jestem pewien, że Julke kłamał, manipulował nagraniami, jak i tego, że nie działał sam ! (swoją drogą analogia do metod i nazewnictwa działań SB z czasów PRL-u, zadziwiająca)"

W publikacji Sterlingowa nie ma słowa o "Sprawie Obiektowej przeciw Jackowi K.". Sterlingow napisał tylko, że taki pseudonim nadano Karnowskiemu podczas rozpracowywania go przez CBA. Widać, że Jacek K. czyta Sterlingowa między słowami. Widać też, jak na dłoni kto jest rzeczywistym informatorem Sterlingowa. Widać także rolę,  jaką odgrywa  ten zaangażowany "dziennikarz" na trójmiejskim podwórku.

NIe trudno odnieść wrażenia, że publikacja o "Mewie"  była zwykłą przykrywką dla szytej grubymi nićmi akcji odroczenia z powodu choroby sędziego rozprawy związanej z zażaleniem Jacka K.  na odmowę zwrotu przez prokuraturę nałożonej na niego kaucji w wysokości 35 tysięcy złotych. Nierozpatrzenie tej sprawy przez sąd w wyznaczonym terminie  (odbywało się to tego samego dnia, kiedy Sterlingow napisał o "Mewie") uniemożliwiło prokuraturze skierowanie do sądu aktu oskarżenia przeciwko Jackowi K. Cała gra idzie bowiem o to, by akt oskarżenia nie pojawił się w sądzie przed wyborami samorządowymi, w których Jacek K. wbrew wcześniejszym obietnicom chce wystartować. Zarówno GW, jak i Jackowi K. ujawnienie ich kłamstw na temat "afery sopockiej" mocno skomplikuje ich wspólną linię propagandową kreującą tego ostatniego na uczciwego samorządowca prześladowanego przez CBA

 Na deser zamieszczam fragment obłudnego felietonu redaktora Sterlingowa, który napisał  dzień po swojej publikacji o "Mewie":

"Mewa - czyli pseudonim Jacka Karnowskiego. Nadało mu go CBA podczas prowadzonego przeciwko niemu śledztwa. Czy agenci nie wiedzieli, że wśród marynarzy krzywdzenie tego ptaka uchodzi za grzech śmiertelny i przynosi pecha? Nic dziwnego, że po dwóch latach śledztwa akt oskarżenia nadal jest w proszku. Albo Mewa jest niewinny, albo jest chytry jak lis i ma dobre papugi. Tak czy inaczej prokurator śpi jak suseł. Śledztwo znów przedłużono."

Co ma prokurator do chorej, ciężarnej sędziny, której "przypadkiem" przydzielono sprawę kaucji Karnowskiego? To zapewne wie tylko "jeden z funkcjonariuszy"  ucinający pogawędki ze Sterlingowem.

www.slawomirjulke.blogspot.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka